Ważne
    Wrocław: Ksiądz oskarżany o gwałt nie jest już proboszczem

    Wrocław: Ksiądz oskarżany o gwałt nie jest już proboszczem

    Michał Gigołła, Małgorzata Moczulska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Nagranie rozmowy Zbigniewa Stonogi z księdzem Adrianem Kosendiakiem (na zdjęciu z prawej strony) pojawiło się w środę w internecie

    Nagranie rozmowy Zbigniewa Stonogi z księdzem Adrianem Kosendiakiem (na zdjęciu z prawej strony) pojawiło się w środę w internecie

    Arcybiskup Józef Kupny zawiesił dziś w wykonywaniu obowiązków proboszcza, który w środę został publicznie oskarżony przez innego kapłana o gwałt. - Chwycił mnie jakoś tak za gardło, że nie mogłem oddychać. Zaczął mnie dusić, a później rozebrał. I później doszło do czynów - wyznał w opublikowanym w sieci nagraniu ksiądz Adrian Kosendiak, wikariusz z Milicza. - Po opublikowaniu tego nagrania proboszcz sam poprosił arcybiskupa, by do czasu wyjaśnienia sprawy mógł opuścić parafię i przenieść się w inne miejsce - potwierdził w piątek w rozmowie z portalem GazetaWroclawska.pl ks. Rafał Kowalski, rzecznik wrocławskiej kurii. Zawieszony proboszcz nie będzie na razie pełnił żadnych obowiązków duszpasterskich. Kuria nie ujawnia miejsca jego pobytu.
    Nagranie rozmowy Zbigniewa Stonogi z księdzem Adrianem Kosendiakiem (na zdjęciu z prawej strony) pojawiło się w środę w internecie

    Nagranie rozmowy Zbigniewa Stonogi z księdzem Adrianem Kosendiakiem (na zdjęciu z prawej strony) pojawiło się w środę w internecie

    - Każdego dnia się modlę, żeby już nikogo więcej nie skrzywdził - mówi ksiądz Adrian Kosendiak o swoim oprawcy. Wymienia jego pełne imię i nazwisko oraz podaje nazwę parafii, której był proboszczem. Do gwałtu miało dojść, gdy ksiądz Adrian był jeszcze w seminarium.
    - Pamiętam to zdanie, które powiedział po wykorzystaniu mnie: nie martw się, jesteś w tej samej grupie, będziemy się spotykać częściej, przed tobą kariera, awanse. I tym myślał, że mnie kupi - opowiada ksiądz Adrian. Nagranie swojej rozmowy z nim opublikował w środę na Facebooku Zbigniew Stonoga.

    - W tym wszystkim najbardziej mi było żal, że zaufałem, że dałem się zwieść. To było wszystko pod przymusem. Chwycił mnie jakoś tak za gardło, że nie mogłem oddychać. Zaczął mnie dusić, a później rozebrał. I później doszło do czynów. Wtedy już miałem wszystkiego serdecznie dosyć. Ale przeszywające zdanie pamiętam, że "ja wybaczam". Z taką ironią, sarkazmem, tego nie zapomnę, to siedzi we mnie już lata: "nie martw się, pan Jezus też dobremu łotrowi przebaczył na krzyżu". I te słowa tkwią. Dochodziłem do siebie, żeby w ogóle stanąć na nogi, dobre kilka lat - wyznaje ksiądz.

    - Próbował mnie kupić pieniędzmi, karierą. Chciał żebym mu dalej świadczył usługi seksualne. Każdego dnia się modlę, żeby już nikogo więcej nie skrzywdził. Jakoś wiara pozwala mi to dźwigać - dodaje.

    Dlaczego wikariusz zdecydował się mówić? - To nie chodzi o zemstę, tylko o taką przestrogę. Zemścić się mogłem już jakiś czas temu. Wychodząc wtedy z tego traumatycznego spotkania, ten ksiądz powiedział że on ma władzę, możliwości, układy. Byłem zastraszony, bo nie wiem jakie on ma układy, ja nie wiem kto za nim stoi, czy jakaś góra, wierchuszka. A jeżeli to będą najwyższe jakieś uwarunkowania? - zastanawia się kapłan.

    Ksiądz Adrian Kosendiak jest dziś wikariuszem w Miliczu, wcześniej pracował m.in. w kilku parafiach we Wrocławiu. To znany ksiądz. Jest duszpasterzem samorządowców, w styczniu radni sejmiku przyznali mu srebrną odznakę Zasłużony Dla Województwa Dolnośląskiego. Po opublikowaniu nagrania nie odbierał telefonów. Przesłał nam tylko krótki SMS, że nie będzie komentował sprawy.

    Opublikowane w środę nagranie trwa 25 minut. Ksiądz Kosendiak przekonuje w nim, że podobnych sytuacji we wrocławskim kościele było więcej. - Gdy pokazywałem takie sytuacje różne, to ja byłem upominany, to ja obrywałem. Zgłaszałem na przykład, gdy byli wyświęcani na diakonów, czy kleryk miał zostać księdzem i zgłaszałem różne sytuacje seksualne do przełożonych, do ojca duchownego, nie robiło to na nikim wrażenia. Zamiatało się to pod dywan - twierdzi. Dalej już opowiada m.in. o związkach homoseksualnych wrocławskich księży oraz o ich związkach z kobietami. W tym kontekście padają m.in. nazwiska wysokich urzędników wrocławskiej kurii. Ksiądz Kosendiak mówi między innymi o kochance jednego z księży pracujących w kurii. - Ona miała męża. Żeby się go pozbyć, policja tak brutalnie pobiła tego męża, że ona została wdową - opowiada.

    Ksiądz Rafał Kowalski, rzecznik archidiecezji wrocławskiej, wydał oświadczenie w tej sprawie - "Ksiądz arcybiskup powołał specjalny zespół do zbadania tej sprawy. Po wyjaśnieniu wszystkich jej wątków będzie można podjąć stosowne decyzje i udzielić szerszego komentarza".
    O zarzutach wikariusza z Milicza chcieliśmy porozmawiać z metropolitą wrocławskim, arcybiskupem Józefem Kupnym. Rzecznik kurii poinformował nas jednak, że ten nie będzie się wypowiadał na ten temat.

    Próbowaliśmy również skontaktować się z księżmi, których wikariusz z Milicza wymienił z nazwiska. Wszyscy są niedostępni. Proboszcz, który miał zgwałcić księdza Kosendiaka oraz ten od kilkunastu lat żyjący pod jednym dachem na plebani z kochanką, musieli pilnie opuścić swoje parafie. - Proboszcz wyjechał do kurii do Wrocławia. Nie wiadomo kiedy wróci – usłyszeliśmy w jednej z nich.

    Ksiądz oskarżony przez Kosendiaka o bywanie w klubach gejowskich oraz spotkania z klerykami również zniknął.
    - Nie ma go i w najbliższych dniach nie będzie – usłyszeliśmy w sekretariacie wydawnictwa katolickiego, w którym pracuje.

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama