Sport

    Ważne
    Roland Garros: Radwańska przegrała z Pironkovą i z deszczem

    Roland Garros: Radwańska przegrała z Pironkovą i z deszczem

    Hubert Zdankiewicz, Paryż

    Sportowy24

    Aktualizacja:

    Sportowy24

    Agnieszka Radwańska

    Agnieszka Radwańska ©Christophe Ena

    Miała być formalność, a zrobił się dramat. W niedzielny wieczór Agnieszka Radwańska prowadziła z Cwetaną Pironkovą 6:2, 3:0 i wydawało się, że tylko jakiś kataklizm może pozbawić ją drugiego w karierze ćwierćfinału Roland Garros. I kataklizm nastąpił, bo przez dwa następne dni w Paryżu niemal nie przestawało padać.
    Agnieszka Radwańska

    Agnieszka Radwańska ©Christophe Ena

    – Nie pamiętam tak mokrego turnieju Wielkiego Szlema. Wimbledon to przy tym normalnie słoneczne wyspy – kręcił głową w poniedziałek drugi trener Polki Dawid Celt, komentując decyzję organizatorów, którzy postanowili odwołać wszystkie zaplanowane na ten dzień mecze. Coś takiego na French Open wydarzyło się poprzednim razem dokładnie 16 lat temu – 30 maja 2000 roku. Wcześniej 25 maja 1930 roku.

    - Turniej, mimo deszczu, powinien skończyć się zgodnie z planem – zapewniał w poniedziałek dyrektor turnieju Guy Forget, ale wtorkowy poranek nie dawał powodów do optymizmu. W Paryżu znów padało od samego rana i tylko najwięksi optymiści wierzyli, że mecze rozpoczną się, zgodnie z programem, o godzinie 11.

    Pogoda tak dawała się wszystkim we znaki, że w internetowym sklepie Roland Garros zabrakło parasoli. Wszystkie trafiły do turniejowych butików, gdzie zazwyczaj stały smętnie przez cały turniej, bo kibiców odstraszała cena – 65 euro. Największy parasol z logiem turnieju wart jest niewiele mniej, niż całodzienny bilet na kort centralny im. Philippe Chatriera.

    Dopiero około południa deszcz osłabł na tyle, że organizatorzy zdecydowali się zdjąć plandeki z kortów i wpuścić na nie tenisistki. Mina Radwańskiej wyraźnie wskazywała jednak, że nie są to dla niej wymarzone warunki do gry. – Na pewno nie jest to komfortowa sytuacja, ale to są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Agnieszka jest na tyle doświadczoną zawodniczką, że sobie poradzi – Zapewniał Celt. Na grząskim korcie (już po kilku wymianach piłka zmieniła kolor z żółtej na brązowy) zdecydowanie lepiej czuła się Pironkova i to ona – po bardzo długim gemie – zdobyła swój pierwszy punkt w drugim secie.

    To kompletnie zmieniło sytuację na korcie. Bułgarka poszła za ciosem, przełamując po chwili Polkę. Nie kombinowała, po prostu biła mocno z głębi kortu, biegała, pokrzykiwała do siebie po udanych zagraniach. Nasza tenisistka miała z kolei problemy z poruszaniem się i w ogóle sprawiała wrażenie, jakby z każdym gemem coraz mniej chciało jej się grać. Nie pomogły pokrzykiwania Tomasza Wiktorowskiego (w trzecim secie trener Polski dostał za nie nawet upomniany przez panią arbiter), próbującego skłonić ją do większego wysiłku.

    Przy remisie 3:3 Radwańska po raz kolejny przegrała gema po swoim serwisie. Nieudany skrót przy 3:5 dał pierwszą piłkę setową Pironkovej, a po wpakowanym przez Polkę w siatkę forhendzie zrobiło się 1:1. Po chwili mecz został przerwany. Ku wielkiemu niezadowoleniu kibiców, którzy skwitowali decyzję sędziów gwizdami i buczeniem.

    Na korty tenisistki wróciły dopiero po ponad dwóch godzinach. Przerwa niczego jednak nie zmieniła, bo po wznowieniu gry na korcie im. Suzanne Lenglen nadal lepsza była Pironkova. Radwańska popełniała błędy, miała również problem z prawą ręką. Przegrywając 0:3 wezwała nawet na kort fizjoterapeutkę. Zabiegi medyczne niewiele jej jednak pomogły, bo po chwili dała się przełamać po raz kolejny i zrobiło się 0:4. Mimo toPolka zrewanżowała się rywalce i nie zamierzała odpuścić. Walczyła do końca, ale straty drugiego przełamania nie zdołała już odrobić i po 2 godzinach i 14 minutach Pironkova zakończyła spotkanie drugą piłką meczową.
    - Nie potrafię znaleźć słów, żeby oddać, jak bardzo jestem szczęśliwa – przyznała po ostatniej piłce Bułgarka, dla której jest to najlepszy rezultat w Roland Garros.

    Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia również na korcie nr 1. gdzie swój mecz 1/8 finału kończyły dwie byłe finalistki Roland Garros Simona Halep (z 2014 roku) i Samantha Stosur (z 2010). W niedzielę znacznie lepiej prezentowała się Rumunka i to ona prowadziła do momentu przerwania gry 5:3. We wtorek do głosu doszła jednak Australijka, która najpierw wyrównała, a potem rozstrzygnęła na swoją korzyść seta w tie-breaku.

    Zaraz na początku drugiego Halep dała się w dodatku przełamać i zapachniało – może nie sensacją – ale na pewno niespodzianką. Przy prowadzeniu Stosur 3:2 (i jej serwisie) na „jedynce” również trzeba było przerwać. Po wznowieniu gry Halep zdołała jednak wygrać już tylko jednego gema i to Stosur będzie ćwierćfinałową rywalką Pironkovej. I kto by się spodziewał.

    Cwetana Pironkova – Agnieszka Radwańska 2:6, 6:3, 6:3
    Samantha Stosur – Simona Halep 7:6(0), 6:3.



    Transmisje z Roland Garros w Eurosporcie i usłudze Eurosport Player

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Sportowy24 na Facebooku

      Galerie

      GOL24 na Facebooku

      Gry On Line - Zagraj Reklama