Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

O dawnych wierzeniach związanych z Wielkanocą opowiada Zofia Przeliorz z Żor

Szymon Kamczyk
Szymon Kamczyk
Zofia Przeliorz to żorska pisarka i promotorka regionalizmu
Zofia Przeliorz to żorska pisarka i promotorka regionalizmu Szymon Kamczyk / Dziennik Zachodni
Święta Wielkanocne to najważniejsze święta dla Chrześcijan. Są wspomnieniem śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa i odbywają się wiosną, bo przyroda odradza się do życia. Z Wielkanocą wiąże się sporo lokalnych obrzędów, ściśle przylegających do poszczególnych dni Wielkiego Tygodnia w Kościele Katolickim. O tym, jak jeszcze niedawno ludzie praktykowali je w Żorach, opowiedziała nam Zofia Przeliorz, gawędziarka i promotorka regionalizmu.

Pani Zofia wiele z informacji na temat śląskich obrzędów i rytuałów dowiedziała się od swojej mamy i ciotki, u których mocno zakorzenione były przesądy i obrzędy związane z Wielkanocą. - Pamiętam, jak mama wspominała, że kiedy przyprowadziła się do Żor, w Wielki Piątek zauważyła widły sterczące na środku obornika. Wyjęła je więc i schowała. Później dowiedziała się, że widły stały tam nieprzypadkowo. Według starych przesądów, kiedy ciało Chrystusa złożone jest do grobu, na świat wychodzą złe moce. Te widły miały chronić, aby te czarownice i inne straszydła nie przyszły do gospodarstwa i np. nie wykradły mleka od krów, które były oczywiście głównymi żywicielkami gospodarstwa. Właśnie wokół rolnictwa i gospodarstwa kręciło się wiele z tych świątecznych obrzędów - wyjaśnia Zofia Przeliorz, mieszkająca w dzielnicy Osiny. Wspomina, że niegdyś w okolicach dzisiejszej remizy znajdował się staw, do którego wpływał strumyk. W tym właśnie strumyku mieszkańcy obmywali się zimną wodą w Wielki Piątek. To był symbol oczyszczenia z grzechów.

Gdy ludzie po takiej kąpieli wracali do domu, trzeba było uderzyć się poświęconą w Niedzielę Palmową palmą. Uderzano nią także zwierzęta, oczywiście na szczęście. - Już od Wielkiego Czwartku, kiedy zawiązano dzwony, nie można było hałasować, jedynie po wsi biegali chłopcy z klekotkami. Taka cisza trwała w zasadzie do mszy rezurekcyjnej. Od północy z piątku na sobotę, nie spożywało się już pokarmów. To był ścisły post, jednak po przyjściu z mszy rezurekcyjnej, ludzie jedli to, co poświęcili w koszyczkach - mówi Zofia Przeliorz.

W niedzielę wielkanocną lub lany poniedziałek, tradycyjnie zajączek przynosił dzieciom podarki. Maluchy musiały je znaleźć pod krzakami w ogródku. Tak jest do dzisiaj.

Zobacz najważniejsze informacje ostatnich dni w magazynie „Info z Polski”:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!