Małgorzata Powązka: Ostatnia wyprawa pana Mrożka

    Małgorzata Powązka: Ostatnia wyprawa pana Mrożka

    Książki. Mimo wszystko

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Małgorzata Powązka: Ostatnia wyprawa pana Mrożka
    1/4
    przejdź do galerii
    Admiratorką wielką jego jestem. Zostałam dzięki niemu magistrem. Napisałam o „mitach romantycznych w twórczości Sławomira Mrożka”. Mój recenzent powiedział wtedy, że pierwszy raz czytał pracę magisterską, która jest powieścią satyryczną w odcinkach. Bo też dla mnie Mrożek jest przede wszystkim satyrykiem.
    Mrożek zmarł wczoraj (15 sierpnia) w szpitalu w Nicei. Miał wyjść do domu następnego dnia. Przeszedł drobną operację. Zabieg był rutynowy, bez powikłań. Mrożek bardzo dobrze się po nim czuł. Nieoczekiwanie jednak umarł. Jakby znów stanął przed krzywym zwierciadłem absurdu, ale tym razem ruszył na drugą stronę.

    Całe życie gdzieś go gnało. Z Borzęcina do Krakowa. Z Krakowa do Paryża, a potem przez parę kontynentów. Pisał albo rysował. 12 zbiorów opowiadań. Ze 40 dramatów granych na całym świecie. Dwie powieści. Trzy zbiory felietonów. Trzy scenariusze. Dwa zbiory rysunków. Listy. Autobiografie.

    Właśnie. Jeśli chce się poznać Mrożka pastelowego, trzeba sięgnąć po autobiografię „Baltazar”. To literacka terapia. Kiedy po udarze mózgu Mrożek popadł w afazję i miał kłopoty z wyrażaniem myśli, postanowił opisać swoje życie. Zrobił to lekko i elegancko. Pisze o swoim dzieciństwie, młodości, podróżach (także do ZSRR), twórczości, szaleństwach i miłościach. O swojej pierwszej żonie, Marii Obrembie też. Była Ślązaczką, mieszkała w Katowicach (jej ojciec, lekarz, był wcześniej adiutantem w powstaniu śląskim, niestety, autor nie napisał w którym). Ta książka, to chyba najbardziej pogodna wizja własnego życia, jaka spod ręki Mrożka wyszła.

    Bo już trzy tomy Dzienników potrafią boleć. Często zarzuca się Mrożkowi, że mizantropem był. A co, nie wolno? Może starą duszę miał. Rozumiał więcej, to i chichotać nie było z czego. Jego Dzienniki wciąż leżą w księgarniach. Wystarczy przeczytać. Wiele można się dowiedzieć. Ale ostrzegam – wiedza nie uszczęśliwia.

    Te Dzienniki to „donosy na samego siebie” (to z Mrożka). Sam przyznał, że nigdy nie myślał o ich publikacji. Dlatego często jest w nich swoim własnym prokuratorem. Pruje wnętrzności. Bryzga krwią na wszystko wokół. Tęskni. Kocha. Nienawidzi. Cierpi. I zadaje tysiące pytań, na które zazwyczaj nie znajduje odpowiedzi. Swoją drogą ciekawe, ale dzienniki zwykle nie są ani łatwą, ani lekką lekturą. Wystarczy sięgnąć po którekolwiek: Dąbrowskiej, Iwaszkiewicza czy Szczepańskiego (Jana Józefa); ale i tak żadne nie pobiją Dziennika Sándora Máraia (moim zdaniem to absolutne arcydzieło, choć autor popełnił samobójstwo).

    Wracając jednak do Dzienników Mrożka, to pozwolę sobie na cytat, który chyba najlepiej ilustruje huśtawkę emocjonalną, na jaką autor nas zaprasza we wszystkich trzech tomach: „Zanim umrę – ile jeszcze cudownych niespodzianek w mojej głowie i dookoła. Zanim umrę – jaka jeszcze nuda i jaka powtórka. Jedno i drugie składają się na prawdę” – pisze Mrożek w drugim tomie Dzienników. I to jest prawda uniwersalna.

    Bo Mrożek dlatego właśnie zrobił karierę na całym niemal świecie – był mistrzem prawd uniwersalnych. Ale jak długo może cieszyć świadomość bycia klasykiem? „No tak, myślę, że na tym można by skończyć. Co by tu jeszcze dodać? Chyba nic”. Napisał to prawie 40 lat temu, ale na szczęście jeszcze parę słów potem dorzucił.

    Zostawił nam po sobie naprawdę bardzo dużo. Doceniamy? Niekoniecznie. Może teraz, po śmierci Mrożka, parę teatrów zagra kilka jego sztandarowych dramatów (wczoraj TVK Kultura przypomniała „Tango”), ale co dziś z tego do nas dotrze? Sam Mrożek optymistą tu nie był: „Człowiek współczesny: pożreć, pochłonąć wszystko, nadąć się i napompować wszystkim. Zrobić wszystko, mieć wszystko, być wszędzie”.

    No, ale kiedy już się wszystkim napompujemy, może najdzie nas ochota na refleksję? Albo choćby refleksyjkę, taką prosto z Mrożka?

    Mnie osobiście cieszy, że 23 marca 2012 Sławomir Mrożek został doktorem honoris causa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Chociaż tego nie przegapiliśmy.

    CZYTAJ KONIECZNIE
    Ksiązki. Mimo wszystko ZNAJDZIESZ TUTAJ




    *Długoterminowa prognoza pogody na sierpień 2013 ZOBACZ MAPY I WIDEO
    *Topless czy w bikini? Co wypada w czasie upałów? ZOBACZ ZDJĘCIA
    *Jakie nazwy dla gondol kolejki Elka? ZAGŁOSUJ [PLEBISCYT ROZPOCZĘTY]
    *Śląska Wenus jak Wenus z Milo! Archeologiczna sensacja spod Raciborza [ZDJĘCIA]
    *Radni z woj. śląskiego to milionerzy! [OŚWIADCZENIA MAJĄTKOWE]
    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      mrożek

      ela (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 12 / 18

      mrożek - kolaborant

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Szkoda

      xxx (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 22 / 19

      Pamiętam Mrożka z liceum. Polonistka nas nim katowała. Potem w Krakowie zobaczyłem Tango na dużej scenie i to było fantastyczne. Ale to były czasy przełomu. Teraz chyba jest mniej zrozumiały. Dla...rozwiń całość

      Pamiętam Mrożka z liceum. Polonistka nas nim katowała. Potem w Krakowie zobaczyłem Tango na dużej scenie i to było fantastyczne. Ale to były czasy przełomu. Teraz chyba jest mniej zrozumiały. Dla mojej córki jest takim samym dinozaurem jak Słowacki. Szkodazwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama