Karwat o Żydach i antysemickiej nagonce: Traumy stare i nowe...

    Karwat o Żydach i antysemickiej nagonce: Traumy stare i nowe pół wieku po 1968 roku

    Krzysztof Karwat

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Krzysztof Karwat

    Krzysztof Karwat

    Antysemicka nagonka z lat 1967-1968 wygoniła około 20 tysięcy obywateli naszego kraju. Napisano o tym wiele artykułów i książek. Powstały spektakle i filmy, dokumentalne i fabularne, także z gatunku „chwytających za serce” (np. „Marcowe migdały” Radosława Piwowarskiego). Czystki etniczne objęły także Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie. Nie były tu jednak tak bezwzględne jak na Mazowszu. Owszem, też przetrzebiono środowiska inteligenckie i dziennikarsko-literackie, które jednak u nas nigdy nie były zbyt silne.
    Krzysztof Karwat

    Krzysztof Karwat

    To się zdarzyło jakieś 12-15 lat temu. W jednej z katowickich kawiarni spotkałem się z koleżanką, która wówczas związana była ze środowiskami medialnymi i kulturalnymi naszego regionu. Wiedziałem, że przeżywa ciężkie chwile, bo to i owo zaczęło się jej w życiu zawodowym i prywatnym sypać.

    Gotowej recepty na jej kłopoty nie miałem. Pomyślałem jednak, że szczera rozmowa jej pomoże, a w każdym razie wleje w jej serce choćby odrobinę optymizmu i wiary we własne możliwości. A widziałem w niej wartościowego człowieka, ambitnego i pracowitego, choć na pewno nieco zbyt egzaltowanego, skłonnego do wpadania w skrajnie emocjonalne stany ducha.

    Zrazu tryskała dobrym humorem, snuła plany życiowe, wypowiadając swe poglądy z dużą dozą pewności siebie. Ale już po półgodzinie nagle wpadła w ton wręcz ekshibicjonistycznego zwierzenia. Do głosu doszły traumy z wczesnego dzieciństwa. Byłem w szoku, bo przecież aż tak dobrze się nie znaliśmy. Nie wiedziałem, co z sobą począć, tym bardziej że ta dobrze wykształcona i mimo wszystko kierująca się w życiu zdrowym rozsądkiem dziewczyna, za sekundę gotowa była mi się rozpłakać.

    „Bo widzisz, Krzysztof, ty tego nie wiesz - rzuciła z desperacją, z trudem powstrzymując łzy - ja jestem Żydówką. I gdyby nie postawa mojego ojca w roku 1968, który za żadne skarby nie chciał emigrować, to pewnie byśmy dziś nie rozmawiali. Miał przyjaciół, którzy mu pomogli. Zwłaszcza jeden taki się znalazł, był dość ważną figurą w partii”. I wtedy padło nazwisko wysokiego funkcjonariusza PZPR. Skojarzyłem je…

    Przeprosiłem, odszedłem od stolika. Udałem, że idę do toalety. Było mi tej mojej koleżanki tak strasznie żal! Zamiast energetycznej kobietki, która jeszcze przed chwilą wychodziła z psychicznego dołka, miałem przed sobą małą bezbronną dziewczynkę, która za chwilę wybuchnie rozpaczliwym szlochem, a ja nie będę umiał go powstrzymać. Makabra.

    Jaki był finał? Po paru minutach Ewa - spróbujmy takie imię dla niej tu wymyślić - uspokoiła się, ja zaś nigdy nikomu o tej rozmowie nie opowiedziałem. Nigdy nie zdradziłem jej „tajemnicy”. Także dziś, gdy przywołuję ten epizod, zrobiłem przecież wszystko, by ani jeden czytelnik tego tekstu nie domyślił się, kim była, kim jest owa koleżanka, bo przecież nadal mamy wielu wspólnych znajomych, więc nie mogę wykluczyć, że któryś z nich będzie chciał ją rozszyfrować.

    Skąd to milczenie i dziwaczna lojalność, do której Ewa wcale mnie wtedy nie zobowiązała?! Czym to się da wyjaśnić?! Przecież gdyby zwierzyła mi się, że jej babcia była Rosjanką albo Niemką, nie mógłbym się bać, że kiedyś wypaplam coś na temat jej rodzinnych koneksji i tym samym jej zaszkodzę. Żydowskość jest jednak - w warunkach polskich - zgoła czymś innym. Czujemy i widzimy to w ostatnich tygodniach. Antysemityzm rozlał się od Tatr po Bałtyk, od wschodu do zachodu. Wokół przetaczają się nieprzebrane kupy arogancji, ignorancji i nieskazitelnej tępoty nie wiadomo skąd wyniesionej. Gdybym chciał doprowadzić do klinicznej depresji tę moją koleżankę, wystarczyłoby teraz podać jej imię i nazwisko. Osobiście znam paru prawdziwych Polaków, których by to ucieszyło. Wiedzieliby, jaki z tej wiedzy zrobić użytek.

    Antysemicka nagonka z lat 1967-1968 wygoniła około 20 tysięcy obywateli naszego kraju. Napisano o tym wiele artykułów i książek. Powstały spektakle i filmy, dokumentalne i fabularne, także z gatunku „chwytających za serce” (np. „Marcowe migdały” Radosława Piwowarskiego).

    Czystki etniczne objęły także Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie. Nie były tu jednak tak bezwzględne jak na Mazowszu. Owszem, też przetrzebiono środowiska inteligenckie i dziennikarsko-literackie, które jednak u nas nigdy nie były zbyt silne.

    Władysław Gomułka i Mieczysław Moczar skupili się głównie na tych, którzy „godzili w ustrój i odwieczne sojusze”. Represje, jakie po ulicznych demonstracjach spadły na studentów Katowic i Gliwic, szybko zostały złagodzone. Stało się tak, jak reżim chciał: pisarze „wrócili do piór”, studenci - „do nauki”, a „syjoniści” - „do Syjamu”. Edward Gierek, I sekretarz KW PZPR w Katowicach, po swym haniebnym przemówieniu na placu Dzierżyńskiego, na który zgonił tysiące robotników, mógł powolutku zacząć przymierzać się do przejęcia całej władzy. Zabrało mu to dwa lata z okładem.

    POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:




    Magazyn reporterów Dziennika Zachodniego TYDZIEŃ


    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Wspomnienia.

    Ten, co mieszkal w Rynku. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Pamietam ten czas.
    Kiedy wraz z bratem (blizniakiem) wrocilismy ze szkoly, w domu panowala dziwna – dla mnie wtedy malo zrozumiala – napieta atmosfera. Rodzice rozmawiali przyciszonym glosem –...rozwiń całość

    Pamietam ten czas.
    Kiedy wraz z bratem (blizniakiem) wrocilismy ze szkoly, w domu panowala dziwna – dla mnie wtedy malo zrozumiala – napieta atmosfera. Rodzice rozmawiali przyciszonym glosem – moze abysmy nie mogli sluchac. Pod wieczor przyszli znajomi Rodzicow, ktorych znalen wtedy, gdyz mieli corke w ktorej sie jako uczen podstawowki podkochiwalem. O czyms tam rozmawiali, pokazywali sobie rozne papiery – w kazdym razie – cos wisialo w powietrzu.
    Nastepne dni ojciec zamknal praktyke, wywieszajac szyld o swojej chorobie. Codziennie gdzies tam jezdzil – a to do Katowic, a to do Warszawy. Wspomne, ze mieszkalismy w miescie, o ktorym jedni mowili, ze poniemieckie, a inni, ze odwiecznie polskie.
    Trwalo to jeszcze jakis czas, gdy w domu zaczeli sie pojawiac ludzie kupujacy nasze meble, oraz chyba i praktyke Ojca. Nam Mama w momencie gdy rowery moj i brata zostaly sprzedane - w tajemnicy powiedziala, ze wyjezdzamy. Nie powiedziala dokad – ale mielismy w nowym miejscu dostac lepsze rowery.
    Na szkolnym podworku – podczas przerwy – zagadnalem „moja milosc“ (chodzila dwie klasy nizej). I tu w tajemnicy powiedziala mi ze i ona z rodzicami opuszczaja miasto.
    Minal jakis miesiac – a moze wiecej – gdy wysiedlismy z pociagu na nieco ciemnawej stacji w Swinoujsciu. Jacys urzednicy w mundurach i po cywilnemu posprawdzali moje i brata papiery, inni dali „dokumenty podrozy“, a takze – juz na promie – jakies dokumenty w nieznanych mi wtedy jezykach (byl to angielski i hebrajski).
    Rano wyladowalismy w Ystad – w Szwecji. Rodzice mowili, ze to tylko na razie, bo wyjedziemy do Ameryki albo do Israela.
    Wtedy uswiadomilem sobie, ze jestem Zydem – choc charakterystycznych cech na swoim ciele nie znalazlem, OK, - jak i brat bylismy w Polsce czasem nazywali wloskimi typami – no ale to bylo wtedy powodem do dumy chlopca w wieku dojrzewania.
    No i tak mijal czas. W swietlicy organizacji Joint, gdzie uczylismy sie trzech jezykow na raz – bo szwedzkiego, angielskiego i jiwrit, spotykalismy kolegow i kolezanki ze szkoly, czy z „naszej“ ulicy. Jak mi sie zrobilo goraco, gdy spotkalem moja „milosc“!
    Powoli zaczelo wygladac na to, ze do tej Ameryki, jak i do „Syjamu“ – jak mawial Tata i Wujek – chyba nie pojedziemy. Zaczalem i ukonczylem szwedzka szkole, zrobilem mature i coraz bardziej wrastalem w nowe srodowisko. Jako pelnoletni nie wzialem proponowanego mi obywatelstwa szwedzkiego – a ze odebrano mi juz przy wyjezdzie obywatelstwo polskie (choc jako wtedy niepelnoletni nie mialem chyba formalnie obywatelstwa polskiego) – zostalem bezpanstwowcem z tak zwanym paszportem Nansenowskim.
    Po studiach „wyplynalem“ samodzielnie na wielkie wody zycia. Dorabialen na promach, coraz blizej poznawalem moja „milosc“ z lat szkolnych, by z nia zwiazac sie na stale. Wtedy wystapilem o szwedzkie obywatelstwo, by w momencie, gdy pierwsza nasza corka byla na tyle duza, z nia pojechac odwiedzic nasze „stare katy“.
    Mimo, iz powodzilo nam sie juz wtedy bardzo dobrze, zona nie mogla odzwyczaic sie od polskiego stylu zycia. Zaczela angazowac sie w polskich kolkach spiewaczych i tancerskich, co jej do dzisiaj zostalo.
    W miedzyczasie osiagnelismy wiek emerytalny. Corki opuscily nas by budowac sobie zycie w Australii i Poludniowej Afryce.
    No ale taki juz jest los rodzicow.
    Tak prawde mowiac, to kto wie, czy decyzja Rodzicow o wyjezdzie z Polski, jako“ syjonisci“ – nie byla losem na loterii Zyciem zwanej. Mysle, ze tak.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    W Polsce jest zbyt duzo idiotow i to profesorow!

    rocky (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4

    W środę senacka komisja ma obradować nad uchwałą z okazji 50. rocznicy buntu studentów w obronie „Dziadów” w Teatrze Narodowym i masowej kampanii, w której uczestniczyli ludzie w całej Polsce i...rozwiń całość

    W środę senacka komisja ma obradować nad uchwałą z okazji 50. rocznicy buntu studentów w obronie „Dziadów” w Teatrze Narodowym i masowej kampanii, w której uczestniczyli ludzie w całej Polsce i która zmusiła do emigracji tysiące Polaków pochodzenia żydowskiego. Autorem jest prof. Jan Żaryn, senator PiS, historyk. Podkreśla on, że antysemicką kampanię urządzili komuniści niereprezentujący narodu oraz że wśród emigrantów byli zbrodniarze stalinowscy.

    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    A dokładnie to czym jest ta żydowskość w warunkach polskich?

    f2 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Bo Zocha Gomułkowa nie wyjechała w 68 r. Uparta Żydówka czy co?

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo