Sport

    Ważne
    Wisła Can-Pack Kraków. Nerwy od początku do końca i......

    Wisła Can-Pack Kraków. Nerwy od początku do końca i... wygrana!

    Justyna Krupa

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Wisła Can-Pack Kraków - 62, Energa Toruń - 58
    1/32
    przejdź do galerii

    Wisła Can-Pack Kraków - 62, Energa Toruń - 58 ©Anna Kaczmarz

    Wisła Can-Pack Kraków - 62, Energa Toruń - 58. Tak emocjonującego ćwierćfinału mistrzostw Polski koszykarek w krakowskiej hali przy ulicy Reymonta nie było od lat. Finał spotkania był udany dla Wisły Can-Pack.
    Wisła z Energą zaczęły walkę o półfinał Tauron Basket Ligi Kobiet. Już pierwsze starcie ćwierćfinałowe było wyjątkowo zacięte.

    Trener Jose Hernandez chciał, by jego zespół zaczął zdecydowanie i agresywnie. Tymczasem to torunianki na początku dyktowały swoje warunki. Najlepiej czują się w szybkiej, nieco chaotycznej grze i tak właśnie wyglądała pierwsza kwarta. A wiślaczki nie umiały się w tym odnaleźć. Miały kłopot ze spokojnym konstruowaniem ataku. W efekcie były bardzo nieskuteczne. Tymczasem Energa prowadziła już 12:6.

    W końcu jednak z dystansu przymierzyła Laura Nicholls. Wisła zaczęła odrabiać straty. Wtedy nerwy puściły trenerowi Energi Elmedinowi Omaniciowi. Po poprzednim meczu w Krakowie narzekał pół żartem, że szkoleniowiec Wisły „straszył sędziów”. Tym razem Bośniak sam włożył za dużo energii w przekonywanie ich do swoich racji. Doszło do tego, że uspokajali go członkowie własnego sztabu, co oczywiście skończyło się przewinieniem technicznym. To też pokazywało, jaka była temperatura tej rywalizacji.

    Ostatecznie to Wisła kończyła pierwszą kwartę z minimalną przewagą. Impulsywna reakcja szkoleniowca Energi nie posłużyła jego zespołowi. Toruńska ekipa nie była w stanie zdobyć punktu przez prawie 9 minut z rzędu. Przyjezdne koncentrowały się na wyjątkowo agresywnej obronie, raz po raz ryzykując faule. Dopiero Renee Taylor przełamała tę niemoc po czterech minutach drugiej kwarty. W końcu torunianki doprowadziły do remisu 16:16. Pod koszem z każdą minutą rozkręcała się jednak DeNesha Stallworth. Amerykanka w drugiej partii zdobyła aż 8 punktów. W efekcie to Wisła schodziła na przerwę, prowadząc w meczu 28:25.

    Kłopot Wisły polegał na tym, że w porównaniu z Energą miała tego dnia bardzo „krótką” ławkę rezerwowych. Trener Hernandez miał do dyspozycji raptem dwie profesjonalne zmienniczki. A przy wysokim tempie gry, jakie forsowały przyjezdne, łatwo było stracić siły. Zwłaszcza, że w drugiej połowie obraz gry niewiele się zmienił. To nie był pokaz efektownej koszykówki. Raczej harówka w obronie, i to po obu stronach.

    W trzeciej partii wiślaczkom udało się jednak wypracować 7-punktowe prowadzenie. Wtedy trójką odpowiedziała Magdalena Skorek. To był element, który w Wiśle tego dnia szwankował. Rzuty z dystansu nie wpadały krakowiankom tak często, jak zwykle. Mimo to, udało im się wyjść na prowadzenie 43:36 przed decydującą kwartą. To była spora zaliczka.

    W końcówce Wisła straciła jednak Nicholls, która przekroczyła limit fauli. Przewaga krakowianek skurczyła się do dwóch oczek, na dwie minuty przed końcem. Wkrótce Energa doprowadziła do remisu dzięki rzutom osobistym. Emocje w hali sięgnęły zenitu. W końcu zwycięstwo Wiśle uratowała Yvonne Turner, dzięki opanowaniu na linii rzutów wolnych.

    - Byliśmy lepsi. Nie wygrała wcale lepsza drużyna - przekonywał Omanić.

    - Nie jest łatwo grać przeciwko takiej ekipie, jak Energa - przyznał Hernandez. Rewanż już w sobotę w Toruniu.




    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Sportowy24 na Facebooku

      Galerie

      GOL24 na Facebooku

      Gry On Line - Zagraj Reklama