RIO 2016

    Rio. Michael Phelps eksplodował. Chad le Clos ma się czego...

    Rio. Michael Phelps eksplodował. Chad le Clos ma się czego bać

    Michał Skiba

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Rio. Michael Phelps eksplodował. Chad le Clos ma się czego bać

    ©Martin Meissner

    Amerykanin pokazał, że do Brazylii przyleciał z znakomitą formą. Pomógł kolegom wygrać trzecią z rzędu olimpijską sztafetę 4x100 m stylem dowolnym. Phelpsa czekają w Rio jeszcze inne - trudniejsze wyzwania.
    Rio. Michael Phelps eksplodował. Chad le Clos ma się czego bać

    ©Martin Meissner

    Michael Phelps znakomicie przywitał się z pływalnią w Rio. "Pocisk z Baltimore" świetnie popłynął na drugiej zmianie. Bardzo szybko uciekł rywalom, robiąc dużą przewagę trzeciemu w kolejce Ryanowi Heldowi.

    - Byłem niesamowicie nakręcony, gdy widziałem, że płynący na pierwszej zmianie Caeleb Dressel już zbliża się do mety. Świetnie wystartowałem. Musiałem to zrobić, musiałem powiększyć przewagę do maksimum możliwości.
    Nie pamiętam, bym kiedykolwiek pływał przy tak szalejącej publiczności - mówił po starcie Michael Phelps. Amerykanie zwyciężyli z czasem 3:09.92. Drugie miejsce zajęła reprezentacja Francji (3:10.53), brąz dla Australii (3:11.37).

    Dla Phelpsa to już 19 złoty medal olimpijski, Amerykanin wrócił do pływania po kilka krążków, ale na jednym zależy mu najbardziej - na złocie w konkurencji 200 m stylem motylkowym.

    Gdy w 2004 r. Ateny były świadkiem olimpijskiego wyścigu na 200 m stylem motylkowym, cały pływacki świat wyczuwał, że dzieje się coś wielkiego. O złoto walczył Ian Thorpe, żyjąca legenda pływania, i Pieter van den Hoogenband - Holender, który w tamtych czasach zawsze bronił honoru Europy w walce ze światową czołówką. Do tej dwójki dołączył Michael Phelps, rewelacyjny 19-latek, który swój wielki talent potwierdził rok wcześniej podczas mistrzostw świata w Barcelonie.

    Starcie tej trójki wygrał Thorpe, a całe wydarzenie fani nazwali wyścigiem stulecia. Gdy Phelps zajął wtedy dopiero trzecie miejsce, obiecał sobie, że już nikt nigdy nie zagrozi mu w jego ukochanej konkurencji. Trenował dzień w dzień, aż jego organizm odmawiał posłuszeństwa. To doprowadziło Amerykanina do prawdziwego olimpu, jakim było zdobycie ośmiu złotych medali w Pekinie.

    Amerykanie powiedzieliby, że Phelps miał swój „hype”. Moment, w którym nikt nie mógł mu zagrozić. I tak było aż do 2012 r. Przez cały okres panowania „Pocisku z Baltimore” do wielkiego pływania dorastał w Republice Południowej Afryki Chad le Clos. Chłopak postanowił zostać pływakiem, widząc Phelpsa - uśmiechniętego chudzielca, którego szyja ugina się pod medalami olimpijskimi i mistrzostw świata. - Michael Phelps? Był moim idolem. Miałem jego plakaty na ścianach. Budziłem się i zasypiałem z myślą: Chcę być jak on, a może nawet lepszy - przyznaje le Clos.

    Tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda. Podczas igrzysk w Londynie reprezentant RPA zadziwił świat. Pobił Phelpsa w jego koronnej konkurencji. Na imprezie, w której Amerykanin miał pożegnać się z wielkim ściganiem.

    - Przed igrzyskami był nikim. Nikt go nie znał i na niego nie stawiał - mówi Burt le Clos, ojciec pływaka. - Mój tata jest zabawny, dalej on i trenerzy dbają o mnie jak o czternastolatka, a ja przecież jestem mistrzem - śmieje się le Clos junior. Urodzony w Durbanie pływak z miejsca stał się w RPA celebrytą. Jak sam przyznaje, nie spodziewał się aż takiej sławy i aż tylu ofert. Zarówno reklamowych, jak i... matrymonialnych. - Przed igrzyskami byłem dla wszystkich małolatem, kimś w stylu Justina Biebera. Po zwycięstwie w Londynie wszystko się zmieniło. To było miłe czytać, że piękne dziewczyny mnie podziwiają i chcą się ze mną umówić. Przez ciężkie treningi czas jednak szybko ucieka. Kiedyś otrzymałem od swojej dziewczyny prostego SMS-a: Znalazłam sobie kogoś innego. To było słabe - mówi le Clos.

    Pływak z RPA cały czas sprawia wrażenie fajnego, wrażliwego gościa. Nie to co Phelps, który już wcześniej dał się zapamiętać ze swoich wpadek. Jazda samochodem po alkoholu. Fajki wodne, hulaszczy tryb życia i zamiłowanie do wizyt w kasynach - to (i wiele więcej) można było dowiedzieć się o multimedaliście olimpijskim. Mimo wszystko znowu wrócił do pływania.

    - Dlaczego powrócił? On nienawidzi przegrywać. Zauważmy - Phelps był niepokonany przez dekadę. Nagle pojawił się Chad le Clos i pokazał, że Phelps to tylko człowiek - komentuje Rowdy Gaines, komentator pływania w telewizji NBC.

    O ile wcześniej trudno było zauważyć jakieś większe napięcie między Phelpsem a le Closem, historia rywalizacji obu pływaków zyskała nowy rozdział rok temu. Niedopuszczony do mistrzostw świata w Kazaniu Phelps (oczywiście za jazdę samochodem po alkoholu) mógł tylko patrzeć, jak złote medale zgarnia le Clos. Sam jednak nie marnował czasu i pływał.

    Największy nieobecny mistrzostw globu zachwycał w mistrzostwach USA w San Antonio. Osiągał rezultaty, które w Rosji dałyby mu złote medale. Na swojej ziemi Phelps wygrał wyścig na 200 m stylem motylkowym w czasie 1.52,94, a dobę później 100 m motylem pokonał w czasie 50,45 s. Chad le Clos, który sięgnął po złoto w Kazaniu, przepłynął ten dystans w czasie 50,56 s.

    Le Clos mocno bagatelizował osiągnięcie Phelpsa. - On uzyskał świetny wynik, ale... z całym szacunkiem, to nie jest takie trudne, kiedy pływasz z nieznanymi studentami - mówił. Phelps nie zamierzał wdawać się w przepychanki słowne. - Widziałem te komentarze. Wiele rzeczy mógłbym powiedzieć, ale tego nie zrobię. Niech to, co robię w basenie, będzie całą moją odpowiedzią. Bardzo chciałbym być teraz w Rosji i pokazać swoją moc - powiedział.

    - To był dziwny czas. Gdy dostawałem na Twitterze wiadomości od ludzi z USA, że Michael mnie zabije, że w Ameryce mnie nienawidzą i życzą mi źle, zrobiło mi się przykro. Nie chciałem, by ta rywalizacja tak się toczyła. Jeśli zapytalibyście mnie przed igrzyskami w Londynie, czy lubię Michaela Phelpsa, moja odpowiedź byłaby zupełnie inna niż teraz - dodaje le Clos.

    W cieniu tej dwójki pozostaje Laszlo Cseh. Węgierski pływak jest w znakomitej formie, co udowodnił podczas majowych mistrzostw Europy w Londynie. W rywalizację pragnie włączyć się też Jan Świtkowski, który na co dzień trenuje na Florydzie pod okiem Gregga Troya... człowieka, który wiele lat trenował Phelpsa. - Ani le Clos, ani Phelps nie śnią mi się po nocach. Wierzę, że jestem w stanie im zagrozić - mówi Świtkowski, który na 200 m delfinem zdobył brązowy medal na zeszłorocznych MŚ w Kazaniu.

    To będą ostatnie igrzyska Michaela Phelpsa. Pożegnanie z kibicami w wielkim stylu to chyba wyzwanie godne zdobycia ośmiu medali w 2008 r. w Pekinie.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najczęściej czytane

      Klasyfikacja medalowa

      Miejsce Kraj Złoto Srebro Brąz Razem
      1 USA 46 37 38 121
      2 Wielka Brytania 27 23 17 67
      3 Chiny 26 18 26 70
      4 Rosja 19 18 20 57
      5 Niemcy 17 10 15 42
      6 Japonia 12 8 21 41
      7 Francja 10 18 14 42
      8 Korea Południowa 9 3 9 21
      9 Włochy 8 12 8 28
      10 Australia 8 11 10 29
      11 Holandia 8 7 4 19
      12 Węgry 8 3 4 15
      13 Brazylia 7 6 6 19
      14 Hiszpania 7 4 6 17
      15 Kenia 6 6 1 13
      16 Jamajka 6 3 2 11
      17 Chorwacja 5 3 2 10
      18 Kuba 5 2 4 11
      19 Nowa Zelandia 4 9 5 18
      20 Kanada 4 3 15 22
      21 Uzbekistan 4 2 7 13
      22 Kazachstan 3 5 9 17
      23 Kolumbia 3 2 3 8
      24 Szwajcaria 3 2 2 7
      25 Iran 3 1 4 8
      26 Grecja 3 1 2 6
      27 Argentyna 3 1 0 4
      28 Dania 2 6 7 15
      29 Szwecja 2 6 3 11
      30 RPA 2 6 2 10
      31 Ukraina 2 5 4 11
      32 Serbia 2 4 2 8
      33 Polska 2 3 6 11
      ...

      Galeria

      Nasi dziennikarze na Twitterze

      Sportowy24 na Facebooku

      Gry On Line - Zagraj Reklama