Dr Annusewicz: Kaczyński boi się, że Duda wyrośnie na jego...

    Dr Annusewicz: Kaczyński boi się, że Duda wyrośnie na jego konkurenta [WYWIAD]

    rozm. Sławomir Sowa

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z dr. Olgierdem Annusewiczem, politologiem.
    Olgierd Annusewicz

    Olgierd Annusewicz ©Wojciech Gadomski/Polskapresse

    Jarosław Kaczyński zabronił członkom Prawa i Sprawiedliwości udziału w wielkiej manifestacji związków zawodowych, organizowanej przez Solidarność 14 września. Oficjalny powód to udział w tej demonstracji liderów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, z którymi Kaczyńskiemu jest w oczywisty sposób nie po drodze. Ale czy jest to rzeczywisty powód?
    Rzeczywiście, oficjalny powód jest taki, że w tej samej demonstracji mają uczestniczyć politycy SLD, w tym Leszek Miller, a pokazywanie się wspólnie z nim nie byłoby mile widziane przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Sądzę jednak, że to nie wszystko. Prawdopodobnie Jarosław Kaczyński panicznie boi się, że na prawicy wyrośnie mu silny konkurent i następca.
    Do tej pory wszystkich swoich potencjalnych rywali i następców w łonie PiS, jak na przykład Zbigniew Ziobro, a do pewnego stopnia także Joanna Kluzik-Rostkowska, konsekwentnie eliminował bądź doprowadzał do tego, że sami się eliminowali. Piotra Dudy, szefa Solidarności, bo o nim mówimy, Jarosław Kaczyński nie może wprost wyeliminować, bo Duda nie jest członkiem PiS i w żaden sposób nie jest od PiS zależny. A Duda jest tą osobą, która buduje swój wizerunek lidera opozycji. Mówiąc półżartem, po Gowinie i Kaczyńskim to właśnie Duda jest największym krytykiem rządu PO i PSL. I to właśnie Duda jest uważany za największą nadzieję opozycji. Bo jest młody, bo stoi za nim wielotysięczny związek zawodowy. Ma także - trochę moim zdaniem przeceniane - zdolności organizacyjne do zmobilizowania ludzi w wielkiej manifestacji.

    I to Duda jest faktycznym adresatem decyzji Jarosława Kaczyńskiego o nieuczestniczeniu PiS w demonstracji związkowej?
    Jarosław Kaczyński w gruncie rzeczy mówi tak: nie bierzemy w tym udziału, żeby nie pompować Dudy. Ale pójdźmy dalej. To nie jest tak, że Jarosław Kaczyński robi demonstrację wspólnie z Dudą. Na czele manifestacji Solidarności idzie Piotr Duda, a z nim inni politycy. To bardzo duża różnica. W takiej demonstracji Jarosław Kaczyński byłby dopiero trzecim, a w najlepszym wypadku drugim liderem. I w tym leży problem.

    Ale czy Kaczyński nie popełnia błędu? Piotr Duda dzięki temu może powiedzieć: "Popatrzcie, jestem potężnym liderem z prawej strony, prowadzę wielką demonstrację i jestem się w stanie z każdym dogadać, bo obok mnie idzie Leszek Miller. Proszę, jakie szerokie spektrum społeczne reprezentuję".
    Jestem daleki od sformułowania, że jakiś polityk popełnia błąd. Z punktu widzenia monopolizacji elektoratu po prawej stronie decyzja Kaczyńskiego o powstrzymaniu się od udziału w demonstracji Solidarności nie jest wcale takim złym ruchem. Przecież kilkanaście dni po manifestacji Dudy odbędzie się demonstracja PiS w rocznicę marszu w obronie Radia Maryja. Tam Jarosław Kaczyński pójdzie jako niekwestionowany lider. Z punktu widzenia politycznego interesu PiS brak uczestnictwa w marszu Solidarności nie wydaje mi się jakimś dużym problemem czy też błędem.

    Z drugiej strony, rękę do Jarosława Kaczyńskiego wyciągnął Zbigniew Ziobro. Przed wyborami do Senatu na Podkarpaciu powiedział: Jarku, spotkajmy się, porozmawiajmy, elektorat tego oczekuje. Czy to zwiastuje jakiś przełom w stosunkach między zantagonizowanymi liderami?
    Prawdopodobnie Solidarna Polska zdała sobie sprawę, że nie ma już żadnych szans na jakikolwiek wynik w wyborach do parlamentu, który dawałby jej jakiś mandat. Teraz chodzi o to, żeby dla ludzi z Solidarnej Polski znaleźć w miarę atrakcyjne i bezpieczne miejsce na liście, która ma szanse przekroczyć próg wyborczy. Ale dzisiaj Jarosław Kaczyński jest w sytuacji, w której może powiedzieć, że Zbigniew Ziobro nie jest mu do niczego potrzebny i nie wydaje mi się, żeby doszło do jakiegoś porozumienia. Sondaże PiS przecież rosną. Gdyby obydwie partie dołowały, to wtedy 2 - 3 procent Solidarnej Polski przyłączone do PiS miałyby jakąś wagę. Dzisiaj zwolennicy PiS głosują na PiS, a zwolenników Solidarnej Polski jest tyle, co kot napłakał.

    Czy ze strony kanapowych partii prawicowych takich pojednawczych ruchów w stronę Jarosława Kaczyńskiego może być więcej?
    PJN - nie sądzę. Grupa Przemysława Wiplera, która w dość groteskowy sposób niedawno opuściła PiS, niebawem zda sobie sprawę, że jedyną opcją jest jakiś sposób pogodzenia się. Marek Jurek i jego partia wyciągnęli już rękę i zostali przyjęci, ale też trzeba pamiętać, że tam nie było konfliktu personalnego, a Marek Jurek nie był dla Jarosława Kaczyńskiego żadnym zagrożeniem. O Zbigniewie Ziobrze i Solidarnej Polsce już mówiliśmy i na tym lista się kończy.

    Rozm. Sławomir Sowa

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo