Ważne
    Musimy gonić innych

    Musimy gonić innych i edukować małe dzieci

    Katarzyna Piotrowiak

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Z Danutą Pietraszewską, posłanką PO rozmawia Katarzyna Piotrowiak
    Przeciwnicy reformy uważają, że bez pieniędzy nie można wprowadzić sześciolatków do szkół, zwłaszcza że do dyspozycji jest tylko 47 mln złotych.

    Obecnie trwają rozmowy minister Katarzyny Hall z minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską o skierowanie pieniędzy unijnych na potrzeby adaptacji i wyposażenia szkół. To naprawdę jest możliwe, tylko procedury dość długo trwają. Ciągle mamy jeszcze do wykorzystania 272 mln euro na powiększenie bazy przedszkolnej. A to jest to, na czym nam bardzo zależy. Dlatego będziemy dopingować samorządy, żeby składały wnioski, dzięki temu więcej dzieci będzie miało szansę na przedszkole, bo jak na razie w Polsce tylko 46 proc. maluchów uczestniczy w tej formie edukacji. We Francji obejmuje ona 98 proc. dzieci, w Niemczech 85 proc., w Holandii i Danii 90 proc.

    Ale czy te 47 mln złotych, które zostało na reformę, wystarczy?

    Nie jest tego wiele, ale sądzę, że na pierwszy rok w okresie przejściowym, kiedy rodzice mogą sami decydować o posłaniu dziecka do szkoły, nie będzie to tak rażąca kwota. Jestem przekonana, że szkoły będą pod stałą kontrolą rodziców i samorządów, więc w ciągu tych trzech lat uda się je przygotować.

    Samorządowcy w większości twierdzą, że nie mają pieniędzy na reformę?

    Samorządowcy zawsze tak mówią. Ja też byłam w samorządzie i też bez przerwy domagaliśmy się pieniędzy oraz zwiększenia subwencji oświatowej. Samorząd każde pieniądze jest w stanie wchłonąć. Zresztą proszę spojrzeć na przedszkola i szkoły w miastach, ich stan jest coraz lepszy.
    Są takie placówki, którymi bynajmniej nie można się pochwalić i do takich właśnie rodzice sześciolatków nie chcą wysłać dzieci. Jestem przekonana, że właśnie z tego powodu nie można odkładać reformy obniżającej wiek szkolny. Myślę, że dzięki niej szkoły zmienią się na lepsze. Doceniam troskę rodziców-przeciwników reformy, ale czasami dostrzegam wśród nich przejawy zwykłej nadopiekuńczości i wygodnictwo.

    Dlaczego wygodnictwo?

    Jak się ma pieniądze, to można dziecko trzymać jak najdłużej w dobrze opłacanym przedszkolu z całą gamą płatnych zajęć dodatkowych.

    Uważa Pani, że rodzice, którzy protestują przeciwko reformie to wyłącznie osoby dobrze sytuowane?

    Udowodnię to. Kiedy dziecko jest w przedszkolu przez wiele godzin, rodzic ma mniej obowiązków. Wiem z relacji przedszkolanek, że niektórzy rodzice odbierają dzieci bardzo późno. Z kolei dziecko szkolne trzeba odebrać wcześniej, zainteresować się nim, wesprzeć, a więc obowiązki rodziców niejako wzrastają. Ale ta reforma ma przede wszystkim pomóc tym, którzy mają wiele dzieci i mało pieniędzy, nie stać ich, żeby posłać dziecko do drogiego przedszkola, dlatego wiele z tych dzieci zaczyna edukację dopiero w wieku 6 lat. I co najważniejsze, dzięki reformie dziecko będzie miało za darmo język angielski i dostęp do komputera oraz darmowy posiłek, na co pozwalają nowe przepisy, które wejdą od września.

    Przeciwnicy twierdzą, że z powodu reformy zabraknie miejsc w przedszkolach dla najmłodszych, ponieważ gminy będą priorytetowo przyjmować pięciolatki. Poza tym tylko nieliczne sześciolatki pójdą do szkół. Będzie więc ścisk.

    Tak, ale w okresie przejściowym. Natomiast w 2012 roku wszystkie sześciolatki będą w szkołach.

    Czego pani się obawia najbardziej?

    Boję się niepowodzeń związanych z nauczaniem, niewłaściwego podejścia nauczycieli do tak małych dzieci, że trafi się jakiś ambitny pedagog, który w ramach rywalizacji z innymi, będzie na siłę uczyć dzieci pisania i liczenia, podczas gdy w pierwszej klasie nauka powinna przypominać zabawę. Wiele więc zależy od nauczycieli, bo dzieci są naprawdę świetnie rozwinięte i na pewno sobie poradzą.

    Jak pani ocenia akcję Ratuj Maluchy?

    Hasło ratuj maluchy brzmi sympatycznie i tragicznie zarazem, bo sugeruje, że dzieciom miałaby się stać jakaś straszna krzywda. Tymczasem musimy gonić inne kraje UE, które od dawna edukują
    małe dzieci.

    Jeżeli we wrześniu do szkół pójdą tylko nieliczne sześciolatki, to nie sposób będzie ocenić reformy w przedbiegach?

    Każda reforma rodzi się w bólach. Potraktujmy te trzy lata przejściowe jak pilotaż.

    Dyrektorka jednej z bytomskich szkół nie może przyjąć sześciolatków, bo nie ma miejsca i warunków technicznych?

    Nie przesadzajmy. Klasy mają być higieniczne, bezpieczne i wygodne. Jeśli na początek pojawi się troje dzieci, to chyba nie trzeba będzie przebudować całej szkoły. Obserwuję często takie rejtanowskie zachowania dyrektorów szkół, którzy mówią "po moim trupie, bo nie mam warunków". Tymczasem najczęściej problem rozbija się o podesty do umywalek.

    Dostała pani żółtą kartkę od rodziców z Ratuj Maluchy?

    Owszem żółtą i czerwoną, bo głosowałam za reformą. Liczę się ze wszystkimi uwagami. Każdy list czytałam bardzo uważnie, jedne wyrażały troskę, inne nawet groźbę, ale były też takie, które wydały mi się niezrozumiałe.

    Czyli rodzice z Ratuj Maluchy, kojarzą się pani negatywnie?

    Nie potępiam ich. Było wiele szumu wokół reformy za ich sprawą, ale muszę powiedzieć, że zrobili też wiele dobrego, bo zmobilizowali rząd, ministerstwo edukacji i samorząd do przyjrzenia się, jak wyglądają szkoły i od razu przeprowadzono w nich kontrolę.

    Danuta Pietraszewska, posłanka PO z Rudy Śląskiej, członkini sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      śmieszne

      gość (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

      "Kiedy dziecko jest w przedszkolu przez wiele godzin, rodzic ma mniej obowiązków. Wiem z relacji przedszkolanek, że niektórzy rodzice odbierają dzieci bardzo późno. Z kolei dziecko szkolne trzeba...rozwiń całość

      "Kiedy dziecko jest w przedszkolu przez wiele godzin, rodzic ma mniej obowiązków. Wiem z relacji przedszkolanek, że niektórzy rodzice odbierają dzieci bardzo późno. Z kolei dziecko szkolne trzeba odebrać wcześniej, zainteresować się nim, wesprzeć, a więc obowiązki rodziców niejako wzrastają..."
      Pani Poseł jest chyba oderwana od rzeczywistości. Rodzice odbierają dzieci późno, bo z reguły są w pracy. Większość ludzi nie kończy pracy o 15.00zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama