Ważne
    MŚ w Lahti. Maciej Kot: Stałem obok podium i była lekka...

    MŚ w Lahti. Maciej Kot: Stałem obok podium i była lekka zazdrość

    Przemysław Franczak, Lahti

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Maciej Kot

    Maciej Kot ©Pawel Relikowski / Polska Press

    - Fakt, że coś nie poszło po naszej myśli, wyzwala taką sportową złość - mówi Maciej Kot, 5. zawodnik konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni w Lahti.
    Maciej Kot

    Maciej Kot ©Pawel Relikowski / Polska Press

    W niedzielę wieczorem wziął Pan udział w medalowej ceremonii, na którą zapraszanych jest sześciu najlepszych zawodników, stał Pan metr od podium. Tak daleko, tak blisko?
    Towarzyszyły mi mieszane uczucia. Z jednej strony radość i duma, w końcu to była moja pierwsza dekoracja w konkursie indywidualnym na mistrzostwach świata. I jest to – jak by nie patrzeć - jednak najlepsza szóstka na świecie. Ale z drugiej, spoglądając na trójkę stojącą na podium i odbierającą medale, to pojawiło się takie uczucie zazdrości, niedosytu.
    Chciałoby się być na ich miejscu. To też jednak jest taka dodatkowa motywacja, żeby walczyć dalej. Przed nami jeszcze dwa konkursy i nic nie jest przesądzone. Nikt nie powiedział, że nie będziemy na tym podium jeszcze stali.

    Wasze wyniki, ogólnie rzez biorąc, były bardzo dobre, ale nosy trochę mieliście zwieszone na kwintę. Jaka była potem wieczorem atmosfera w ekipie?
    Spędziliśmy ten czas razem. Mieszkamy w w jednym domku, trudno było się unikać. Nie było specjalnie smutno, ale nie było hurraoptymizmu i świętowania, bo nie było powodu. Staraliśmy się zrelaksować, poszliśmy do sauny. Porozmawialiśmy, a potem jedni oglądali filmy, inni grali w karty. Każdy miał jakiś sposób, żeby głowa odpoczęła i nie myślała już o skokach. A w niedzielę wstaliśmy z myślą, że to jest już nowy dzień i czas zacząć pracować nad konkursem na dużej skoczni.

    Co mówił trener Stefan Horngacher?
    Wyraził podziękowanie dla całej drużyny, która wykonała naprawdę dobrą robotę. Kombinezony sprzęt były przygotowane super, prędkości najazdowe były bardzo dobre. Cały sztab pod względem organizacyjnym spisał się świetnie. Z wyników też był zadowolony, ale podzielił nasze zdanie, że zabrakło kropki nad „i”. Pewne szczegóły złożyły się po prostu na to, że medalu nie było, ale to jest cały czas wysoki poziom. Podkreślił, że jesteśmy bardzo mocni i możemy walczyć o sukcesy na dużej skoczni.

    Analiza, jakie szczegóły były decydujące, została zrobiona?
    W moim przypadku jeszcze w sobotę. Mam taki nawyk, że nie pójdę spać, dopóki nie będę wiedział, co poszło dobrze, a co źle. Muszę mieć wszystko przeanalizowane, zapisane, żeby później to nie uciekło.

    I jakie wnioski były tym razem?

    W moich skokach największym błędem było to, że w locie dużo traciłem przez to, iż chciałem lecieć jak najdalej. To jest taki paradoks w skokach, że w locie trzeba zachować spokój, cierpliwość. Na treningach wyglądało to dobrze, a w zawodach ciut gorzej. Wyjście z progu było dobre, a nagle w locie za wszelką chciałem ten skok „wyciągnąć”. Przez to byłem zbyt agresywny w powietrzu, a to potem powodowało problemy np. z telemarkiem. Na dodatek warunki były niekorzystne, a wtedy agresywny styl skakania nie jest wskazany. To zaważyło na wyniku. Takie błędy można jednak łatwo wyeliminować.

    Wpływ na takie drobiazgi mogło mieć to, że dominowaliście na treningach, a wszyscy z uznaniem klepali was po plecach?
    Nie, przecież nie było czegoś takiego, że ktoś przychodził i mówił: „kurczę, ale ty skaczesz, ale masz formę”. Po drugie każdy dobry skok dodaje pewności siebie, swobody. Zawodnik wtedy widzi, że jego plan się sprawdza i trzeba go tylko powtórzyć w zawodach. A gdy coś nie idzie, to zaczyna się nerwówka. Dla nas to była więc komfortowa sytuacja.

    Adam Małysz stwierdził, że po takim konkursie człowiek rwie się na skocznię, chciałby, żeby zaraz były kolejne zawody.
    Coś w tym jest. Jesteśmy w superdyspozycji. Wiemy, że było blisko, wiemy na co nas stać. Fakt, że coś nie poszło po naszej myśli, wyzwala taką sportową złość. Ale czekać musimy do czwartku. Fajnie jednak, że treningi zaczęły się już w poniedziałek.

    Austriak Stefan Kraft, złoty medalista, mówił, że był zaskoczony brakiem Polaka na podium.
    Słyszałem. Powiedział nawet takie słowa, że według niego wpływ na to mogły mieć też słabsze warunki, w których skakaliśmy. A on miał bardzo dobre w obu skokach. To również są miłe słowa, że inni widzą nasz potencjał. My też znamy swoją wartość i będziemy chcieli na dużej skoczni pokazać, co potrafimy.







    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Gry On Line - Zagraj Reklama