Nikt się też nie dziwi, że śląsko-dąbrowska Solidarność wita go szczególnie gorąco. Podczas poprzedniej kampanii również poparła PiS-owskiego kandydata, choć tak naprawdę wielkich korzyści z rządów tej partii nie miała. Wręcz przeciwnie. Zamiast jednak zachować zdrowy dystans, zdecydowanie określiła się po jednej stronie partyjnej barykady i teraz przez oponentów traktowana jest jak partyjna przybudówka.
Dla
kandydata Kaczyńskiego związkowcy ze Śląska to mocny oręż w walce o reelekcję, zwłaszcza że szef regionalnych struktur, Piotr Duda, może wkrótce zostać przewodniczącym komisji krajowej. Wtedy na jego znak do stolicy pomaszerują tysiące "Platformożerców".
Niestety, jeszcze nie wiadomo, czyje kukły przygotować do spalenia, bo główny konkurent, Donald Tusk, zrezygnował z gry, a bez niego cała kampania straciła nie tylko blask, ale i swój przewidywalny scenariusz. Teraz sztab Lecha Kaczyńskiego musi przygotować kilka wariantów. Jedno jest pewne - w przeciwieństwie do Tuska urzędującemu prezydentowi bardzo się w pałacu podoba i wcale nie zamierza przez najbliższe lata zmieniać adresu.
Pech chce, że klucz do tego skarbca trzyma Tusk, który wskaże kandydata do prezydenckiego wyścigu. Ale stanie się to dopiero wiosną, co powoduje, że spin-doktorzy prezydenta obmyślający strategię walki, będą mieć mało czasu na wprowadzenie wszystkich PR-owskich technik. W tym sensie ruch Tuska był naprawdę niezły. Mimo sondaży, nie jest jednak pewne, że ostatecznym triumfatorem okaże się ktoś z PO. Jednak nieobecność premiera sprawia, że kampania nie skupi się na działaniach rządu i jego fatalnych wpadkach. Choć z pewnością nie będą zapomniane.