Niebezpieczny tropik

Niebezpieczny tropik

Agata Pustułka

Dziennik Zachodni

Aktualizacja:

Dziennik Zachodni

W ubiegłym roku aż 11 Polaków zachorowało na malarię, chorobę roznoszoną przez komary. Dwoje, w tym jeden misjonarz, zmarło.
Podróżujemy coraz dalej, do coraz bardziej egzotycznych zakątków świata i przywozimy stamtąd groźne bakterie oraz wirusy. Żółtaczkę typu A, a więc pokarmową, często przechodzimy nieświadomie, skarżąc się na dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Tylko pacjenci w ciężkich stanach trafiają do szpitali.

Szacuje się, że rocznie do krajów tropikalnych wyjeżdża ok. 300 tysięcy Polaków. I z roku na rok liczba podróżników rośnie. Tymczasem nasza medycyna nie jest gotowa, by zmierzyć się ze wszystkimi niebezpieczeństwami tropików.

- Nie posiadamy dziś pełnych danych dotyczących zapadania na przywiezione z dalekich krajów choroby tropikalne. Wynika to między innymi z faktu, że nie wszyscy lekarze potrafią je rozpoznać, a co gorsze nawet nie podejrzewają, że pacjent może być ich ofiarą. Tymczasem w dzisiejszych czasach powinnością lekarza jest, by zapytał chorego, czy nie wrócił z jakiejś zagranicznej wycieczki - upomina prof. Józef Knap, doradca Głównego Inspektora Sanitarnego.

Jedynym obowiązkowym szczepieniem dla osób wybierających się np. do Peru czy Boliwii jest w Polsce szczepionka przeciwko żółtej febrze. Kosztuje od 150 do 180 złotych.

- Rocznie, przygotowując się do podróży, szczepi się przeciwko tej chorobie od 4 do 6 tysięcy mieszkańców województwa śląskiego - wyjaśnia Dorota Bukowska z działu epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Katowicach. - Zalecamy też szczepienia przeciwko żółtaczce typu A (koszt ok. 190 zł) oraz przeciwko durowi brzusznemu (koszt ok. 200 zł).

Najbardziej niedocenianym i najgroźniejszym problemem jest malaria, na którą nie ma szczepionki i brakuje leków, bo w Polsce nie są one zarejestrowane i każdorazowo trzeba je sprowadzać, na co zgodę wydaje Ministerstwo Zdrowia. Mówił o tym podczas I Kongresu Medycyny Tropikalnej dr Piotr Kajfasz z Instytutu Chorób Zakaźnych i Pasożytniczych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jego zdaniem każdy szpital wojewódzki powinien dysponować co najmniej jednym lekiem przeciwko malarii, bo bywa że sprowadzenie specyfiku trwa kilka miesięcy.

- Konieczna jest szczególna czujność lekarzy. Objawem malarii bywa biegunka, udar, a nawet zawał. To choroba "o tysiącu twarzy" - przypomina prof. Knap.

Biura podróży organizujące wyjazdy do tropików mają obowiązek poinformować klientów o zagrożeniach zdrowotnych i wymaganych szczepieniach. Nakazuje im to ustawa o turystyce. Np. na szczepionki przed podróżą do Indii trzeba wydać nawet 1000 złotych. Na kilka miesięcy przed wyjazdem należy się też udać do lekarza i spytać go o wszelkie zalecenia zdrowotne i żywieniowe.

Tymczasem w Polsce mamy niewielu ponad 30 specjalistów z dziedziny medycyny tropikalnej i tylko trzy ośrodki zajmujące się chorobami tropikalnymi: w Gdyni, Poznaniu i Warszawie.

W miejscowości Kifa-ngondo w Angoli, na mocy porozumienia z władzami tego kraju, polscy medycy prowadzą szpital, w którym uczą się rozpoznawać i leczyć tropikalne schorzenia. Na początku 2008 roku powstała kolejna taka placówka w Tanzanii.

- Koniecznością jest uruchomienie w Polsce i to w najbliższej przyszłości laboratoriów o najwyższym czwartym stopniu bezpieczeństwa laboratoryjnego dla rozpoznawania chorób szczególnie niebezpiecznych - ocenia prof. Knap.

Dzisiaj, w razie konieczności, pełną diagnostykę wykonuje się za granicą, m.in. w laboratorium w Berlinie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo