Nominacje do Oscara: „La La Land”, a potem długo nic [LISTA...

    Nominacje do Oscara: „La La Land”, a potem długo nic [LISTA NOMINOWANYCH]

    Aleksandra Gersz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Nominacje do Oscara: „La La Land”, a potem długo nic [LISTA NOMINOWANYCH]
    1/2

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©DON EMMERT/AFP/EAST NEWS

    Ogłoszono nominacje do Oscarów, które w lutym zostaną rozdane po raz 89. Wielkim triumfatorem okazał się musical „La La Land”, który zgarnął aż 14 nominacji. Konkurencja jest jednak duża

    US CBS/x-news


    Można się nimi ekscytować, traktować jak wyrocznię i śledzić z wypiekami na twarzy. Można sądzić, że są przereklamowane, nudne i nie mają przełożenia na rzeczywistość. Obojętnie, jaki jest nasz stosunek do Oscarów, są takie dwa dni w roku, w których od nich nie uciekniemy - ogłoszenie nominacji i sama gala rozdania nagród.

    Miniony wtorek był pierwszym z tych dni. Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła listę filmów, artystów i twórców, którzy będą rywalizować o złotą statuetkę na 89. gali 26 lutego. I stało się jasne, kto tę ceremonię zawłaszczy - 32-letni Damien Chazelle ze swoim filmem „La La Land”.

    "La La Land" - zwiastun


    Laurka dla marzycieli

    Romantyczny musical o dwojgu marzycielach w Los Angeles - Mii marzącej o byciu aktorką (Emma Stone) i Sebastianie, pianiście, któremu marzy się własny klub jazowy (Ryan Gosling) otrzymał aż 14 nominacji. Tym samym dołączył do filmów „Wszystko o Ewie” z 1950 r. i „Titanica” z 1997 r., który również miały 14 szans na statuetkę - najwięcej w historii. Film Chazelle’a może zostać nagrodzony nie tylko w głównych kategoriach (film, aktor i aktorka pierwszego planu, reżyser, scenariusz oryginalny), ale również w kategoriach technicznych: muzyka, zdjęcia, montaż, scenografia, kostiumy, dźwięk i montaż dźwięku. Doceniono również aż dwie piosenki z filmu. „La La Land” może więc nie tylko dołączyć do „Ben-Hura”, „Titanica” i „Władcy Pierścieni: Powrót króla” - filmów, które otrzymały najwięcej, bo 11 Oscarów w historii, ale również je pobić. Jednak fakt, że że o miano najlepszej piosenki będą walczyć ze sobą dwa utwory z tego musicalu, sprawia, że film może się pożegnać z 14 Oscarami. W historii Akademii zdarzały się jednak podwójne wyróżnienia, więc wszystko jest możliwe.

    Docenione na tegorocznych Oscarach „La La Land” łączy krytyków. W serwisie Rotten Tomatoes, w którym liczone są średnie oceny z profesjonalnych recenzji, otrzymał 8,7 pkt. na 10. „[Musical] „La La Land” daje nowe życie przestarzałemu gatunkowi filmowemu, dzięki pewnej reżyserii, mocnym kreacjom aktorskim oraz magii, której nie można się oprzeć” - brzmi opinia na Rotten Tomatoes, z kolei recenzent z hiszpańskojęzycznego portalu Excelsior, Adrián Ruiz, podziwia fakt, że film „jest utrzymany w klasycznym stylu, przywołuje pamięć o musicalach z lat 30., 50. i Francuskiej Nowej Fali, ale jednocześnie jest bardzo współczesny”. - To przyjemne uderzenie dźwięku i koloru - dodaje Tom Shone z „Newsweeka”.

    Jednak podczas gdy filmowi eksperci są jednomyślni, widzowie są podzieleni. Są głosy zachwytu - pojawią się określenia „najpiękniejszy film na świecie”, na portalu Pinterest można znaleźć rysunki i grafiki widzów oparte na „La La Land”, a w serwisie You Tube - autorskie wersje piosenek z filmu. „Zakończenie tego filmu było jednym z najlepszych zakończeń, jakie kiedykolwiek widziałem w kinie. Ten film to arcydzieło” - pisze jeden z użytkowników You Tube. Entuzjazm można było wyczuć również na sali kinowej - po niektórych sekwencjach muzycznych, szczególnie scenie otwarcia (scenę do energetycznej piosenki „Another Day in The Sun” kręcono na zamkniętej autostradzie w Los Angeles), niektórzy nieśmiało zaczynali klaskać.

    Jednak słychać było też chichoty, ziewanie i pełne irytacji komentarze. Negatywne reakcje na „La La Land” widać również w Internecie. „Serio, 14 nominacji dla „La La Land”? Czy ktoś widział ten film? Po dziesięciu minutach w kinie spojrzeliśmy na siebie z żoną i powiedzieliśmy „kolejny zły wybór filmu”. Słaba fabuła, muzyka i wokal nie umywają się do żadnego z najlepszych musicali. Kiedy krytycy w końcu szczerze ocenią film? 5 gwiazdek i 5 gwiazdek, według mnie zasługuje na 2” - stwierdził jeden z widzów BBC Nigel Wynn.

    Musicalowa nostalgia

    „La La Land” nie jest filmem dla wszystkich, ale może stać się ukochanym dzieckiem Hollywood. Chazelle wskrzesza bowiem musical - ukochany gatunek Fabryki Snów, który w historii kina miał złote dekady, a który obecnie ma się świetnie na deskach teatru, ale na dużym ekranie dogorywa. Akademia Filmowa ma w historii nagrodzonych filmów takie kultowe musicale, jak „Amerykanin w Paryżu”, „West Side Story”, „My Fair Lady”, „Dźwięki muzyki” czy „Chicago”. Film z 2002 r. był ostatnim musicalem, który został uhonorowany przez członków Akademii w głównej kategorii, dlatego „La La Land” ma szansę przywrócić musicalowi dawnej świetności.

    Zwłaszcza, że Chazelle na ten gatunek inny pomysł: historię o miłości i marzeniach ubiera w element wzięte ze starego Hollywood, ale jednocześnie nadaje jej nowoczesny sznyt, elementy amerykańskiego kina niezależnego, ironię, młodzieńczą buńczuczność i mało cukierkowe zakończenie. Ten zwrot ku nowemu i szacunek do tradycji, a także zapierające dech w piersiach zdjęcia, świetna muzyka i uroczy bohaterowie mogą być przepisem na sukces.

    Zwłaszcza, że Chazelle już wie jak robi się oscarowe filmy - jego „Whiplash” z 2014 r. otrzymał pięć nominacji (w tym za najlepszy film), z czego trzy zamienił na złote statuetki. To ten film o młodym ambitnym perkusiście dał właśnie ryzykownemu „La La Land” zielone światło w Hollywood.

    Kosmici, geje, żołnierze

    „La La Land” jest faworytem, szczególnie w kategoriach technicznych, ale to nie oznacza, że wygraną ma w kieszeni. Film ma bardzo mocną konkurencję w głównych kategoriach. Osiem nominacji otrzymały „Nowy początek” i „Moonlight” - świetnie oceniane przez krytyków i reprezentujące zupełnie inne gatunki.

    „Nowy początek” to subtelne i wysmakowane science fiction, które zamiast opowiadać o walce ludzi z obcymi, snuje historię o naukowcach, którzy próbują się z kosmitami porozumieć. Głównymi bohaterami są lingwistka i fizyk, przybysze z innej planety nie są zieloni i nie mają ludzkich kształtów, a statki obcych to czarne, podłużne elipsy - film Denisa Villeneuve („Labirynt”, „Sicario”) wymyka się kategoriom science fiction. Obraz ma szansę na Oscara za m.in. reżyserię, scenariusz adaptowany czy zdjęcia, ale ku konsternacji widzów pomięto odtwórczynię głównej roli - Amy Adams. Nieobecność aktorki boli tym bardziej, że była ona już nominowana do Oscara pięć razy, nigdy nie dostała statuetki, a w tym roku miała aż dwie świetne główne role: w „Nowym początku” i „Zwierzętach nocy” (film Toma Forda otrzymał nominację za drugoplanową rolę Michaela Shannona). Niektórzy mówią już, że Adams będzie żeńskim odpowiednikiem Leonarda Di Caprio, który po serii nominacji otrzymał Oscara dopiero rok temu.

    Drugi film z ośmioma nominacjami, „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa, reprezentuje bardziej niezależny nurt amerykańskiego kina. Dramat opowiada o dorastaniu Chirona, czarnego chłopca z Miami, homoseksualisty, który na przestrzeni lat (film został podzielony na trzy etapy: dzieciństwo, dojrzewanie i dorosłość) odkrywa samego siebie, zawiązuje relacje z ludźmi i stara się znaleźć swoje mieście w świecie. Wielu krytyków nie boi się użyć słowa „arcydzieło”, a na Rotten Tomatoes (ocena 9/10) można przeczytać, że „Moonlight” to niezwykłe i wyśmienicie zrealizowane spojrzenie na życie, które rzadko widzimy w kinie”. Film Jenkinsa został doceniony nie tylko za najlepszy film, ale także drugoplanowe role Naomie Harris i Amerykanina Mahershali Alego, reżyserię, scenariusz adaptowany, muzykę, zdjęcia i montaż.

    "Moonlight" - zwiastun


    Po sześć nominacji zdobyły „Przełęcz ocalonych” - film o żołnierzu II wojny światowej, który ze względów religijnych odmawia korzystania na froncie z broni, a zarazem świetny powrót do Hollywood syna marnotrawnego Mela Gibsona (Australijczyk został nominowany również za reżyserię); „Lion. Powrót do domu”, czyli poruszająca, prawdziwa opowieść adoptowanego przez Australijczyków Hindusa, który po 25 latach postanawia odnaleźć swoją biologiczną rodzinę oraz „Manchester by the Sea”, dramat o zmagającym się z bolesną przeszłością mężczyźnie, który po śmierci brata musi zająć się jego nastoletnim synem. Do tej grupy różnorodnych i świetnie przyjętych przez krytykę oraz widzów filmów trzeba dodać też rodzinną opowieść „Fences” w reżyserii Denzela Washingtona, dziejący się w Teksasie kryminał i heist film (czyli film opowiadający o rabunku) „Aż do piekła” (oba te filmy mają po cztery nominacje) oraz „Ukryte działania” - prawdziwą historię trzech na czarnych kobiet naukowców, które w latach 60. pracują w NASA.

    "Przełęcz ocalonych" - zwiastun


    Nie ma mocnych na Meryl

    W kategoriach aktorskich jest równie zróżnicowanie. Wśród aktorów pierwszoplanowych faworytami są Casey Affleck (brat Bena) za „Manchester by the Sea” oraz Ryan Gosling za „La La Land”. Obaj otrzymali już za swoje role Złote Globy (Affleck za najlepszą rolę w dramacie, Gosling za komedię lub musical). Zaszkodzić im mogą Denzel Washington za „Fences” (aktor ma koncie już dwa Oscary i cztery nominacje, a w tym roku powalczy jeszcze o nagrodę za najlepszy film), Andrew Garfield za „Przełęcz Ocalonych” oraz Viggo Mortensen, doceniony za film „Captain Fantastic”. Zabrakło Hugh Granta, który błyszczał w „Boskiej Florence”, a który został nominowany i do Złotego Globa, i do brytyjskiej BAFTY.

    Podziw budzą także aktorki. Meryl Streep została nominowana po raz dwudziesty w swojej karierze. To swoisty rekord, co sprawia, że wiele osób kręci nosem i twierdzi, że Streep na kolejne wyróżnienia nie zasługuje. Wystarczy jednak obejrzeć „Boską Florence”, za którą w tym roku doceniono Streep, żeby przekonać się, że zasługuje jak najbardziej.

    Streep nie jest jednak faworytką. Krytycy przewidują, że nagroda za żeńską rolę pierwszoplanową powędruje do śpiewającej Emmy Stone lub Natalie Portman, która w „Jackie” gra byłą pierwszą damę Ameryki Jackie Kennedy. Nie można jednak zapominać o Francuzce Isabelle Huppert, która za rolę w „Elle” otrzymała w tym roku Złoty Glob, a także o tym, że w tej kategorii jest jeszcze nominowana po raz pierwszy (za „Loving”, prawdziwą historię białego mężczyzny i Afroamerykanki, którzy w latach 50. walczyli w sądach o swoje małżeństwo), niezwykle obiecująca Ruth Negga.

    Konkurencja jest duża także na drugim planie. Mahershala Ali z „Moonlight” i Dev Patel z „Lion. Droga do domu” będą rywalizować z Lucasem Hedgesem z „Manchester by the Sea”, a także Jeffem Bridgesem („Aż do piekła”) i Michael Shannonem („Zwierzęta nocy”).

    Jeśli chodzi o aktorki drugoplanowe to w tym roku błyszczały Nicole Kidman („Lion”), Viola Davies („Fances”, aktorka jest typowana na faworytkę), Octavia Spencer („Ukryte działania”), Michelle Williams („Manchester by the Sea) i Naomie Harris („Moonlight”), która jako jedyna z tej piątki jest nominowana do Oscara po raz pierwszy i nie mogła powstrzymać emocji podczas wywiadu dla BBC po ogłoszeniu nominacji. „Nie mogę w to uwierzyć! Wiadomość przekazał mi brat, ponieważ za bardzo się stresowałam, żeby oglądać nominacje!” - mówiła 40-letnia Brytyjka.

    W kategorii reżyserskiej czarnym koniem jest Chazelle. Jest Mel Gibson, który zapewnia, że zerwał z nałogami, rasistowskimi komentarzami i przemocą domową (za co został wyautowany z Hollywood dekadę temu), a także Denis Villeneuve („Nowy początek”), Kenneth Lonergan („Manchester by the Sea”) i Barry Jenkins, który stanął za kamerą na planie „Moonlight”.

    Najlepszą animacją zapewne zostanie hit minionego roku „Zwierzogród” Disneya, który pokona swoją koleżankę z wytwórni „Vaianę”. Ta druga, dziejąca się w Oceanii animacja ma jeszcze szansę na najlepszą piosenkę „How Far I’ll Go” (w polskiej wersji „Pół kroku stąd”) autorstwa obecnie ulubionego faceta w Ameryce, Lin-Manuela Mirandy, twórcy kultowego już musicalu „Hamilton”. W tej kategorii wystartuje też m.in. Justin Timberlake ze swoim hitem „Can’t Stop the Feeling” z filmu animowanego „Trolle”.

    Z kolei największe szanse na wygraną w kategorii najlepszy film obcojęzyczny ma niemiecka komedia „Toni Erdmann” Maren Ade, która w ubiegłym roku wzięła udział w konkursie głównym na festiwalu w Cannes. Film, który opowiada o wizycie wiecznie żartującego ojca u zapracowanej córki, zmierzy się z „Mężczyzną imieniem Ove” (Szwecja), „Under Sandet” (Dania), „Klientem” (Iran) oraz „Tanną” (Australia). Polski kandydat do tegorocznych Oscarów, „Powidoki” Andrzeja Wajdy, w grudniu odpadł z wyścigu.

    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Czy musical "La La Land" jest o dobrych

      amerykańskich żydach ? (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Jeżeli tak, to Oskar się należy.
      Nawet 140 Oskarów.
      Ze szczerego złota, ma się rozumieć.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama