Wielkie ucieczki liderów „S” w czasie stanu wojennego...

    Wielkie ucieczki liderów „S” w czasie stanu wojennego [FRAGMENT KSIĄŻKI]

    Grzegorz Majchrzak

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    "Tajemnice stanu wojennego"  Grzegorz Majchrzak Wydawnictwo: Fronda
    1/3
    przejdź do galerii

    "Tajemnice stanu wojennego"

    Grzegorz Majchrzak

    Wydawnictwo: Fronda
    ©Materiały prasowe

    Podziemna telewizja, puste półki, milczące telefony i konferencje Urbana - o tym jest książka „Tajemnice stanu wojennego” Grzegorza Majchrzaka. Prezentujemy fragment.
    Tym, co rozpalało wyobraźnię Polaków po 13 grudnia 1981 r., były ucieczki znanych działaczy solidarnościowego podziemia z rąk funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Do najgłośniejszych z pewnością należały przypadki: Zbigniewa Bujaka, Zbigniewa Romaszewskiego i Eugeniusza Szumiejki oraz najbardziej nietypowej ucieczki, a właściwie odbicia, Jana Narożniaka. Ten pierwszy mroźną zimą zostawił w rękach bezradnych esbekow jedynie kożuch, drugi wiał jedynie w skarpetkach, trzeciego wywożono w wózku dla umarlaków bez kożucha, a ostatni - czwarty uciekał po piorunochronie z dachu wieżowca. Nic zatem dziwnego, że ich ucieczki stały się legendą…

    Zbigniew Bujak, szef mazowieckiej „Solidarności”, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. uczestniczył w posiedzeniu Komisji Krajowej w Gdańsku. Po jego zakończeniu zamierzał zanocować w Trojmieście, czego jednak nie uczynił, gdyż jego kolega z regionu Zbigniew Janas zdecydował się na powrót do Warszawy. A że obie rodziny przyjaźniły się bardzo, nie miał wyboru. Udał się na dworzec PKP, jednak ostatecznie do pociągu nie wsiadł i zaczął ukrywać się na terenie Trójmiasta. Po pewnym czasie przeniósł się do Warszawy. Należał z pewnością do grona najpilniej ściganych (nie tylko zresztą przez Służbę Bezpieczeństwa i Milicję Obywatelską, ale również Wojskową Służbę Wewnętrzną) działaczy „Solidarności”. W marcu 1982 r. minister spraw wewnętrznych Czesław Kiszczak powołał nawet centralną grupę operacyjną „w celu koordynacji zadań oraz skoncentrowania uzyskiwanych informacji, związanych z ustaleniem miejsca” jego pobytu. Na jej czele stanął Adam Malik, wysoki funkcjonariusz Biura Studiów MSW.

    CZYTAJ TAKŻE: Dudek: Nie wierzę, że Jaruzelski obronił nas przed Armią Czerwoną

    Jednak przez kilka miesięcy działania władz nie przynosiły skutku. Do czasu. 2 marca 1983 r. Bujak został zatrzymany przez funkcjonariuszy Departamentu II MSW (czyli kontrwywiadu) podczas spotkania z Aleksandrem Małachowskim w mieszkaniu Jacka Pinkosza. Następnie został przewieziony do gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przy ulicy Rakowieckiej. Sytuacja na pozór wydawała się beznadziejna. Dopisało mu jednak szczęście - w trakcie rutynowego przesłuchania przez funkcjonariuszy Biura Śledczego MSW odmówił odpowiedzi na niektóre pytania, np. ile pokoi ma mieszkanie, w którym miał być zameldowany (dobrze ucharakteryzowany Zbigniew Bujak miał dowód wystawiony na nazwisko Michał Wroniszewski), a także czy posiada telefon. W tej sytuacji przesłuchujący go funkcjonariusz postanowił sprawdzić, czemu przesłuchiwany nie chce odpowiadać na tak niewinne, zdawałoby się przecież, pytania. Zdecydował się zabrać go do tego mieszkania. Jednak kiedy dojechali na miejsce Bujak po wyjściu z samochodu podjął - jak się później okazało - udaną próbę ucieczki. „Wykonałem trzy długie kroki, wchodząc na betonowe płyty. W pierwszej chwili nie mogło to zwrócić specjalnych ich podejrzeń, a mi dało chyba metr przewagi nad nimi. I w tym momencie, gdy zorientowałem się, że mam tę przewagę, wykonałem skok, a potem jak w berku zmieniłem kierunek i zrzuciłem kożuch. Było to doskonałe, miałem bowiem swobodę ruchów i kilka metrów przewagi” - relacjonował po latach. Nie powstrzymały go okrzyki funkcjonariusz SB „Stój, bo strzelam”. Miał szczęście, gdyż goniący go nie zrealizowali swojej groźby. Na jego korzyść zadziałały też panujące wówczas warunki - dwóch esbekow wywróciło się na lodzie.

    Jednak i jego również dopadł pech. Wpadł co prawda do „Poloneza”, w którym siedziały dwie kobiety, z okrzykiem: „Jestem z podziemia goni mnie milicja, niech mnie panie wywiozą stąd”, te jednak (co w tym czasie było absolutnie nietypowe) nie zamierzały mu pomoc. Tymczasem goniący go zbliżali się. Bujak wskoczył więc pod koła nadjeżdżającej taksówki. Na szczęście taksówkarz, mimo jego nietypowego jak na mróz ubioru, ruszył mówiąc: „a coś pan tak jak Filip wyskoczył z krzaków w takim przyodziewku”.
    1 3 4 »

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Miejsce solidaruchów jest w piekle :)

      Życzliwa (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4

      Styropianowe bajki dla ciemnego ludu.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Interwencja jak pancerna brzoza?!

      Karolina (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 1

      Rąbka tajemnicy uchylił Pospieszalski 5 lat temu dając na zakończenie audycji kopie raportów ambasadora DDR nt. zabiegów Geremka u Jaruzela,zostawiając w szoku i dyskutantów,i widownię. Wątek...rozwiń całość

      Rąbka tajemnicy uchylił Pospieszalski 5 lat temu dając na zakończenie audycji kopie raportów ambasadora DDR nt. zabiegów Geremka u Jaruzela,zostawiając w szoku i dyskutantów,i widownię. Wątek oczywiście natychmiast zadeptano jako nie pasujący do etosy Styropianu. Funkcjonariusz IPN musi znać takie "momenty".zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Robotnicy, chłopi i inteligencja pracująca w prawdziwie wolnej, solidarnej RP

      lump (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4

      Trzeba być kompletnym idiotą by obalać swój system na rzecz kapitalistycznej hierarchicznej segregacji społecznej. Trzeba być skończonym kretynem by pozwolić na bandycką transformację...rozwiń całość

      Trzeba być kompletnym idiotą by obalać swój system na rzecz kapitalistycznej hierarchicznej segregacji społecznej. Trzeba być skończonym kretynem by pozwolić na bandycką transformację "robotniczych" liderów i zostać gołodupcem bez przyszłości. Klasa robotnicza, to dziś znów niewolnicy harujący na kapitalistów, arystokratów, politycznych pasożytów-sługusów nowej soli ziemi czyli bandy gangsterow, oszustów, złodziei i dotacyjnych milionerów rolników. Z pana na chama na własne życzenie. To niezwykły debilizm, choć mocno wspierany przez zewnętrzne kapitalistyczne korpogangi, którym nieobce było przejmowanie bananowych republik i przekształcanie ich w wyzyskiwane kolonie. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      To ciekawe. Czy

      Marek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4 / 2

      Piotrowicz też uciekał?

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama