Mariusz Dębecki wybudzony ze śpiączki. Poznaj jego historię

    Mariusz Dębecki wybudzony ze śpiączki. Poznaj jego historię

    Izabela Mortas

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Mariusz Dębecki niemal cały czas się  uśmiecha. Ma niesamowite wsparcie dwóch wspaniałych kobiet - mamy Ani i dziewczyny Natalii. Wszyscy nawzajem zarażają
    1/4
    przejdź do galerii

    Mariusz Dębecki niemal cały czas się uśmiecha. Ma niesamowite wsparcie dwóch wspaniałych kobiet - mamy Ani i dziewczyny Natalii. Wszyscy nawzajem zarażają się pozytywnym myśleniem. ©Dawid Łukasik

    W naszym regionie na rehabilitacji przebywa właśnie 18-letni Mariusz Dębecki wybudzony niedawno w Klinice Budzik. Jego historia to poradnik pozytywnego myślenia.
    Zakończenie roku szkolnego. Szkoła wynajmuje łowisko, aby zorganizować imprezę dla uczniów. Mariusz wraz z kolegami gra na niej w piłkę. Opiera się o bramkę. Ta niezabezpieczona, przewraca się na chłopca. Czaszka nastolatka pęka.

    Wtedy, 24 czerwca 2015 roku życie Mariusza Dębeckiego i jego mamy Ani z Baranowa pod Warszawą przewróciło się do góry nogami. - Gdy dostałam telefon, natychmiast pojechałam na łowisko.
    Reanimowali syna pod bramką. Nie pozwolono mi w ogóle dojść do Mariusza, widziałam tylko kałużę krwi. Usłyszałam, że nie jest tak źle, bo skoro przyjechała tylko karetka, a nie helikopter. Za chwilę się okazało, że właśnie na niego czekamy. Ratownicy nie chcieli podnieść syna z murawy, bo jego stan był krytyczny. Od razu powiedzieli, że szanse na przeżycie lotu do szpitala są bardzo nikłe. Na szczęście Mariusz wytrzymał - wspomina pani Ania.

    Cały czas wiedział, co się dzieje

    W szpitalu lekarze zdiagnozowali, że nastolatek ma ciężki uraz czaszkowo-mózgowy, wielomiejscowe złamanie czaszki, otwarte wgniecenie lewej kości ciemieniowej i obrzęki stłuczenia mózgu. - Przez dwa tygodnie syn był w śpiączce farmakologicznej. Żyłam w nieustannym strachu o jego życie. To był bardzo trudny czas, nieustająca walka - mówi pani Ania.

    Potem Mariusz trafił na oddział neurochirurgiczny na 4 tygodnie. - Najgorsze, że człowiek był załamany, a nie mógł tego po sobie pokazać. Nie mogłam pozwolić, by Mariusz tracił nadzieję, musiał walczyć, a ja mu w tym pomagać. Jak wracałam do domu załamywałam się, szczególnie gdy wspominałam życie syna sprzed wypadku. Był takim żywiołowym dzieckiem. Grał w piłkę, nigdy nie przesiadywał przed komputerem, lubił aktywnie spędzać czas. Pasjonowała go motoryzacja, głównie motory. Było mi tego wszystkiego bardzo żal - opowiada z trudem.

    Na neurochirurgii Mariusza nie udało się wybudzić. Trafił do Kliniki Budzik, gdzie powoli zaczął nawiązywać kontakt z otoczeniem. W październiku 2016 roku całkiem się wybudził. - Każdy wyobraża sobie, że śpiączka oznacza długotrwały sen, nagłe przebudzenie i odzyskanie sprawności. To proces bardzo powolny, wymagający ogromnej pracy - mówi matka chłopca.

    Mariusz zaczął dawać sygnały kciukiem, spojrzeniem, uśmiechem mówić pojedyncze słowa, czytać. Porozumiewając się z mamą, przyznał, że wszystko pamięta - co działo się przed wypadkiem, co po, wie, że mama do niego dużo mówiła.

    Teraz Mariusz przebywa na dwutygodniowym turnusie rehabilitacyjnym w Ośrodku Polanika w Chrustach koło Zagnańska, która współpracuje z Kliniką Budzik. Jak oceniają specjaliści z ośrodka, widać u Mariusza poprawę. - Pojawiło się napięcie w kończynach górnych, w kończynach dolnych jest jeszcze znikome. Powolutku stabilizujemy głowę, choć jeszcze sporo pracy przed nami. Ciężko stwierdzić, jak długa droga przed Mariuszem, bo wszystko zależy od zachowania mózgu, które ciężko przewidzieć. Wiele zależy też od woli i zaangażowania pacjenta, a tych cech Mariuszowi odmówić nie można - ocenia Marek Korpula prowadzący rehabilitację nastolatka w Polanice.

    Matka karmi nadzieją

    Mariusz ma ogromną wolę walki. - Jest pozytywnie nastawiony od samego początku. Ma chwile załamania, bo chciałby już chodzić. Ale zawsze go wspieram, dużo tłumaczę. Od samego początku nagrywam filmy, by rejestrować postęp syna i pokazać mu potem, że to, co robi, ma sens. Rehabilitacja trwa długo, bo już prawie dwa lata, ale to nie jest zmarnowany czas,ciągle idziemy do przodu. Syn ma szansę na powrót do zdrowia, będzie chodził, bo jego kręgosłup nie został uszkodzony. Teraz potrzeba jest ciężka praca i pozytywne myślenie. Mariusz naprawdę się stara i czasem mam wrażenie, że to on daje mi siłę, a nie ja jemu - mówi mama.

    Sama jest niezwykłą kobietą. Lekarzy z Kliniki Budzik zachwyciła swoim entuzjazmem, żywiołowością. Zaraża syna dobrą energią, choć sama nie ma łatwo. Nie pracuje, bo 24 godziny na dobeęmusi być przy synu. - Tata Mariusza mi nie pomaga i nie bardzo się nami interesuje. Był z nami na początku, ale odkąd wyszliśmy z Kliniki Budzik, nieszczególnie nas wspiera - przyznaje pani Ania. Finansowo też nie jest najlepiej. Mama Mariusza przez półtora roku otrzymywała zasiłek opiekuńczy w wysokości 1500 złotych, który systematycznie odkładała. Teraz większość oszczędności pochłania kosztowna rehabilitacja, dlatego martwi się, na jak długo wystarczy im pieniędzy.

    Choroba przyniosła miłość

    Mimo tych przeciwności rodzina nie poddaje się. Tym bardziej, że od początku ma wsparcie jeszcze jednej osoby - 18-letniej Natalii, dziewczyny Mariusza.

    - Natalia przyjeżdżała do syna, odkąd trafił do kliniki. Znali się jeszcze przed wypadkiem, przyjaźnili się, spotykali. Syn miał inną sympatię, która po tych tragicznych wydarzeniach zostawiła go. A Natalia wręcz przeciwnie - jej miłość do Mariusza rozkwitła w czasie choroby - mówi pani Ania.

    Dziewczyna od początku wypytywała o stan chłopaka. Zaczęła go odwiedzać w klinice, opiekować się nim, czasem także w nocy. Przyjechała z nim także na rehabilitację do Polaniki. Jest z nim i jego mamą właściwie cały wolny czas, bo na co dzień jeszcze się uczy. Jak spędzają wspólne chwile?- Wygłupiamy się, oglądamy filmiki, przytulamy. Jest mi z nim dobrze i nie wyobrażam sobie, bym mogła kiedykolwiek go zostawić. Teraz czekam, aż wróci do zdrowia i pojedziemy na wspólne wymarzone wakacje - mówi Natalia.

    Pomoc dla Mariusza

    Rodzinę można wspomóc, przekazując 1 procent podatku na KRS 0000037904, informacje uzupełniające: 30005 Dębecki Mariusz.


    Klinika Budzik w Warszawie
    została uruchomiona w lipcu 2013 roku jako pierwszy w Polsce wzorcowy szpital dla dzieci po ciężkich urazach mózgu. Klinika działa przy warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka.Leczenie w Klinice jest bezpłatne dzięki finansowaniu ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia, również rodzice pacjentów przebywają w Budziku bezpłatnie z dzieckiem przez 24godziny na dobę i są włączani w proces rehabilitacji.Szpital powstał z inicjatywy aktorki Ewy Błaszczyk, załozycielki fundacji Akogo? mającej na celu pomoc dzieciom po ciężkich urazach mózgu.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo