Artur Hajzer nie żyje. Tym razem szczęścia zabrakło...

    Artur Hajzer nie żyje. Tym razem szczęścia zabrakło...

    Michał Wroński

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Trzy lata temu Artur Hajzer reaktywował polski himalaizm zimowy...
    1/4
    przejdź do galerii

    Trzy lata temu Artur Hajzer reaktywował polski himalaizm zimowy... ©Polski Związek Alpinizmu

    Artur Hajzer nie żyje. Ciało będzie pochowane pod Gasherbrum. Do końca wierzyliśmy, że wiadomość o śmierci Artura Hajzera okaże się nieprawdą. Bo przecież nikt inny nie miał takiego talentu do wychodzenia cało z największych nawet opresji. O legendzie polskiego himalaizmu pisze Michał Wroński.
    CZYTAJ KONIECZNIE:
    ARTUR HAJZER ZOSTANIE POŻEGNANY W KATOWICACH SZCZEGÓŁY TUTAJ


    Artur, wracaj! Dasz radę! Dajesz, dajesz, nie przestajesz - kiedy we wtorek do Polski dotarła niepotwierdzona jeszcze wiadomość o śmierci 51-letniego Artura Hajzera w górach Karakorum, na jego facebookowym profilu natychmiast zaroiło się od wpisów. Ich autorzy nie mogli uwierzyć w to, że pochodzącemu z Mikołowa himalaiście tym razem nie dopisało szczęście. To nie mogło być prawdą.

    CZYTAJ KONIECZNIE:
    ARTUR HAJZER NA ZAWSZE POZOSTANIE PDO GASHERBRUM TAKA JEST DECYZJA RODZINY


    Przecież "Słoń", jak Hajzer nazywany był w środowisku, nieraz już wymykał się śmierci. Cieszył się zasłużoną sławą wielkiego farciarza i teraz nagle los miałby odwrócić się od niego? Szukając choćby małego promyczka nadziei wracaliśmy do wszystkich tych nieprawdopodobnych historii, z których wychodził obronną ręką.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama