Bitwa o ekspertów, czyli kolejna odsłonka smoleńskiej...

    Bitwa o ekspertów, czyli kolejna odsłonka smoleńskiej wojenki

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    W ostatnich dniach wrócił temat Smoleńska. Wrócił, i to ze zdwojoną siłą. Wszystko po artykule, jaki na początku tygodnia ukazał się w "Gazecie Wyborczej". Dziennikarze "GW" dotarli do zeznań ekspertów komisji Antoniego Macierewicza, które ci składali przed prokuratorami.
    "Sklejałem modele samolotów", "Widziałem wybuch w szopie", "Latając samolotami, oglądam skrzydła" - tak naukowcy mieli opowiadać o swoich kompetencjach śledczym. Żaden nie przedstawił dowodów potwierdzających tezę o wybuchu na pokładzie Tu-154, żaden nie jest też specjalistą ani od spraw lotnictwa, ani od katastrof lotniczych. Chodziło oczywiście o profesorów Wiesława Biniendę, Jana Obrębskiego i Jacka Rońdę.


    Profesor Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej na pytanie śledczych o swoje doświadczenia w badaniu katastrof miał na przykład wyznać z rozbrajającą szczerością, że od dziecka interesuje się lotnictwem, w młodości sklejał modele samolotów, siedział kiedyś w kokpicie Su-33, a latając samolotami, obserwuje, jak zachowują się skrzydła.

    Drugi z ekspertów, prof. Jacek Rońda z AGH, był wykładowcą na Uniwersytecie Technicznym Hamburg-Harburg, gdzie pracował przy programie komputerowym do spawania pod wodą. Nigdy jednak nie specjalizował się w sprawach lotnictwa. W Polsce, jak pisze "GW", projektował m.in. implanty kości twarzy i czaszki.

    Z kolei Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron w Stanach Zjednoczonych, na którego śledczy czekali ponoć rok, nie udostępnił im słynnej symulacji, która ma dowodzić, że skrzydło samolotu wytrzyma zderzenie z brzozą. Co ciekawe, poprosił prokuratorów o parametry skrzydła tupolewa. Pozostaje więc pytanie, jak stworzył ową symulację bez tak ważnej danej?
    Krótko mówiąc, z materiału, a raczej z tego, co trzej naukowcy opowiadali śledczym, wyłania się obraz nieco porażający. Bo wychodzi na to, że od trzech lat do hipotezy o wybuchu na pokładzie prezydenckiego tupolewa, czyli zamachu, przekonują nas ludzie, których wiedza w tej konkretnie materii jest raczej niewielka. W każdym razie pojawia się pytanie - czy upoważnia naukowców do stawiana tak odważnych tez?

    Jak można się było spodziewać, po takim ciosie na reakcję ze strony Antoniego Macierewicza i jego ekspertów nie trzeba było długo czekać. Już następnego dnia po ukazaniu się publikacji zaprosili media na posiedzenie swojej komisji. - To bezprecedensowa nagonka na świat polskiej nauki - oświadczył na samym początku poseł Macierewicz, przewodniczący Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154 M. - To, co się stało, jest aktem bandytyzmu politycznego. To dowód zdziczenia obyczajów w życiu publicznym. To akt terroryzmu medialnego - wtórował mu prof. Jacek Rońda. Dodał, że fakt zamieszczenia ich zeznań na stronach interneto-wych Naczelnej Prokuratury Wojskowej, bo ta to uczyniła, przed zakończeniem postępowania dowodowego to próba zastraszenia środowiska naukowego.

    Podczas posiedzenia komisji padło wiele emocjonalnych słów, ale tak naprawdę żaden z naukowców zespołu Macierewicza nie zaprzeczył temu, co powiedział śledczym. Jedyny czytelny wniosek, jaki popłynął z posiedzenia komisji, był oto taki, że media i prokuratura bezpardonowo atakują polskich naukowców, próbując podważyć ich autorytet.

    Teraz przyszedł czas na drugą stronę, czyli ekspertów pracujących z Maciejem Laskiem, którzy konferencję prasową urządzili wczoraj. - Wiedza ekspertów zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej jest co najmniej dyskusyjna - stwierdził szef zespołu przy KPRM, czyli wspomniany wyżej Maciej Lasek. I przekonywał, że nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie alternatywnych teorii dotyczących katastrofy smoleńskiej, a formuła przedstawiania różnych alternatywnych przyczyn katastrofy się wyczerpała.

    Dalej było ostro, bo Maciej Lasek zauważył, że trzech ekspertów Macierewicza, "o których ostatnio tak dużo mówimy, wystarczająco przedstawiło swoje kompetencje w zeznaniach złożonych zgodnie z regułami Kodeksu postępowania karnego przed prokuraturą".
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      śledztwo smoleńskie jest prowadzone tak, jak gdyby chodziło o włamanie do garażu na Pradze

      Zgłoś naruszenie treści / 8 / 5

      powiedział pan Cimoszewicz, człowiek o poglądach raczej odległych od PiSu.
      Pani Redaktor, proszę zobaczyć kilka filmów jak prowadzone są śledztwa w sprawach katastrof lotniczych w krajach...rozwiń całość

      powiedział pan Cimoszewicz, człowiek o poglądach raczej odległych od PiSu.
      Pani Redaktor, proszę zobaczyć kilka filmów jak prowadzone są śledztwa w sprawach katastrof lotniczych w krajach cywilizowanych.
      Polecam lot Japan Airlines 123 albo British Airway 9.
      Klasykiem jest śledztwo w sprawie katastrofy PanAm 103 nad Lockerbie.
      O przekopywaniu ziemi na głębokość 1 metra i współpracy patologów polskich z sowieckimi nie wspominając.
      Pani chyba wszystkich Czytelników uważa za absolwentów Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie w Pułtusku, specjalność serwisowanie powierzchni płaskich.
      Jeżeli nie ma Pani nic do powiedzenia to po co Pani pisze takie bzdety? zwiń

      Zdjęcie autora komentarza
      Funkcjonariuszka Kowalska ruszyła w sukurs towarzyszce koleżance Kubik

      Zgłoś naruszenie treści / 10 / 7

      pełniącej obowiązki w siedzibie przy ul. Czerskiej.
      Brawo koleżanko Kowalska. Wroga III RP trza chwycić za gardło i dusić.
      Własnemi rencyma - jak mawia kolega Bolek.

      Oficer Prowadzący

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama