Włochy: Akcja ratunkowa w Abruzji trwa nadal. Spod śniegu...

    Włochy: Akcja ratunkowa w Abruzji trwa nadal. Spod śniegu wydobyto 3 żywe szczeniaki

    Aleksandra Gersz (AIP)

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Akcja ratunkowa w Farindoli
    1/2
    przejdź do galerii

    Akcja ratunkowa w Farindoli ©AFP/EAST NEWS

    Wciąż trwa akcja ratunkowa w Abruzji w środkowych Włoszech, gdzie w środę 120 tys. ton śniegu runęło na górski kurort. Pod śniegiem jest jeszcze 20 osób, nie wiadomo, czy są wśród nich żywi. Niektórzy mieli olbrzymie szczęście. W ratownikach pracujących w hotelu Rigopiano pojawiła się nowa nadzieja, kiedy pod zwałami śniegu znaleziono trzy żywe szczeniaki. Może to oznaczać, że w ruinach kurortu wciąż znajdują się "kieszenie powietrza", w którym mogą znajdować się żywi ludzie.
    - To ważny znak życia, który daje nam nadzieję - mówił w poniedziałek strażak Fabio Jerman o uratowaniu trzech psów - białych owczarków maremma, które urodziły się w grudniu. Jak podaje "The Telegraph", żyją również rodzice siedmiotygodniowych szczeniaków, Nuvola i Lupo. Po zejściu lawiny znaleziono je, kiedy błąkały się po wiosce Farindola. Same szczeniaki był uwięzione w kotłowni. - Usłyszeliśmy ciche szczekanie i zobaczyliśmy szczeniaki przez małą dziurę, którą strażacy zrobili w ścianie. Wtedy powiększyliśmy ją i je wyciągnęliśmy - mówiła jedna z ratowniczek, Sonia Marina. Szczeniaki są w dobrym stanie fizycznym.

    Znalezienie żywych psów spotkało się z wielką radością wyczerpanych ratowników, którzy od czwartku walczą z czasem. Może ono bowiem oznaczać, że pod ważącym ponad 120 tys. ton śniegiem wciąż znajdują się tzw. kieszenie powietrza, w którym mogą znajdować się żywi ludzie. W ten sposób przeżyło dziewięć uratowanych dotychczas osób, które relacjonowały, że aby przetrwać, jadły śnieg i lód. Wciąż zaginionych jest 20 osób. "The Telegraph" pisze, że wydobyto już ciała dziewięciu osób, które znajdowały się w hotelu. - To walka z czasem, musimy działać szybko, ale to nie jest łatwe w tych warunkach - mówił rzecznik straży pożarnej Luca Cari.

    Tymczasem służby w pobliskim mieście Pescara wszczęły dochodzenie w sprawie doniesień, że przed zejściem lawiny do hotelu Rigopiano nie dotarła pomoc, mimo że prosił o nią właściciel kurortu Bruno Di Tommaso. Włoch, który był poza hotelem, wysłał w środę rano maila do służb, w którym pisze, że wśród gości wybuchła panika po serii trzęsień ziemi, a z hotelu nie można uciec z powodu nieprzejezdnych dróg. Kończyło się również paliwo w generatorze. Służby obiecały wysłać do Rigopiano pług śnieżny, który miał oczyścić drogę, jednak maszyna nie pojawiła się na miejscu. Lawina spadła na hotel położony w masywie górskim Gran Sasso d'Italia w Apeninach w środę po godzinie 17, po serii wstrząsów sejsmicznych w środkowych Włoch..

    Wśród ocalonych osób jest 22-letnia Włoszka Georgia Galassi, która wyznała, że aby przetrwać jadła śnieg i lód. Dziewczyna wraz z kilkoma innymi osobami była uwięziona przez 58 godzin. - Mam na imię Georgia i żyję – powiedziała 22-letnia studentka w odpowiedzi na wołania ratowników. Jak stwierdziła w wywiadzie „Corriere della Sera”, którego udzieliła ze szpitalnego łóżka, była to „najpiękniejsza rzecz, jaką powiedziała w życiu”. Georgia Galassi była w hotelu Rigopiano w miejscowości Farindola położonej w masywie górskim Gran Sasso d'Italia w Apeninach razem ze swoim chłopakiem, 25-letnim Vincenzo Fortim. Lawina, którą wywołała seria trzęsień ziemi w środkowych Włoszech, zeszła na Rigopiano, kiedy para siedziała w hotelowym lobby, czekając na transport, który zabierze ich do domu.

    Wszystko runęło, nie wiedziałam, co się dzieje. Kiedy oprzytomniałam, leżeliśmy na ziemi, cali poobijani, ale nie za mocno. Było ciemno, słyszeliśmy tylko przytłumione głosy ludzi obok nas – opowiadała Galassi. Dziewczyna dodała, że przy pomocy latarek w telefonach komórkowych – w których wkrótce wyładowała się bateria – uwięzieni ustalili, że znajdują się w czterech oddzielonych od siebie tzw. „kieszeniach powietrza”. W jednej z nich była Francesca Bronzi unieruchomiona przez wielką drewnianą belkę, w drugiej Adriana Parete ze swoim 8-letnim synem Gianfilippem, którego cały czas przytulała. W kolejnym „pomieszczeniu” była 6-letnia córka Parete, Ludovica, uwięziona wraz z dwoma innymi chłopcami. - Na szczęście mama słyszała swoją córkę i pomagała jej zachować spokój – mówiła Galassi.

    Uwięzieni nie mieli nic do jedzenia ani picia. - Jedliśmy wyłącznie lód. Mieliśmy go dużo i dzięki niemu przeżyliśmy – relacjonowała 22-letnia Włoszka, która dodała, że straciła rachubę czasu. - Myślę, że trwało to dwa dni, może trochę więcej – stwierdziła Galassi, która była uwięziona w hoteluprzez 58 godzin. Dźwięki maszyn ratowniczych, a potem głosy samych ratowników uwięzieni usłyszeli w piątek o 11, jednak Georgia i Vincenzo zostali wydostani na powierzchnię dopiero po 18 godzinach wytężonej pracy włoskich służb. Pierwsze zostały uratowane dzieci. Wszyscy mieli szczęście – mieli tylko siniaki i byli w niezagrażającym życiu stanie hipotermii.

    CZYTAJ TAKŻE: Włochy: Trwa akcja ratunkowa po zejściu lawiny na Farindolę. "Jest wielu zabitych" [VIDEO]

    Włoska gazeta „La Republicca” napisała, że po trzęsieniach ziemi, jeszcze przed zejściem lawiny pracownicy hotelu prosili lokalne władze w Pescarze o pomoc. - Goście boją się trzęsienia ziemi i chcą zostać na zewnątrz. Staramy się ich uspokoić. Drogi są zablokowane, więc ludzie chcą spędzić noc w swoich samochodach – pisał w środę w mailu, którego treść przytacza gazeta, kierownik hotelu Rigopiano Bruno Di Tomasso. Włoch pisał również, że w hotelu nie działają telefony.

    Warstwa śniegu koło hotelu miała nawet dwa metry grubości. „La Republicca” pisze, że służby wysłały do kurortu pług śnieżny, jednak nie zdołał on oczyścić drogi. Cięższy sprzęt nie dojechał do Rigopiano na czas – po godzinie 17 na hotel zeszła lawina ważąca ponad 120 tys. ton. Na powierzchni została tylko część dachu trzypiętrowego budynku.

    Na miejscu wciąż trwa akcja ratunkowa, mimo że szanse na uratowanie 20 zaginionych osób są coraz mniejsze. Na razie spod śniegu i gruzu wydobyto 9 ciał oraz 11 żywych osób. Praca służb jest niezwykle trudna z powodu opadów śniegu, minusowych temperatur i wstrząsów wtórnych po serii trzęsień ziemi w środkowych Włoszech. - Wciąż mamy nadzieję. Nawet jeśli nikt nie daje żadnych znaków życia, może się okazać, że zrobisz dziurę w ścianie i nagle kogoś usłyszysz – powiedział w niedzielę Luca Cari, rzecznik służb ratunkowych w hotelu. Jak powiedział mężczyzna, ratownicy są pewni, że w kurorcie są pokoje w nietkniętym stanie. - Problemem jest dotarcie do nich – dodał mężczyzna.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama