Twórca bitcoina wyszedł z cienia i ujawnił swoją tożsamość

    Twórca bitcoina wyszedł z cienia i ujawnił swoją tożsamość

    James Dean

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Za walutą, która miała nie podlegać kaprysom banków centralnych i opłatom, stał tajemniczy Satoshi Nakamoto. Dziś do „ojcostwa” bitcoina przyznał się Australijczyk Craig Steven Wright
    Zagadkę zadano nam w październiku 2008 roku wraz z publikacją słynnego dziś tekstu „Bitcoin: A Peer-to-Peer Electronic Cash System”. Pod artykułem, który przedstawiał technologię mającą zasilać nową walutę cyfrową, widniał podpis „Satoshi Nakamoto”. Od tej chwili zaczęło się „polowanie” na tą tajemniczą postać, która komunikowała się ze współpracującymi z nim inżynierami oprogramowania wyłącznie za pośrednictwem poczty elektronicznej.
    W kręgu „podejrzanych” znalazło się kilka osób. Wśród nich - irlandzki student, fiński socjolog i mieszkający w Kalifornii Japończyk o tym samym imieniu i nazwisku. Wszyscy kategorycznie zaprzeczali, jakoby byli „prawdziwym” Satoshim. W poniedziałek 45-letni australijski informatyk Craig Steven Wright publicznie przyznał, że to on jest enigmatycznym twórcą bitmonety. - Satoshi nie żyje. Ale to dopiero początek - napisał Australijczyk na swoim blogu. Waluty cyfrowa nie ma żadnej formy fizycznej - istnieje tylko jako ciąg kodu komputerowego.

    AMBASADA BITCOIN W WARSZAWIE, CZYLI WIRTUALNY PIENIĄDZ W CODZIENNEJ PRAKTYCE


    Mimo to obrót nią ma jak najbardziej powszechny charakter. Obecnie w obiegu krąży około 15,5 miliona bitmonet o łącznej wartości około 4,7 mld funtów. Każda jest warta 303 funty. Cena od samego momentu wprowadzenia ulegała gwałtownym wahaniom. Szczytową wartość 833 funtów osiągnęła w listopadzie 2013. Ostatnio wartość bitmonety ustabilizowała się na poziomie około 300 funtów. „Ściganie” tajemniczego Satoshiego stało się obsesją w świata posiadaczy i zwolenników bitmonet. W zaocznej mierze zapewne dlatego, że podejrzewano, iż twórca cyfrowej waluty jest człowiekiem bardzo zamożnym. Dlaczego? Według szacunków miał bowiem posiadać około miliona bitmonet. Gdy bitmonetę wprowadzono na rynek w 2008 nie miała one prawie żadnej wartości. Jeszcze pod koniec 2009 pizza kosztowała 10.000 takich „monet”. We wpisie na swoim blogu Wright przedstawia dowody mające świadczyć, że to on był Satoshim i twierdzi, że posiada cyfrowy „klucz”, jaki mógł posiadać tylko i wyłącznie twórca cyfrowej waluty. - Przez wiele tych lat nie siedziałem bezczynnie. Od tych pierwszych dni, po tym, gdy zdystansowałem się od osoby publicznej jaką stał się Satoshi, całkowicie poświęciłem się badaniom. Siedziałem cicho, ale nie znaczy to, że byłem nieobecny. Pracowałem razem z niezwykłą grupą ludzi. A teraz nie mogę się doczekać, by - gdy już będą gotowi - podzielić się wynikami naszej pracy - pisał Wright. Dał przy tym jasno do zrozumienia, że potem będzie znowu chciał usunąć się w cień. . Takiego dowodu potrzebowało wielu „polujących” na Satoshiego.

    - Wierzę, że istotnie Craig Steven Wright jest człowiekiem, który wynalazł bitmonetę - mówi Gavin Andersen odpowiedzialny za kwestie badań naukowych w Bitcoin Fundation. Twierdzi on też, że spotkał Wrighta w Londynie dwa tygodnie temu. - Podczas naszego spotkania widziałem błyskotliwego, skupionego na pracy, pewnego siebie, szczodrego i ceniącego sobie prywatność człowieka. Takie cechy posiadał Satoshi, z którym pracowałem sześć lat temu - dodaje Andersen. Jednak inni eksperci nie mają aż takiej pewności. - Nie istnieje dziś żaden kryptograficzny dowód świadczący o tym, że bitmonetę stworzył pojedynczy człowiek - czytamy w tweecie Bitcoin Core Project. Wright oświadczył, że nie ma zamiaru sprzedać całego swojego zbioru bitmonet za jednym zamachem, co - jeśli rzeczywiście jest jej twórcą - groziłoby załamanie cen tej waluty. Dodał, że będzie wyprzedawał posiadaną pulę powoli, a zysk przeznaczy na finansowanie dalszych badań. Ujawnienie prawdziwej tożsamości Satoshiego nie stanowi zaskoczenia. W grudniu ub. roku strony internetowe Wired i Gizmodo opublikowały materiały, które według nich miały świadczyć o tym, że to Australijczyk ukrywa się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto. Wright nie zaprzeczył wówczas tym doniesieniom.

    Wszystko zaczęło się w Halloween 2008 roku. To wtedy własnie świat usłyszał o planie stworzenia zupełnie zdecentralizowanej waluty.

    Miała ona nie podlegać kaprysom banków centralnych i opłatom pobieranym przez tradycyjnych strażników sytemu finansowego. Ta romantyczna libertariańska idea przywodziła na myśl powieści amerykańskiej pisarki Ayn Rand i zdobyła rzesze zwolenników.

    3 stycznia 2009 pojawiła się bitmoneta. Ta waluta funkcjonuje w sieci ludzi, którzy chcą się czymś wymieniać - tak jak programy umożliwiające wymienianie się filmami i muzyką. Transakcje są rejestrowane w dostępnym publicznie rejestrze zwanym łańcuchem bloków, który jest ciągiem danych przechowywanych w sieci komputerowej, co oznacza, że bitmonety nie mogą być fałszowane albo używane dwa razy przez tę samą osobę. Tempo “bicia” bitmonet zaprojektowano tak, by przypominało wydobywanie z ziemi minerałów istniejących w skończonej ilości, jak złoto. Dlatego osoby pracujące nad tym w sieci nazwano „górnikami”, a cały proces nosi nazwę „mining” - wydobywanie.

    WZBOGAĆ SIĘ NA WIRTUALNEJ WALUCIE. WARTOŚĆ BITCOINA ROŚNIE W OGROMNYM TEMPIE


    Użytkowników identyfikuje się tylko poprzez szereg liter i cyfr, których kompilacja tworzy ich sieciowe adresy. Transakcje trwają około 10 minut. Początki działania całego sytemu miały swoje wzloty i upadki oraz momenty przełomowe. Mieliśmy do czynienia z wirtualnym Dzikim Zachodem. Błędy i kradzieże były wówczas na porządku dziennym.

    W 2010 entuzjaści świętowali sukces - po raz pierwszy wymieniono bitmonetę za dolara. Wkrótce potem przeprowadzono pierwszą fizyczną transakcję. Użytkownik Laszlo zapłacił 10 tys. bitmonet…za pizzę. Dziś byłaby to najdroższa pizza świata!

    Rok później doszło do pierwszego włamania. Anonimowy użytkownik podał, że hakerzy ukradli mu 25 tys. bitmonet. Wyśledził adres, na który je przesłano, ale nie mógł odkryć, kto się za nim ukrywa. Anonimowość dostarczyła też ochrony pierwszej piramidzie finansowej zbudowanej przy użyciu bitmonet. W 2011 osoba ukrywająca się pod pseudonimem Pirateat40 otworzyła Bitcoin Savings and Trust oferując 7-procentową stopę zysku tygodniowo. Po zebraniu 500 tys. bitmonet wartych 6 mln dol. twórca piramidy rozpłynął się w powietrzu. Jak najbardziej realnym.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Wright to nie Satoshi

      fake (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Dziwię się dziennikarzom, że wciąż powtarzają tę informację, która od samego początku została uznana za fałszywą. Jednakże nie ma takiego świństwa, którego dziennikarz nie zrobi dla podniesienia...rozwiń całość

      Dziwię się dziennikarzom, że wciąż powtarzają tę informację, która od samego początku została uznana za fałszywą. Jednakże nie ma takiego świństwa, którego dziennikarz nie zrobi dla podniesienia oglądalności swojej gazety. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      to jest coś co nie istnieje

      777 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

      wienc sie ukry wał bo niejest wolfem z łall street ale jurz nie musi bo nakrad na tyle by mieć pr afo w tyle.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Bitcoin

      Bit (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 1

      Ale suchar i w dodatku nieaktualny. Śledzenie pewnych wątków na bieżąco w sieci nie boli redaktorzy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama