Rybiński: Mym mistrzem był Bruce Lee

    Rybiński: Mym mistrzem był Bruce Lee

    Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Czterdzieści lat temu zmarł Bruce Lee. O legendarnej postaci kina kung-fu Agaton Koziński rozmawia z jego fanem i posiadaczem czarnego pasa w karate - Krzysztofem Rybińskim, ekonomistą i byłym wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego
    Krzysztof Rybiński: Miałem plakat z Bruce'em Lee nad łóżkiem

    Krzysztof Rybiński: Miałem plakat z Bruce'em Lee nad łóżkiem ©Bartek Syta

    Miał Pan w młodości plakat Bruce'a Lee nad łóżkiem?
    Oczywiście. To był plakat, na którym Bruce Lee ma dwie ręce wyciągnięte do przodu, a w nich trzyma nunczako.

    Bardziej popularny był plakat z "Wejścia smoka", na którym Bruce Lee został uwieczniony z trzema krwawymi śladami po zadrapaniu łapą tygrysa na brzuchu.
    Wiem, o którym plakacie pan mówi, ale ja miałem inny.

    A może któryś Pana kolega miał ten drugi?
    Tak, wtedy te plakaty były bardzo popularne. Bruce Lee był wtedy bohaterem, filmy z "Brus Lejem" - jak się wtedy mówiło - oglądał każdy. Jego fanów w Polsce było naprawdę mnóstwo.

    I każdy próbował ćwiczyć karate za jego przykładem - albo przynajmniej machać zrobionym z dwóch kijków i łańcucha nunczako w domu.

    W latach 80. nie było aż tak wiele sekcji karate czy kung-fu jak teraz - jednak tego typu działalność jest mimo wszystko dość trudna.

    Ale Pan się do nich dostał - i dziś jest posiadaczem czarnego pasa w karate-do tsunami.
    Zacząłem się zajmować karate jeszcze przed "Wejściem smoka". Jakieś dwa lata przed premierą tego filmu w Polsce uznałem z kolegą, że chcemy się zapisać na kurs sztuki walki. Mieliśmy wtedy po 14 lat. Nasza motywacja była prosta - chcieliśmy umieć się bić, to jednak cenna umiejętność na podwórku. Najpierw poszliśmy na dżudo, ale pani prowadząca zapisy powiedziała nam, że nie ma miejsc. Gdy zaczęliśmy ją wypytywać, czy jest coś podobnego, odesłała nas na karate. Tak zacząłem - i kontynuowałem kolejne 20 lat. Natomiast dwa lata później do kin weszło "Wejście smoka" i rzeczywiście przez kraj ruszyła wielka fala popularności karate. Tylko w mojej sekcji liczba ćwiczących wzrosła za sprawą tego filmu mniej więcej dwukrotnie.

    Na czym polegał fenomen Bruce'a Lee? Za jego pomocą Polacy zachłysnęli się Orientem, czy kryło się za tym coś więcej?
    Bruce Lee miał w sobie magię, która przyciągała. Przecież azjatyckich aktorów potrafiących szybko i sprawnie machać nogami było mnóstwo - ale żaden nie umiał tak przyciągnąć uwagi jak on. Przyglądając się Bruce'owi Lee, widać było, że on kryje w sobie jakąś tajemnicę. I nie mówię teraz tylko o "Wejściu smoka", które jednak było filmem amerykańskim. Pierwszym filmem z Brucem, jaki widziałem - w małym kinie studyjnym na warszawskiej Pradze - były "Wściekłe pięści" nakręcone jeszcze w Azji. Mimo że ten obraz był utrzymany w bardzo popularnej wtedy stylistyce filmów karate, to się wśród nich mocno wyróżniał. Różnicę robił właśnie Bruce Lee, on miał w sobie to coś. Nie dość, że potrafił świetnie walczyć w wielu stylach, to jeszcze był wyśmienitym aktorem o niepowtarzalnej mimice.

    W nim rzeczywiście kryła się jakaś tajemnica. Poza tym w filmach on był wręcz purytańsko czysty - nie dość, że bardzo dbał o swoją tężyznę, był niezwykle sprawny, nie stosował brudnych zagrań, ciosów poniżej pasa, to jeszcze unikał używek czy kobiet. Na ekranie nigdy nawet nie całuje żadnej dziewczyny.
    Fakt, w filmach z Brucem Lee dominowały zbliżenia męskie - najczęściej ograniczające się do kontaktu pięści lub stopy głównego bohatera z twarzą czy korpusem rywala. Scen miłosnych w nich nie było. Choć tak naprawdę ja kompletnie ich nie oczekiwałem. "Wejście smoka" znałem niemal klatka po klatce, a i tak włączałem ten film po raz kolejny. Widziałem go chyba 30-40 razy. W kinie byłem na nim kilka razy, teraz do znudzenia katuję go w telewizorze. Cały czas wracam do niego co jakiś czas - i cały czas sprawia mi to przyjemność, mimo że dokładnie pamiętam, co za chwilę się wydarzy. Nie wiem, na czym to polega. Dawno już skończyłem czterdziestkę, kilka lat temu przestałem trenować sztuki walki, ale fascynacja tym filmem dalej mi pozostała. "Wejście smoka" i "Wściekłe pięści" oglądam na okrągło, trochę mniej "Drogę smoka", ten film jakoś nie przypadł mi do gustu.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Bzdury

      DGF (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Z całym szacunkiem ale styl a raczej pseudostyl Tsunami wymyślony przez niespełna rozumu hochsztaplera Murata to szkółka dla naiwnych. Sam kiedyś miałem kontakt z tą szkoła i tam egzaminy i pasy...rozwiń całość

      Z całym szacunkiem ale styl a raczej pseudostyl Tsunami wymyślony przez niespełna rozumu hochsztaplera Murata to szkółka dla naiwnych. Sam kiedyś miałem kontakt z tą szkoła i tam egzaminy i pasy przyznawało się korespondencyjnie po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Sporo też mozna poczytac o Muracie i Tsunami w necie. Więc K. Rybiński to taki "miszcz" jak ze mnie baletnicazwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      jako karatege podziwiac

      imc (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 22 / 18

      jako naukowca i praktyka juz mniej.Chociaz pisze prawde jemu dostepna.Moja odpowiedz i pytanie jest inne.Czytalem o Nobliscie STIGLITZU i tam te same slowa dotyczace calego Globu z Amerykanami na...rozwiń całość

      jako naukowca i praktyka juz mniej.Chociaz pisze prawde jemu dostepna.Moja odpowiedz i pytanie jest inne.Czytalem o Nobliscie STIGLITZU i tam te same slowa dotyczace calego Globu z Amerykanami na czele.Niewielu ludzi sie tym interesuje ,odczuwaja tylko tego skutki.Bernanke przez 30 lat zglebial przyczyny kryzysu 1930 r.To jest igranie z ogniem a jak sie wymknie?Kiedys te wiadomosci byly tajemnica.Teraz jest dostep i nic nie zmienia.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Żurnalista Agaton Koziński publikuje obszerny wywiad z ekonomistą K. Rybińskim

      polo (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 23 / 18

      chyba tylko po to, żeby go ośmieszyć. Jest mowa o Bruce Lee i karate, ale nic o finansach. Dlaczego żurnalista Koziński bał się zapytać o finanse publiczne?
      Odpowiedz kryje się tu, tekst znalazłem...rozwiń całość

      chyba tylko po to, żeby go ośmieszyć. Jest mowa o Bruce Lee i karate, ale nic o finansach. Dlaczego żurnalista Koziński bał się zapytać o finanse publiczne?
      Odpowiedz kryje się tu, tekst znalazłem na portalu wPolityce.pl.

      O Wincentym bez PESEL prof. Krzysztof Rybiński pisze tak;

      "Poniżej krótkie podsumowanie działalności ministra Sami Wiecie Którego, która do tego doprowadziła:
      - trzykrotnie sztucznie zaniżył wielkość długu publicznego, przesuwając część składki z drugiego filara na finansowanie bieżących emerytur, zwiększając dług w ZUS do 2020 roku o ponad 200 mld złotych (oficjalne szacunki rządu), chowając część długu publicznego w Krajowym Funduszu Drogowym i licząc dług w postaci netto (bez lokat rządu). Przeciwko tej zmianie protestowało nawet Rządowe Centrum Legislacji, które uważało że te zmiany rodzą ryzyko złamania Konstytucji (przekroczenia progu 60 procent). Te ostrzeżenia zostały zignorowane.
      - zadłużył Polskę na prawie 400 mld złotych, pod koniec kadencji te kwota wzrośnie do 500 mld złotych a cały dług oficjalny do biliona złotych, pomimo operacji kreatywnego księgowania (nie uwzględniają skoku na drugi filar). Polska w siedemnastu latach 1990-2007 zadłużyła się na 500 mld, wystarczyło sześć lat rządów ministra Sami Wiecie Którego żeby ta kwota się podwoiła. Te długi narastały lawinowo, mimo że minister pozyskiwał rekordowe kwoty ze sprzedaży majątku państwowego i z dywidend ze spółek skarby państwa, ba nawet wprowadzał specjalne podatki żeby te spółki jeszcze bardziej drenować z pieniędzy.
      - gdy obejmował rządy Polska była zadłużona u zagranicznych spekulantów na kwotę 150 mld złotych, teraz ta kwota zbliża się do 450 mld złotych,
      - szykuje operację zagrabienia oszczędności Polaków zgromadzonych w drugim filarze emerytalnym, żeby w latach 2014-2015 (przed wyborami) z tych środków wypłacić bieżące emerytury. A tymczasem deficyt w ZUS cały czas narasta, po 2015 roku zabraknie na wypłatę emerytur w wysokości obiecanej przez państwo.
      - dwukrotnie przedstawił budżet oparty na fikcyjnych założeniach, w 2008 roku i w 2012 roku, następnie nowelizował budżet drastycznie zwiększając deficyt. Świadomie wprowadzał w błąd opinie publiczną, twierdząc że te budżety są realistyczne i oparte na wiarygodnych założeniach.
      - wprowadzał w błąd Komisję Europejską, jeszcze w maju 2013 roku w aktualizacji programu konwergencji nie informował o skali problemów w tegorocznym budżecie.
      - po przekroczeniu przez dług publiczny (sztucznie przez niego obniżony dzięki kreatywnej księgowości) pierwszego progu ostrożnościowego, zamiast przedstawić budżet z odpowiednimi oszczędnościami zgodnie z wymogami ustawy o finansach publicznych, sztucznie zawyżył przewidywane dochody, a potem przy okazji obecnej nowelizacji “udawał Greka” i mówił że już się nic nie da zrobić, że trzeba zawiesić próg ostrożnościowy bo nagłe cięcia wydatków doprowadziłyby do recesji.
      - nie inicjował reform naprawiających finanse publiczne, w zamian zaproponował absurdalna regułę wydatkową, która może w przyszłości dramatycznie ograniczyć zdolność Polski do korzystania z funduszy unijnych i może zdławić inwestycje publiczne. Ta reguła ogranicza łączne wydatki budżetowe, ale jednocześnie szybko rosną wydatki sztywne (głównie płacowo-socjalne), więc w efekcie działania reguły możliwości finansowania inwestycji ze środków budżetowych po 2015 roku".

      więcej;
      Wczoraj wydano wyrok na polskie finanse publiczne. Krótkie podsumowanie działalności ministra Sami Wiecie Któregozwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama