USA: Hickory, była światowa stolica meblarstwa wierzy, że...

    USA: Hickory, była światowa stolica meblarstwa wierzy, że Trump uratuje Amerykę [REPORTAŻ]

    Rhys Blakely

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Miasto Hickory w Karolinie Północnej. Ben Dawson ma wątpliwości co do postaci Trumpa, ale mówi, że i tak będzie nań głosował. Zdaniem tego 56-letniego bezrobotnego dziś operatora maszyn republikański kandydat nie za bardzo pasuje na prezydenta. - Sądzę jednak, że rozumie on branżowe trzęsienie ziemi, do jakiego tu doszło.

    CZYTAJ TEŻ | WYBORY PREZYDENCKIE W USA: DAWNE KONTAKTY BILLA CLINTONA Z TRUMPEM MOGĄ POGNĘBIĆ HILLARY


    Jak tysiące innych mieszkańców miasta - nazywanego kiedyś stolicą świata przemysłu meblarskiego - Dawson dorastał z przekonaniem, że tutejsze zakłady pozwolą ludziom bez studiów wyższych żyć na poziomie klasy średniej. Tak miało być zawsze.

    Już na początku XIX wieku w Hickory zaczęto produkować furmanki i wozy. Z opuszczonych i zrujnowanych dziś zakładów roztacza się widok na Blue Ridge Mountains. To z tych gór ściągano służące produkcji znakomite twarde drewno.

    Na początku lat 50. ubiegłego stulecia miasto już realizowało - czytaj: meblowało - amerykańskie marzenie. Na fali powojennego boomu patrycjuszowscy właściciele zakładów wznieśli elegancką galerię sztuki. Liczące 40 tys. mieszkańców Hickory mogło pochwalić się własną orkiestrą symfoniczną. Wszystko legło w gruzach z powodu tego, co ekonomiści nazywają dziś „chińskim szokiem” - wstrząsem gospodarczym, którego skutki pomagają wyjaśnić obecne kariery polityczne takich ludzi jak Trump. Hickory przetrwało kolejne recesje, które zrujnowały fabryki aut w Michigan czy stalownie w Ohio. Nie wytrzymało jednak naporu tanich mebli z Chin, które zaczęły zalewać USA od czasu, gdy w 2001 roku te pierwsze wstąpiły do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Jeszcze dwa lata wcześniej fabryka, gdzie pracował Dawson zatrudniała ponad 2 tys. pracowników. Bezrobocie w mieście sięgało raptem 2 proc. Tyle co nic. Gdy zwalniano go w 2008 stopa bezrobocia podskoczyła już do 15 proc. Zatrudnienie w całym hrabstwie Catawba, gdzie leży Hickory, spadło z 79 tys. pracowników w 2000 do 38 tys. w 2014.

    Na Trumpa będzie także głosować Kathereine Crawley, dla której pracy zabrakło w 2008 roku. - Dorastaliśmy w regionie i czasie, gdy wytwarzano znakomite produkty. Ludzie byli dumni z tego, co robią. Gdy zakłady zaczęły padać czuliśmy się zrobieni w konia i nie mogliśmy znaleźć niczego, co zapełniłoby tę próżnię - mówi Crawley.

    Temat rozczarowania tym, co Trump nazywa „syrenim śpiewem globalizacji” nieustannie słychać w tle wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Widoczny w ostatniej decyzji Brytyjczyków ostry sprzeciw wobec wolnego handlu, a także - co pokazują sondaże - sceptycyzm wobec porozumień handlowych wzrasta we wszystkich rozwiniętych gospodarkach: od Francji do Japonii.

    To dzięki takim zjawiskom rozkwitła gwiazda demokratycznego kandydata Bernie Sandersa, przeciwnika podpisanego przez Billa Clintona Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA). Sanders przegrał wprawdzie z Hillary Clinton, ale wymusił na niej zajęcie nieco chłodniejszego stanowiska wobec ewentualnych przyszłych umów handlowych.

    W wyniku recesji 2007 roku w oczach wielu amerykańskich wyborców znikły racjonalne powody do zawierania umów o wolnym handlu. Globalna gospodarka staje się coraz bardziej wzajemnie powiązana, co doprowadziło do redukcji kosztów dóbr konsumenckich - od smartfonów do ubranek dla małych dzieci. Jednak takich korzyści w większości nie zauważano. W przeciwieństwie do tego utratę miejsc pracy odczuwa się bardzo głęboko. Dlaczego? Bo są skoncentrowane w określonych skupiskach geograficznych. Ten fakt pomaga na zrozumieć polityczną siłę oddziaływania handlu.

    WYWIAD | PROF. CLARK: DONALD TRUMP TO CELEBRYTA, ANTY-POLITYK. TYM ZDOBYŁ POPARCIE


    Amerykańscy ekonomiści przyznają, że korzyści płynące z umów handlowych były zbytnio przesadzone, ich koszty niedoszacowane, a Waszyngton zbyt mało zrobił, by pomniejszyć ich niepożądane skutki. David Autor, profesor ekonomii na prestiżowym Massachusetts Institute of Technology, wykazał, że te regiony USA, które ucierpiały z powodu chińskiego szoku nie zaadaptowały się do nowych warunków tak szybko jak oczekiwano. I że miejscowi wyborcy głosowali na bardziej skrajnych ideologicznie członków Kongresu.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      o wyższości kapitalizmu nad socjalizmem

      kapitalista (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 3

      to na ile zadłużona jest ta kapitalistyczna potęga ? a ile wydusiło kasy kilku ekonomicznych mafiozów kosztem reszty ? ile szmalu zakosiło parę korporacyjnych gangów, a ile zniszczyło...rozwiń całość

      to na ile zadłużona jest ta kapitalistyczna potęga ? a ile wydusiło kasy kilku ekonomicznych mafiozów kosztem reszty ? ile szmalu zakosiło parę korporacyjnych gangów, a ile zniszczyło przedsiebiorstw, ludzi, miast, krajów ? zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama