Menu Region

Rafał Jankowski, wiceszef NSZZ Policjantów w śląskim...

Rafał Jankowski, wiceszef NSZZ Policjantów w śląskim garnizonie: Co boli policjanta?

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Dziennik Zachodni Zdjęcie autora materiału

Aldona Minorczyk

34Komentarze Prześlij Drukuj
Rozmowa z Rafałem Jankowski, wiceszefem NSZZ Policjantów w śląskim garnizonie
Jeśli zapytamy policjanta co mu sprawia problemy, z czego jest niezadowolony, to co odpowie?
Przede wszystkim niskie uposażenie.

No tak, ale jak się idzie do służby, to wie się, że akurat w policji na kokosy nie można liczyć.
Tak, ale nie może być tak – jak powiedział b. szef polskiej policji gen. Roman Hula - żeby naczelnik wydziału kryminalnego miał niższą pensję niż naczelnik wydziału kadr.
To ten pierwszy i jego podwładni zapewniają nam bezpieczeństwo ryzykując przy tym zdrowiem i życiem. Najniższe pensje mają policjanci na tych podstawowych stanowiskach, ci którzy szlifują krawężniki. Są źli, kiedy widzą, że zarabiają mniej niż koledzy na stanowiskach nie związanych z zapewnianiem bezpieczeństwa.

Co jeszcze wkurza policjantów?
Nieczytelna ścieżka awansu. To nie jest tak, że są określone wymagania, po których spełnieniu można liczyć na skierowanie do szkoły, przeniesienie na lepsze stanowisko. Tak naprawdę decyzję podejmuje przełożony.

Hm… i wybiera tych, których chce, a którzy nie zawsze na to zasługują?
No tak to jest właśnie często odbierane. Do tego dochodzi brak pewności co do przyszłości spowodowane ciągłym grzebaniem przy przepisach, przywilejach. Nikt nie pamięta o tym, że życie policjanta i jego rodziny wyznacza służba. Nocki, weekendy, święta – my wtedy służymy. No i jeśli już ,musimy do ZUS-u to z całym dobrodziejstwem, czyli także z przywilejami, np. dodatkowo płatnymi nockami, nadgodzinami i pracą w święta, a nie tylko 80 proc. wynagrodzenia za okres L4.

A jak wygląda ochrona prawna policjanta?
Tutaj też są problemy. Na przykład, kiedy podczas interwencji czy zatrzymania policjant jest zmuszony strzelić, to zaczynają się problemy. Bada się, czy nie przekroczył kompetencji, nie był brutalny. Tymczasem każdy funkcjonariusz powinien dobrze znać zasady i wiedzieć, że jeśli ich przestrzega to nie grozi mu odpowiedzialność.

Ukarani zostali m.in. policjanci z grupy antyterrorystycznej, którzy w Katowicach weszli pomyłkowo nie do tego co trzeba mieszkania. Zrobili tak bo zawiodło rozpoznanie, spodziewali się groźnego przestępcy. To wywołało wzburzenie?
Tak, to był taki najbardziej bulwersujący przypadek. Ci funkcjonariusze nie powinni ponieść odpowiedzialności. Podobnie jest z policjantami prewencji ścierającymi się z kibolami. W ich kierunku lecą kamienie, bruk. To potwornie stresujące. Oni powinni być chronieni jasnymi przepisami.

To o czym pan mówi tak naprawdę nie wynika z braku pieniędzy. To są sprawy, które można uregulować przepisami. Dlaczego tak się nie dzieje?
No właśnie. Ale to też jest tak, że ludzie, którzy dowodzą policjantami często bardziej dbają o własną karierę, niż o to, aby ich podwładni spokojnie, w dobrych warunkach pracowali.

Wracając do pieniędzy. Rok temu kontrolerzy NIK zmiażdżyli warunki w jakich pracują policjanci – zwłaszcza w komendach miejskich i w komisariatach. Zapowiedziano zmiany. I co?

Tutaj muszę sprawiedliwie przyznać, ze program standaryzacji działa. Powoli, ale też zaniedbania są wieloletnie i trudno je nadgonić z dnia na dzień, zaczyna się wszystko poprawiać. Mam nadzieję, że te obietnice zostaną spełnione. Że tym razem nic nie stanie na przeszkodzie.

Rozmawiała Aldona Minorczyk-Cichy



*DŁUGOTERMINOWA PROGNOZA POGODY NA LIPIEC 2013
*Sławny śląski aktor Jacenty Jędrusik nie żyje [ZOBACZ NAJLEPSZE ROLE]
*Alarmy bombowe w Polsce i na Śląsku. Sprawcy napisali: WYDAJEMY WYROK ŚMIERCI
*Gwałtowne burze na Śląsku. Dramat mieszkańców Pszczyny, Czechowic i Goczałkowic ZDJĘCIA i WIDEO
Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Reklama
34

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

boli

+20 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zwykly szary policjant (gość)  •

boli to że w prawdziwej policyjnej robocie policyjnej tj patrolowka,drogowka. Nie mozna sie doczekac 3 grupy nawet po kilku kilkunastu latach. A plecaki w okresie przygotowawczym zaslugują na 3 grupe. Zero nagrod, śmietanke zbierają wyższe stanowiska za nasze efekty. I co to za polityka zeby w prewencji mozna bylo osiągnąć 3 grupe i to z wielkim trudem.Znam wielu policjantow ktorzy lubia prace na ulicy ale przenoszą sie ze względu na brak szansy awansu.Prawie we wszystkich wydzialach są wyższe grupy a w tych najbardziej narazonych na niebezpieczenstwo, stres(Prewencja) ich niestety niema.

odpowiedzi (0)

skomentuj

bolący

+14 / -12

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bolący (gość)  •

Policjantów boli to, że nieroby w związkach zawodowych siedzą na ciepłych posadkach w KWP i udaja, że działają. Gdyby poszli do roboty do KPP/KMP to byłby z nich wiekszy pożytek. Juz wiesz co boli policjantów????

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dwóch Nowaków o takim jednym Marcu

+12 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bilbord (gość)  •

http://www.youtube.com/watch?v=4wi8TSkGtx4
Opublikowano 3 cze 2013
„Marzec na emeryturze" -- czy baner komentujący seksaferę w opolskiej policji jest efektem starań o zwycięstwo w policyjnym konkursie rysunkowym? O tym mówi nasz gość Benedykt Nowak, przewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Opolu. Jednocześnie apeluje do autora o zgłoszenie się po nagrodę za uczestnictwo.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Jak niejaki Marzec rozsławił policję

+9 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Świetna piosenka (gość)  •

http://www.youtube.com/watch?v=P60dGYvk4aM
Seksafera w policji

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kto mi odda te pięć lat wyrwanych z życia?

+9 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Dziś nie mam siły cieszyć się z uniewinnienia. (gość)  •

http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,11087202,Policjant_bohater_reportazu__Tango_i_Cash_w_Legnicy_.html
Policjant-bohater reportażu 'Tango i Cash w Legnicy' uniewinniony
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska 2012-02-03
Legnicki Sąd Rejonowy uniewinnił Tomasza Kleina, policjanta z komendy miejskiej w Legnicy, oskarżonego o łapownictwo
Po decyzji sądu apelacyjnego proces funkcjonariusza wznowiono. W 2010 r. w pierwszym procesie, na ławie oskarżonych oprócz niego zasiadał Jarosław J. - kolega z tej samej komendy. Wtedy prokurator zarzucił Kleinowi przyjęcie 3,2 tys. zł łapówek za "przysługi" dla drobnego legnickiego przestępcy Mariusza J., a Jarmołowiczowi - że pomagał przy bezpodstawnym umorzeniu postępowania przeciwko złodziejowi. Funkcjonariusze od początku sprawy zapewniali, że są niewinni.
Historię legnickich policjantów "Gazeta" opisała w zeszłym roku w "Dużym Formacie" "Tango i Cash w Legnicy" (DF, 11.08.2011).

Wtedy Tomasz Klein tłumaczył, dlaczego uważa, że ich wrobiono, by móc oskarżyć: - Pięć lat temu powiedziałem szefom, że to, co się dzieje w komendzie, to kryminał. Zagroziłem, że pójdę wyżej, nawet do komendanta głównego.

O co chodziło? O chronienie gangsterskich interesów, imprezowanie z bandziorami, fałszowanie statystyk policyjnych, ukrywanie przestępstw np.; przemytu narkotyków, mobbing i zastraszanie funkcjonariuszy przez szefów komendy miejskiej.

- Wykorzystano drobnego bandziora i kapusia. Miał mnie pomówić. A Jarek dostał rykoszetem - mówił Klein. - Po prostu chcieli się mnie pozbyć z policji. Jarek wcześniej prowadził czynności procesowe w sprawie o kradzież torów kolejowych, w którą zostałem za pomocą tych oskarżeń wplątany. Gdyby na jego miejscu był inny funkcjonariusz, też by go moi przełożeni poświęcili, żeby mnie załatwić.

