Problemy Chin z rosnącymi pensjami. Fragment książki „Chiny....

    Problemy Chin z rosnącymi pensjami. Fragment książki „Chiny. Wielki skok w mgłę”

    Gabriel Grésillon

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Pracownicy w Chinach oczekują wzrostu pensji. Ale są gotowi strajkować nie tylko z tego powodu. Walczą też o ubezpieczenia

    Pracownicy w Chinach oczekują wzrostu pensji. Ale są gotowi strajkować nie tylko z tego powodu. Walczą też o ubezpieczenia ©Quirky China News / Rex Features / EAST NEWS

    W Chinach strajki nagle stały się stałym elementem krajobrazu gospodarczego. Ten wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko. Fragment książki „Chiny. Wielki skok w mgłę” Gabriela Grésillona.
    Pracownicy w Chinach oczekują wzrostu pensji. Ale są gotowi strajkować nie tylko z tego powodu. Walczą też o ubezpieczenia

    Pracownicy w Chinach oczekują wzrostu pensji. Ale są gotowi strajkować nie tylko z tego powodu. Walczą też o ubezpieczenia ©Quirky China News / Rex Features / EAST NEWS

    He Enjia zdecydował się ulokować swój biznes w Kambodży, by obejść limity ograniczające eksport chiński. Limity te już dawno zostały zniesione, lecz sektor nadal kwitnie. Na początku swojej działalności He Enjia niemal nie miał żadnych naśladowców, lecz od tamtej pory był świadkiem, jak stopniowo cały tekstylny świat zaczął iść w jego ślady. Powstało tu niemal 400 konkurencyjnych spółek. Znajduje w nich zatrudnienie ponad 300 tysięcy osób mieszkających na obrzeżach stolicy tego wciąż straszliwie biednego kraju.


    Mówiąc szczerze to właśnie owo ubóstwo jest głównym atutem Kambodży w porównaniu z coraz droższymi Chinami. Tu siła robocza wciąż jest bardzo tania, nawet biorąc pod uwagę niski poziom wykształcenia. „Niektórzy nigdy nie chodzili do żadnej szkoły i nie potrafią nawet podpisać żadnego dokumentu własnym nazwiskiem” - stwierdza He Enjia, po czym, jako że jest człowiekiem interesu, przedstawia swoje obliczenia: „Ogólnie rzecz biorąc kambodżański pracownik kosztuje cztery razy mniej niż chiński, lecz jest dwa razy mniej wydajny. A więc pod względem kosztów siły roboczej prowadzenie działalności w Kambodży jest dwa razy tańsze niż w Chinach”. Siedząca przy swoim stanowisku pracy z oczami utkwionymi w kawałek materiału, który właśnie szyje, młoda kobieta mająca dwadzieścia jeden lat i nie- śmiały uśmiech zarabia ekwiwalent 114 dolarów miesięcznie.

    Już od dawna chińscy pracownicy nie mogą sobie pozwolić, by ktokolwiek płacił im tak niskie stawki. Wniosek He Enjia: „W Chinach przemysł tekstylny jest skończony”. Kambodżańscy stratedzy, którym wielu niezależnych obserwatorów zarzuca brak długoterminowej wizji oraz chętne przyjmowanie bajecznych łapówek, zrozumieli jedną rzecz: tak długo, jak zarobki pozostaną niskie, w kraju nie zabraknie pracy. „Skupiamy się na inflacji, bo to prawdziwa bomba ekonomiczna” − przyznaje jeden z rządowych doradców.

    Związkowcy z kolei wiedzą, jak ciężka jest walka o podwyżkę pensji. Krajem systematycznie wstrząsają krwawe zamieszki, w których władze okazują się nieugięte. Chea Mon kieruje dziś największym związkiem zawodowym w Kambodży, zastępując zamordowanego w 2004 roku brata. Toczący się po morderstwie proces, w wyniku którego skazano dwóch mężczyzn na dwadzieścia lat pozbawienia wolności, odbył się, według niezależnych obserwatorów, z pogwałceniem prawa. Zorganizowana na początku 2014 roku manifestacja z żądaniem podniesienia płacy minimalnej do 160 dolarów miesięcznie zakończyła się śmiercią czterech robotników. Żandarmeria wojskowa otworzyła ogień do tłumu. W Kambodży walka o podwyżkę płac jest grą niezwykle niebezpieczną. I Chea Mon nie ma żadnych złudzeń - „Skończę jak mój brat”.
    W dziesięć lat średnia pensja w Chinach wzrosła ponad trzykrotnie. Na to nałożył się wzrost innych kosztów
    W Chinach wygląda to inaczej. W drugiej co do wielkości gospodarce świata strajki stały się nagle stałym elementem chińskiego krajobrazu. Latem 2010 roku protest społeczny w fabryce należącej do japońskiej grupy Honda przybrał niespotykaną dotąd skalę. Po tygodniu konfliktu wszystkie fabryki Hondy w kraju zostały zablokowane z powodu braku części. Na początku strajk wybuchł za sprawą gestu jednego z robotników, który odważył się wcisnąć przycisk awaryjnego zatrzymania linii produkcyjnej, czym zaskoczył kompletnie kierownictwo fabryki. Po kilku dniach, w obliczu determinacji robotników to dyrekcja musiała ugiąć się przed najważniejszym żądaniem i podnieść zasadnicze wynagrodzenie z 1600 do 2400 juanów miesięcznie! Wiadomość o tym odbiła się szerokim echem we wszystkich fabrykach w kraju.

    Wirus zaczął się szybko rozprzestrzeniać. Na przykład w mieście Dalian, na północy kraju, siedemdziesiąt tysięcy robotników rozproszonych w 73 różnych przedsiębiorstwach podjęło w kolejnych miesiącach strajk. W fabryce Denso, jednego z poddostawców Toyoty, pracownicy uzgodnili w tajemnicy plan ochrzczony mianem „trzech nie”. Przez trzy kolejne dni żaden z nich nie zjawił się w pracy, nikt nie przedstawił najmniejszych żądań, żaden przedstawiciel nie spotkał się też z dyrekcją. Ta forma nacisku, tyleż nagła, co niespodziewana przyniosła efekty - sprawiła, że fabryka Toyoty musiała przerwać produkcję… i zmusiła dyrekcję Denso do zwiększenia pensji każdego pracownika o 800 juanów miesięcznie. Na marginesie warto zauważyć, że oficjalna prasa skupia się przede wszystkim na protestach społecznych, rodzących się w zagranicznych przedsiębiorstwach.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama