Sport

    Żelazna defensywa Śląska powstrzymała Legię

    Żelazna defensywa Śląska powstrzymała Legię

    Tomasz Dębek

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Nikolić był najbliżej pokonania bramkarza Śląska, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce

    Nikolić był najbliżej pokonania bramkarza Śląska, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce ©Szymon Starnawski /Polska Press

    Po dwóch kolejkach Lotto Ekstraklasy mistrz Polski nie ma na koncie żadnego zwycięstwa. W sobotę legioniści przez 90 minut bili głową w mur. Wspaniale spisująca się obrona Śląska nie pozwoliła im na strzelenie gola, a mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
    Nikolić był najbliżej pokonania bramkarza Śląska, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce

    Nikolić był najbliżej pokonania bramkarza Śląska, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce ©Szymon Starnawski /Polska Press

    Cztery dni po wymęczonym zwycięstwie (2:0) ze Zrinjskim Mostar w II rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów Legia wróciła do zmagań w Lotto Ekstraklasie. W sobotę rywalem drużyny Besnika Hasiego był Śląsk Wrocław. Albański szkoleniowiec w ostatnich dniach stracił dwóch ważnych zawodników - Ondreja Dudę (transfer do Herthy Berlin) i Guilherme (kontuzja barku). Mocno w składzie jednak nie mieszał, wystawił najsilniejszą możliwą jedenastkę. Przed środowym meczem z AS Trenczyn oszczędził tylko siły Michała Kucharczyka, który w czterech dotychczasowych spotkaniach tego sezonu grał od pierwszej minuty.

    Stołeczny klub zagrał bez nominalnych skrzydłowych. W środku pola operowali Tomasz Jodłowiec, Michał Kopczyński i Thibault Moulin, przed nimi Kasper Hamalainen, a parę napastników stworzyli Nemanja Nikolić oraz Aleksandar Prijović. Ten ostatni od początku spotkania stanowił największe zagrożenie w polu karnym Mariusza Pawełka. W 18. minucie przedryblował kilku rywali, wpadł w pole karne, lecz jego strzał minął słupek. Chwilę później znów dobrze znalazł się w "szesnastce", lecz dwa jego strzały zostały zablokowane. Powiedzenie "do trzech razy sztuka" w przypadku Szwajcara się nie sprawdziło. Po dośrodkowaniu Bartosza Bereszyńskiego napastnik główkował wysoko nad bramką.

    Legia miała optyczną przewagę, ale niewiele z tego wynikało. Wrocławianie odgryzali się kontrami dość rzadko. Najbliżej szczęścia był Filipe Gonalves, którego mocny strzał z dystansu przeleciał nad poprzeczką bramki Arkadiusza Malarza. Po drugiej stronie boiska świetnie spisywali się obrońcy Śląska. Pawełek rzadko był zmuszany do wysiłku, bo jego koledzy blokowali najgroźniejsze strzały legionistów. Do przerwy nie udało się przerwać strzeleckiego impasu. Na dodatek tuż przed końcem pierwszej połowy z boiska musiał zejść Adam Hlousek. Nie wiadomo jeszcze jak poważna jest kontuzja czeskiego obrońcy, pewne jest jedno - Hasi na początku pracy w Legii ma mocno pod górkę.

    Mimo słabej frekwencji (12 179 widzów) w drugiej połowie doping kibiców z "Żylety" roznosił się daleko poza stadion przy ulicy Łazienkowskiej. Piłkarze nie potrafili się jednak dostosować do poziomu fanów. Futbolowa bryndza trwała w najlepsze i z rzadka przerywały ją strzały (zwykle niecelne) z obu stron. Legia nadal biła głową w mur starając się przejść świetnie zorganizowaną defensywę rywali, ci z kolei kontrowali odważniej niż w drugiej połowie. Groźnie strzelali m.in. Ryota Morioka, Alvarinho, Augusto i Goncalves.

    Z każdą minutą pogoni za upragnioną bramką sytuacja Legii stawała się coraz mniej godna pozazdroszczenia. Hasi wprowadził na boisko dwóch najofensywniej usposobionych zawodników z ławki - Kucharczyka i Jakuba Koseckiego (wcześniej w tym sezonie zagrał zaledwie minutę w Superpucharze Polski). Wejście dwóch skrzydłowych nieco rozruszało poczynania gospodarzy. Legia wróciła do prostej gry (do realizacji pierwotnych pomysłów trener wydaje się nie mieć wykonawców) i w końcówce meczu kilka razy pod bramką Pawełka mocno się zakotłowało. W poprzeczkę uderzył Nikolić, jego strzał dobijał przewrotką Prijović, ale trafił w boczną siatkę. Chwilę później do pustej bramki mógł wbić piłkę "Kuchy", ale nie zorientował się w sytuacji. Kilka sekund później zamiast 1:0 mogło zrobić się 0:1, ale Malarz do spółki z Michałem Pazdanem wyjaśnili bardzo groźną sytuację.

    W ostatnich minutach spotkania wynik nie uległ już zmianie. Po dwóch kolejkach ligowych Legia ma na koncie dwa remisy. Kibice obrońców tytułu po końcowym gwizdku w dosadnych słowach wyrazili swoje niezadowolenie z gry drużyny. Pocieszać mogą się jedynie tym, że kluczowe spotkanie czeka ich w środę. Wygrana w Trenczynie bardzo zbliżyłaby Legię do ostatniej, IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Aby tego dokonać, Wojskowi muszą jednak zacząć wykorzystywać sytuacje pod bramką rywali. Z taką grą jak do tej pory w Champions League nie mają czego szukać.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Sportowy24 na Facebooku

      Galerie

      GOL24 na Facebooku

      Gry On Line - Zagraj Reklama