4 czerwca 2008 r. Biuro Spraw Wewnętrznych (policja w policji) zatrzymało obu policjantów. Przesiedzieli 3 miesiące w areszcie tymczasowym. Po prawie dwóch latach zostali skazani przez legnicki sąd rejonowy na kary więzienia. Po apelacji jesienią 2010 roku sąd zmienił Jarosławowi J. wyrok na rok w zawieszeniu na 3 lata za niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy. Wyrok się uprawomocnił, bo w przypadku zawieszenia skazany nie ma prawa do kasacji. Jesienią 2010 r. Jarosław J. musiał odejść z policji.

Natomiast sprawę Tomasza Kleina sąd okręgowy skierował do ponownego rozpatrzenia. A ten wydał wyrok uniewinniający.

- Teraz muszę wznowić postępowanie sądowe. Zwróciłem się o pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich, bo nie stać mnie na adwokata - mówi Jarosław J. - Jeszcze do mnie w pełni nie dotarło, że Tomka uniewinnili. Jeśli on jest niewinny to za co ja jestem skazany? Nie przestanę walczyć o swoje dobre imię. Mamy dowody, że proces był nierzetelnie prowadzony przez sędziego Kazimierza Chłopeckiego. Tak samo jak śledztwo prok. Mariusza Grzegorowskiego z Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu i rozpracowanie przez Romana Boczniowicza z BSW - wylicza. - Dzisiejszy wyrok jest tego dowodem.

- O tym, że postępowanie przygotowawcze było niewłaściwie, łagodnie mówiąc, prowadzone w uzasadnieniu ustnym podkreślała prowadząca sprawę sędzia Joanna Kiełkowicz - dodaje obrońca Kleina mec. Sławomir Waliduda.

- Ta sprawa zrujnowała mi życie. Złamała karierę w policji. 31 stycznia, czyli na trzy dni przed tym wyrokiem zostałem decyzją komendanta miejskiego Sławomira Bąka wyrzucony ze służby. Do tej pory byłem zawieszony. Jak nazwać tę jego decyzję? Nawet nie poczekał na wyrok. Chciał się mnie pozbyć ze służby i zrobił to.

Tomasz Klein odwołał się od decyzji swojego szefa do nowego komendanta wojewódzkiego we Wrocławiu.

- Dziś nie mam siły cieszyć się z uniewinnienia. Mieszkam w małym mieście. Dla ludzi byłem przez te lata łapówkarzem. Dla policjanta to śmierć cywilna. Po tym jak "Gazeta" opublikowała reportaż - mnie i moją rodzinę straszyli bandyci. A Jarek z rodziną musiał wyprowadzić się z miasta. Grożono jego żonie. A dziś mam 60 nieodebranych połączeń i ponad 40 SMS-ów z gratulacja

odpowiedzi (0)

skomentuj

Zrujnowane życie, a w zamian bełkot o etosie i honorze

+7 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

oburzony (gość)  •

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/swiadek-koronny-ktory-klamal,208449.html

01 maja 2012, 6:15
Świadek koronny, który kłamał
- Zeznania "Patyka" zniszczyły mi życie - mówi były oficer Centralnego Biura Śledczego. Został oskarżony o korupcję na podstawie zeznań świadka koronnego Igora M., który obecnie jest podejrzany zabójstwo generała Marka Papały. Dziś, kiedy policjant został prawomocnie oczyszczony przez sąd, domaga się 850 tysięcy złotych odszkodowania, a pomaga mu Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Kłamstwa "Patyka" złamały też karierę jednej z najskuteczniejszych policjantek w stolicy Ewie Szklarskiej, zwanej "Żyletą". Dotarliśmy do tych ludzi.
Złamane życie oficera CBŚ
Część z oskarżanych przez niego policjantów została skazana. Ale nie wszyscy. Dotarliśmy do dwojga warszawskich funkcjonariuszy, Wiesława Rutkowskiego i Ewy Szklarskiej, którym w 2002 roku prokuratura przedstawiła zarzuty w oparciu o zeznania „Patyka”.
- Dostałem wezwanie do gabinetu dyrektora Centralnego Biura Śledczego, w którym wtedy pracowałem. Czekali na mnie funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych - wspomina w rozmowie z portalem tvn24.pl Wiesław Rutkowski "Dino". Były oficer CBŚ z trudem może opanować emocje. Kolejne dziewięć miesięcy spędził w areszcie z zarzutami korupcji. - Zrobili ze mnie szefa grupy skorumpowanych policjantów - mówi.
Znany i lubiany
Rutkowski nigdy wcześniej nie sprawiał problemów. Nie było nawet podejrzeń. Przeciwnie, należał do najlepszych funkcjonariuszy CBŚ. Podczas służby w Warszawie, zatrzymywał przestępców na gorącym uczynku. Był lubiany wśród kolegów, tym bardziej, że przed pracą w policji był bramkarzem w podstawowym składzie warszawskiej Polonii. Żonaty, w domu dwójka dzieci.
Prokurator zarzucił Rutkowskiemu, że przekazał łapówkę swojej policyjnej partnerce. - Według "Patyka" w 1994 lub 1995 roku miałem jej wręczyć dwieście lub trzysta dolarów — mówi nam Rutkowski. Pieniądze miały być nagrodą za odstąpienie od przeszukania samochodu należącego do przestępców.
Prokuratura ogłasza sukces
Ale zeznania „Patyka” były niekonkretne. Świadek koronny zeznał, że funkcjonariusz miał być "wśród policjantów", którym on sam wręczał korzyści majątkowe. Ale - jak opowiada nam były policjant - prokurator podkręcił te zeznania i w materiałach postępowania używał ostrzejszego sformułowania, że Rutkowski "był jednym z policjantów", który brał łapówki.
Trafił do aresztu. Prokuratorzy ogłosili sukces w rozbiciu gangu brudnych gliniarzy.
Historia "Żylety"
Niemal identycznie wygląda historia Ewy Szklarskiej, warszawskiej policjantki, oskarżonej przez prokuraturę na podstawie zeznań Igora M. W latach 90 pracowała na pierwszej linii frontu, prowadziła operacje pod przykryciem, przenikając do grup przestępczych. Podawała się za dilerkę narkotyków i zatrzymywała handlarzy w trakcie transakcji. Koledzy nazywali ją "Żyleta".
Była niezwykle skuteczna. Dziennikarze pisali o niej "superpolicjantka".
Nie ten policjant, nie ta policjantka
W swoich zeznaniach „Patyk” opisał sytuację, w której Szklarska miała być świadkiem przyjęcia 400 dolarów łapówki przez jej partnera z patrolu. Według prokuratury do opisu pasowała właśnie ona. Ale prowadzący sprawę oskarżyciel nie wziął pod uwagę poważnych dowodów niewinności: Szklarska nie mogła być w tym czasie na patrolu ze wskazywanym przez Igora M. funkcjonariuszem. Z prostego powodu. Na procesie okazało się, że nigdy nie pracowała z policjantem, którego oskarżał złodziej. Był on partnerem innej policjantki.
Ścigająca ze ściganymi
– Przyszli po mnie 4 kwietnia 2002 roku o 6 rano, zrobili przeszukanie, nastraszyli dziecko i dostałam zarzuty, których nigdy bym się nie spodziewała – mówi nam Szklarska.
Po przedstawieniu zarzutu, tak samo jak Rutkowski, została zawieszona i dostawała połowę pensji. Zasiadła na ławie oskarżonych razem z bandytami, których do niedawna ścigała. Prócz Szklarskiej i Rutkowskiego w tym samym procesie sądzonych było dziewięciu innych policjantów
Zrobili z nas g

skomentuj

Zrujnowane życie, a w zamian bełkot o etosie i honorze c.d.

+9 / -10

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

oburzony (gość)  •

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/swiadek-koronny-ktory-klamal,208449.html

01 maja 2012, 6:15
Świadek koronny, który kłamał
- Zeznania "Patyka" zniszczyły mi życie - mówi były oficer Centralnego Biura Śledczego. Został oskarżony o korupcję na podstawie zeznań świadka koronnego Igora M., który obecnie jest podejrzany zabójstwo generała Marka Papały. Dziś, kiedy policjant został prawomocnie oczyszczony przez sąd, domaga się 850 tysięcy złotych odszkodowania, a pomaga mu Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Kłamstwa "Patyka" złamały też karierę jednej z najskuteczniejszych policjantek w stolicy Ewie Szklarskiej, zwanej "Żyletą". Dotarliśmy do tych ludzi.
/.../Ścigająca ze ściganymi
– Przyszli po mnie 4 kwietnia 2002 roku o 6 rano, zrobili przeszukanie, nastraszyli dziecko i dostałam zarzuty, których nigdy bym się nie spodziewała – mówi nam Szklarska.
Po przedstawieniu zarzutu, tak samo jak Rutkowski, została zawieszona i dostawała połowę pensji. Zasiadła na ławie oskarżonych razem z bandytami, których do niedawna ścigała. Prócz Szklarskiej i Rutkowskiego w tym samym procesie sądzonych było dziewięciu innych policjantów
Zrobili z nas gang
Rutkowski po kilku latach odszedł ze służby, łapał się dorywczych zajęć. Próbował zostać taksówkarzem, brał zlecenia na pilnowanie obiektów, wreszcie załapał się do pracy na budowach jako wykwalifikowany pracownik od spraw ochrony środowiska.
- Jedno słowo bandyty i zostałam skreślona - mówiła Szklarska. Rutkowski: - Zrobili z nas gang w policji.
Policjanci niewinni
Szklarska i "Dino" oraz dwaj inni policjanci wyrok uniewinniający usłyszeli w lipcu 2010 roku. Innych siedmiu zostało przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa skazanych.
Prokuratura nawet nie odwoływała się od decyzji sądu ws. Szklarskiej i Rutkowskiego. Do dziś policjant tego nie rozumie: dlaczego oskarżyciele postąpili z nim w taki sposób. - Ta sprawa nigdy nie powinna trafić do sądu. Prokurator nie brał pod uwagę faktów, które świadczyły o mojej niewinności - mówi dzisiaj.
Tłumaczy sobie, że prokuratura chciała zwiększyć wiarygodność „Patyka” i nadać mu większe znaczenie. Jako tego, który pomógł rozbić układ skorumpowanych policjantów.
Odeszli z policji
Po uniewinnieniu Rutkowski otrzymał zwrot zmniejszonego wynagrodzenia. Teraz domaga się 850 tysięcy złotych odszkodowania. Wspiera go Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Szklarska odeszła z policji. Dziś pomaga w rehabilitacji osób niepełnosprawnych.
Żadne nie usłyszało słowa "przepraszam". - Kiedyś, już po uniewinnieniu, spotkałem prokuratora, który prowadził sprawę. Wybąkał, że ubolewa, że sąd mnie aresztował. A przecież on tego sam zażądał - opowiada Rutkowski.
Pogromca mafii
Rutkowski opowiada o Marcinie Z. Niegdyś słynnym, stołecznym prokuratorze, o którym gazety rozpisywały się jako o pogromcy mafii, gangów złodziei samochodów. Już w trakcie procesu Szklarskiej i Rutkowskiego oskarżyciel odszedł z pracy w prokuraturze. Został radcą prawnym. Próbowaliśmy się z nim wielokrotnie skontaktować. W internecie podaje tylko telefon stacjonarny. Włącza się poczta głosowa.
Sąd uniewinni gangsterów?
Czy "Patyk" celowo kłamał zeznając jako świadek koronny? Próbuje to ustalić sąd, który prowadzi proces przeciwko Andrzejowi Z. "Słowikowi" i Ryszardowi Boguckiemu. Podczas ostatniej rozprawy postanowił wyjaśnić, czy Igor M. ustalał treść zeznań z innym gangsterem. Ale akt oskarżenia przeciwko obu gangsterom się rozsypuje.
Mierzewski i Ocieczek: "nie popełniliśmy błędu"
Prowadzący postępowanie prokurator Jerzy Mierzewski nie ma sobie nic do zarzucenia i zapewnia, że nie popełnił żadnego błędu w związku z "Patykiem". Umniejsza znaczenie jego zeznań w tej sprawie. - "Patyk" nie wskazał Boguckiego, a jego zeznania nie posłużyły do przedstawienia zarzutów - tłumaczy.
Również Grzegorz Ocieczek, prokurator, który w 2000 roku jako jeden z pierwszych przesłuchiwał „Patyka”, zapewnia, że we właściwy sposób weryfikował zeznania gangstera. - Odnieśliśmy sukces. Udało się skazać

odpowiedzi (0)

skomentuj

A co na to Biuro Spraw Wewnętrznych Policji

+11 / -12

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Policjant spędził trzy miesiące w areszcie (gość)  •

A co na to Biuro Spraw Wewnętrznych Policji (48)
olo (83.26.139.xxx) 08.01.13, 11:47
Potraktowali tego policjanta mistrzowie z BSW jak najgorszą szuję powinni wyłączyć materiały na przekroczenie uprawnień przez tych fachowców TO SA JAJA będzie o tym program państwo w państwie w jednej ze stacji telewizyjnych
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/734919,policjant-oskarzany-o-gwalt-oczyszczony-z-zarzutow-to-byl-spisek,id,t.html
Policjant oskarżany o gwałt oczyszczony z zarzutów. To był spisek?
Data dodania: 2013-01-08 10:23:11 Ostatnia aktualizacja: 2013-01-13 14:59:45

Sylwia Królikowska
Prokuratura Rejonowa w Kłodzku umorzyła śledztwo przeciwko Andrzejowi Sikoniowi, policjantowi z Wałbrzycha. Mężczyźnie groziło nawet 12 lat więzienia, trzy miesiące spędził w areszcie. 38-letni Andrzej Sikoń został aresztowany po tym, jak dwie wałbrzyszanki zgłosiły policji, że jedną z nich zgwałcił, a drugą doprowadził do tzw. innych czynności seksualnych. O sprawie pisaliśmy w "Gazecie Wrocławskiej". Kobiety zbadał biegły psycholog, który uznał, że nie ma podstaw, by uznać, że kłamią. One same stwierdziły, że kiedy zgłaszały sprawę, nie wiedziały, iż miały do czynienia z policjantem. Niedługo potem poszły jednak do prokuratury i odwołały oskarżenie. Stwierdziły, że były zastraszane przez mieszkańca Podgórza, który chciał się zemścić na policjancie i wszystko ukartował.
Do zdarzenia miało dojść w kwietniu 2012 roku.
Podczas pierwszych zeznań w prokuraturze wałbrzyszanki opowiedziały, że z Andrzejem Sikoniem spotkały się w Szczawnie-Zdroju, kiedy szukały dachu nad głową. To w jednym z domów w Szczawnie miało dojść do gwałtu i doprowadzenia do innych czynności seksualnych.

Policjant spędził trzy miesiące w areszcie. Od początku nie przyznawał się do winy, twierdząc, że cała historia to podstęp. Opowiada również, że mężczyzna, który za nim stoi, pomylił go z innym policjantem, który zalazł mu za skórę. Udało mu się to udowodnić po tym, jak - decyzją Sądu Okręgowego w Świdnicy - wyszedł w sierpniu ubiegłego roku z aresztu.

- Czas spędzony w areszcie to był dla mnie koszmar. Ale od początku wiedziałem, że jestem niewinny - mówi nam Andrzej Sikoń. Twierdzi, że kiedy tylko wyszedł na wolność, zaczęli się zgłaszać do niego ludzie, którzy informowali o tym, kto stoi za sprawą. Andrzej Sikoń przyznaje, że feralnego dnia spotkał się z dziewczynami, ale nikt nikogo do niczego nie zmuszał. A skąd opinia biegłego, który stwierdził, że zeznania o gwałcie są prawdziwe?
- Po tym, jak ja od nich wyszedłem, przyszedł pewien mieszkaniec Podgórza i zgwałcił dziewczynę. Kazał potem zgłosić policji, że to ja, i groził im - twierdzi Andrzej Sikoń.

Ponieważ dziewczyny twierdziły, iż nie były do niczego przymuszane, prokurator umorzył śledztwo z braku dowodów popełnienia przestępstwa. - Decyzja nie jest prawomocna i stronom przysługuje złożenie zażalenia - wyjaśnia Ewa Ścierzyńska z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Dodaje, że ofiary w toku śledztwa wiele razy zmieniały zeznania, a biegły uznał, że mogą być składane pod czyimś wpływem.

Prokurator wyłączył do odrębnego śledztwa sprawę mężczyzny, który miał to wszystko ukartować. Dochodzenie prowadzone jest w kierunku nakłaniania do składania fałszywych zeznań.

Trzym sie +29 / -11
bry (gość) • 08.01.13, 20:41:49

Andrzej trzymaj się jesteśmy z Tobą, a Ci co nie wierzyli ( w tym przełożeni) niech idą do diabła.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Golgota policjanta

+11 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jak należy ocenić pracę policjantów z BSW KGP (gość)  •

http://www.bylicbs.eu/news.php
Z zadowoleniem pragniemy poinformować, że nasz kolega nadkom. Karol Prasałowski policjant z zarządu łódzkiego CBŚ został uniewinniony prawomocnym wyrokiem sądu od zarzutów o współpracę z grupami przestępczymi. Trwało to dokładnie 10 lat, co w tym czasie przeżywał nasz kolega można się tylko domyślać. Więcej na ten temat można przeczytać w Internecie http://wyborcza.pl/1,75248,13178136,Policjant_po_10_latach_udowodnil__ze_jest_niewinny.html#ixzz2HevXzBXi.

Karol gratulacje!!!!!!!!!

W naszym Stowarzyszeniu jest więcej takich kolegów, którzy zostali oskarżeni o wydumane przestępstwa a następnie musieli udowadniać swoją niewinność. Co ciekawe zarzuty dostają z reguły policjanci aktywnie zwalczający zorganizowaną przestępczość.

Rodzą się w związku z tym pytania:

- czy w KGP jest komórka, która analizuje podobne sprawy i wyciąga z nich wnioski

- dlaczego oskarżani policjanci nie mają wystarczającej pomocy prawnej i wsparcia przełożonych

- jak należy ocenić pracę policjantów z BSW KGP, którzy niezbyt obiektywnie a być może dla własnych tylko korzyści zbierali ?dowody? przestępczej działalności, czy zostaną pozbawieni nienależnych awansów i premii?

- jak pan Komendant Główny ma zamiar naprawić szkody wyrządzone funkcjonariuszowi za bezpodstawne oskarżenia, zniszczenie jego życia osobistego i zawodowego

Policjanci niesłusznie oskarżani mogą liczyć na wsparcie naszego Stowarzyszenia
Dodane przez Evil dnia styczeń 23 2013 22:33:31
Uniewinnienie

odpowiedzi (0)

skomentuj

Czas adiutantów - część VII

+11 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

asystent adiutanta (gość)  •

http://mundurowi.salon24.pl/498919,czas-adiutantow
8.04 10:33
Czas adiutantów
Czas adiutantów

Kto to jest adiutant? Oficer ordynansowy do osobistych poruczeń wyższego dowódcy. Gatunek wymarły, znany z podręczników historii. Ale skoro szef pragnie odbudować etos służby w Policji, to chyba oczywiste, że zaczął od siebie. Od wypasionej fury, od szat przepysznych, sali tronowej i adiutanta. Słowa uczą, przykłady zachęcają.

1. Gandalf Biały
Gdy rzecznik prasowy cierpi, cierpią także czytelnicy jego sprostowań. Nic tak nie rozmiękcza skamieniałych serc, jak łzy rzecznika prasowego, który zna prawdę i musi stawić czoła fali oszczerstw.
/.../Co jeszcze zostało? Pęd do wiedzy.
Dla większości osób podnoszenie swoich kwalifikacji, ciągłe uczenie się jest powodem do dumy, kolejną wartością dodaną. Tak jest z pewnością w przypadku przygotowania i obrony pracy doktorskiej. (...) Okazuje się, że nie tylko to, ale i miejsce obrony może być podstawą do krytyki. Dlaczego właśnie Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie? – pytają autorki tekstu. (...) Odpowiedź jest bardzo prosta. Wielu z nich (policjantów broniących prace doktorskie) wywodzi się ze Szczytna, gdzie jest Wyższa Szkoła Policji. Przez długie lata to właśnie UWM w Olsztynie był ośrodkiem najbliżej Szczytna z uprawnieniami do doktoratów. Ot i cała tajemnica.
Ta argumentacja trzymałaby się kupy, gdyby dotyczyła policjantów ze Szczytna. Rzeczywiście do Olsztyna stamtąd blisko. Tyle tylko, że Odbudowywacz Etosu rezyduje w Warszawie. W Warszawie, nie w Szczytnie. Zatem ma bliżej choćby na uniwerek warszawski albo do Pułtuska. Ma bliżej. Wybrał Olsztyn...
No to pstryk i wpisujemy w wyszukiwarce – Mariusz Sokołowski: polski policjant w stopniu inspektora, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, doktor nauk humanistycznych. W 1998 roku ukończył komunikację społeczną na Uniwersytecie Warszawskim. W 2001 roku uzyskał na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie stopień doktora nauk humanistycznych. Był pracownikiem naukowo-dydaktycznym Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Jest adiunktem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. (Wikipedia)
Pstryk i wpisujemy – Arkadiusz Letkiewicz: polski oficer policji, wykładowca, muzyk. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. W 2000 roku uzyskał stopień naukowy doktora w zakresie nauk o zarządzaniu na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, a w 2008 roku stopień naukowy doktora habilitowanego, specjalność kierowanie organizacjami na Akademii Obrony Narodowej. Jest profesorem Politechniki Rzeszowskiej oraz profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. (Wikipedia)
Ot i cała tajemnica. Patrzcie państwo – profesor, doktor i prawie doktor, a wszyscy nomen omen z... Olsztyna. Prawie jak trzej przyjaciele z boiska. Prawie...
***
Przedwojenna Policja Państwowa, o czym tacy znawcy historii i miłośnicy tradycji jak prawie dr Działoszyński i dr Sokołowski zapewne wiedzą, też miała zbiór zasad, kierowała się etosem – „przykazaniami policjanta”. W 1938 r. było ich 14.
Wśród przykazań o honorze, o odwadze i męstwie, o umiłowaniu Ojczyzny, o szacunku do ludzi, znajdowało się i takie: Miej pogardę dla pochlebców.
Pochlebców, przydupasów, potakiwaczy i wszelkich innych... adiutantów.

Jacek Kosmaty, Robert Szmarowski

Przeczytaj CZAS ADIUTANTÓW na blogu Jacka Kosmatego

odpowiedzi (0)

skomentuj

Czas adiutantów - część VI

+10 / -10

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

asystent adiutanta (gość)  •

http://mundurowi.salon24.pl/498919,czas-adiutantow
8.04 10:33
Czas adiutantów
Czas adiutantów

Kto to jest adiutant? Oficer ordynansowy do osobistych poruczeń wyższego dowódcy. Gatunek wymarły, znany z podręczników historii. Ale skoro szef pragnie odbudować etos służby w Policji, to chyba oczywiste, że zaczął od siebie. Od wypasionej fury, od szat przepysznych, sali tronowej i adiutanta. Słowa uczą, przykłady zachęcają.
/.../Trudno zrozumieć także zarzut co do remontu pomieszczeń zajmowanych przez komendanta głównego Policji. (...) Kolejne istotne pytanie, to skąd w artykule pojawiła się kwota 2,5 mln zł na ten remont? Nikt nigdy takowej nie zakładał na ten cel. W rzeczywistości jest ona dziesięciokrotnie niższa, ale… cóż, brzmi imponująco.
No imponująco. A kto i ile zakładał, tego już i tak się nie dowiemy. Ale, ale, nawet dziesięciokrotnie mniej, też brzmi imponująco. Ile by to było – 250 tys. Na luksusową nadmorską „garsonierę” co prawda nie wystarczy. Ale gabinet za 250 tys. zł. No, no... To popatrzmy. Za 250 tys. zł można wybudować dom o powierzchni 100 m² albo kupić 3 pokojowe mieszkanie (nowe) o powierzchni 63 m², ot na przykład w Zabrzu. Za ćwierć miliona można sporo. „Gabinet za roczną pensyjkę” – może to nowy projekt unijny, aktywizujący ubogą młodzież?

***
„Prawie każdy szef, już chociażby trochę większej firmy, większego urzędu ma do swojej dyspozycji asystenta, bądź asystentów. Zdawałoby się, że to nie budzi niczyjego zdziwienia. I znów nic bardziej mylnego. Kiedy taką osobę, nazwaną adiutantem – na wzór formacji wojskowych, nawiązując do tradycji policyjnych – powołano w KGP, to wywołało falę krytyki”.
No, patrzcie, szef większej firmy ma, większego urzędu ma, wojsko ma (wojsko ma?), i jeszcze na dodatek ta tradycja. Jakże to tak. Jest generał, jest szabelka, są lampasy przy portkach, karoce (samochody), etos i komnata w remoncie... Adiutant. Nie ma co, musi być adiutant. Bez adiutanta ani rusz, zwłaszcza gdy... No właśnie, kto „opiekuje się” bidulą – komendantem głównym Policji? Ano jest paru. Przede wszystkim Gabinet Komendanta Głównego, z dyrektorem, z zastępcą dyrektora, z Wydziałem Prezydialnym, z Zespołem Obsługi Kierownictwa (obejrzyjcie sami, cały obrazek ze strukturą Gabinetu znajduje się na stronie internetowej KGP). Co jeszcze ma bidula komendant? Ma swojego rzecznika (tak, bo to jest rzecznik Pana, a nie Policji... Pana), ma swoich pełnomocników: ds. ochrony praw człowieka, ds. komunikacji wewnętrznej, ds. kontaktów ze związkami zawodowymi, a nawet ds. popularyzacji historii i tradycji Policji (wykaz zapewne niekompletny). Komendant bidula ma także Radę Konsultacyjną, a ostatnio i Radę Doradców Strategicznych.
***

odpowiedzi (0)

skomentuj
1 3 4 »
Reklama
Reklama