Rodzice rozliczą posłów czerwonymi kartkami

    Rodzice rozliczą posłów czerwonymi kartkami

    Katarzyna Piotrowiak

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Z Mają Majewską-Kokoszką ze stowarzyszenia Forum Rodziców rozmawia Katarzyna Piotrowiak
    Sejm ponownie uchwalił ustawę o systemie oświaty, odrzucając tym samym nie tylko prezydenckie weto, ale i wasze starania, by sześciolatki nie poszły do szkoły. Jak pani przeżywa gorycz tej porażki?

    Nie jest łatwo, ale to tylko kolejny etap naszej akcji. Nie mogliśmy protestować z myślą, że przegramy, ale też nie mogliśmy, jak minister edukacji, Katarzyna Hall, walczyć bez planu B. Musimy myśleć realnie. To jest ruch obywatelski, płacimy podatki, więc chcemy, żeby oświata publiczna była przygotowana na przyjęcie sześciolatków. Z pewnością rozliczymy panią minister Hall z jej obietnic jesienią, kiedy zgodnie z zapisami ustawy ma przedstawić raport z wdrażania reformy.


    Dlaczego dopiero jesienią? A co z planem B?

    Do tego czasu nie będziemy siedzieć z założonymi rękami. Na biurach poselskich, wszystkich 265 posłów Platformy, PSL i Lewicy, którzy głosowali za odrzuceniem prezydenckiego weta, wywiesimy czerwone kartki. Będą widoczne, tak jak zapowiadaliśmy. Nazwiska tych posłów są powszechnie dostępne, można je też znaleźć na naszej stronie internetowej.

    Przegraliście zaledwie siedmioma glosami. Żółte kartki, które miały przestrzec posłów przed odrzuceniem weta, nie pomogły. Czy czerwone coś zmienią?

    Teraz nadszedł czas, żeby zweryfikować te głosy. Jeżeli poseł głosował za nową ustawą o systemie oświaty, to rozumiemy, że wierzył w jej powodzenie, że będzie dobra dla polskich dzieci. Jeśli więc okaże się, że są kłopoty z jej wdrażaniem przez samorządy, uważamy, że każdy poseł będzie miał obowiązek pomóc rodzicom. Niech posłowie wezmą na siebie odpowiedzialność, skoro ministerstwo edukacji zrzuca ją na samorządy. Niech posłowie wiedzą, że głosowanie w Sejmie jest jednoznaczne z realną odpowiedzialnością za swoje czyny.

    Przed głosowaniem podobno rozmawialiście z posłami. Byli chętni do rozmów?

    Jedni tak, inni nie. Na przykład sama przeprowadziłam rozmowę z Izabelą Jarugą-Nowacką, która rzetelnie przedstawiła swoje argumenty i mimo że jej nie przekonałam, to była to ciekawa i ważna rozmowa. Nie wszyscy jednak chcieli rozmawiać. Wielu posłów nawet nie wiedziało, że rząd zabrał 300 milionów złotych z obiecywanych 347 milionów. Okazało się, że oświatą nie byli specjalnie zainteresowani.

    Sądzi pani, że rodzice są świadomi swoich praw, wiedzą, kogo mogą prosić o ewentualne wsparcie?

    Myślę, że rodzice stali się bardzo świadomi swoich praw, ponieważ od miesięcy wiedzieli, że ta reforma ich ogranicza, zaś jej rozwiązania są wprowadzane na siłę, bez ich woli i poparcia. Niestety, polska demokracja ma oblicze partyjne, a nie obywatelskie. Jestem przekonana, że to wielu zabolało. O tym, jak bardzo zabolało, przekonamy się w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których kandydują przecież przedstawiciele tych trzech ugrupowań, które głosowały za reformą.

    Kim są ludzie, przeciwnicy reformy, którzy wspierają Forum Rodziców?

    Od początku odżegnywaliśmy się od polityki. Nikogo też nie pytaliśmy, na kogo głosował w wyborach, ani w co wierzy. Liczą się dzieci i ich bezpieczeństwo.

    Nie wszystkie opinie o was są pochlebne.

    Zdarzało się, że nasi przeciwnicy sprowadzali dyskusję do poziomu umywalek w szkolnych toaletach albo nadopiekuńczych rodziców. Ale przecież my nie przedstawialiśmy wyłącznie emocjonalnych argumentów, przemawiających za odstąpieniem od reformy, choć oczywiście emocji nie brakowało, bo nie można sądzić, że rodzice będą mówić o swoich dzieciach bez emocji.

    Mówi się o was: przeciwnicy reformy. Czy tak jest naprawdę?

    W mało merytorycznych dyskusjach zawsze tak nas przedstawiano. Tymczasem od początku naszej akcji nigdy nie mówiłam, że nie chcemy, by polskie sześciolatki nie chodziły do szkoły. Rzecz w tym, że jeśli szkoła nie jest gotowa na przyjęcie tak małych dzieci, należy zaczekać z reformą. Przecież żaden pacjent nie zgodziłby się na przeniesienie do gorszego szpitala. Czysta logika, o której ciągle zapominano.

    W takim razie, jakie jeszcze niebezpieczeństwa widzi pani w tej reformie?

    Już wiele gmin w kraju, w tym kilka w województwie śląskim, ogłosiło, że dziecko pięcioletnie będzie przyjmowane w pierwszej kolejności. Jeśli więc w okresie przejściowym, przygotowującym reformę, rodzic sześciolatka zdecyduje się na przedszkole, może się okazać, że miejsca zabraknie i będzie zmuszony wysłać swoją pociechę do pierwszej klasy, niezależnie od tego, co myśli o reformie. Po drugie, prawo gwarantuje pięć bezpłatnych godzin każdemu przedszkolakowi, tymczasem już słyszałam, że w pierwszej kolejności będą przyjmowane dzieci tych rodziców, którzy zostawią je na dłużej, ponieważ dzięki temu przedszkola mogą liczyć na opłatę stałą, a to oznacza finansową dyskryminację.

    Nie sądzi pani, że kiedy we wrześniu zadzwoni pierwszy dzwonek, to rodzice jednak zdecydują się wysłać sześciolatka do szkoły, bo na przykład dziecko sąsiada też pójdzie?

    Na razie nic na to nie wskazuje. Jest mało chętnych. Na razie tylko nieliczni rodzice deklarują posłanie dziecka od września do szkoły. Są to najczęściej osoby, które posłałyby dziecko niezależnie od reformy.

    Czy te 40 milionów złotych, które zostały z 347 milionów na reformę, wystarczą na okres przejściowy?

    W skali kraju taka suma na nic nie wystarczy. Samorząd będzie musiał przecież zatrudnić dodatkowych nauczycieli i opiekę w świetlicach.

    Tuż przed głosowaniem nad wetem prezydenta minister Hall powiedziała, że będą do dyspozycji fundusze unijne.

    Zgodnie z procedurami, wnioski na projekty unijne będzie można złożyć dopiero w listopadzie, więc na ten rok dodatkowych pieniędzy nie będzie. Poza tym nie słyszałam, żeby Unia Europejska dokładała do wyposażenia szkół. Nie ma więc mowy o dostosowaniu budynku szkolnego do potrzeb sześciolatków. Tymczasem na przykład w Gdańsku dzieci jednej ze szkół uczą się w nieogrzewanej salce katechetycznej. Myślę, że z tą reformą jest jak z gimnazjami, nikt ich nie chce, ale są, ponieważ tak zostało uchwalone.

    Maja Majewska-Kokoszka ze stowarzyszenia Forum Rodziców bierze czynny udział w protestach przeciwko reformie obniżenia wieku szkolnego. Posiada uprawnienia mediatora, ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama