Lubański: Nikt nie zabierze magii Stadionowi Śląskiemu w...

    Lubański: Nikt nie zabierze magii Stadionowi Śląskiemu w Chorzowie

    Rafał Musioł

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Lubański: Nikt nie zabierze magii Stadionowi Śląskiemu w Chorzowie

    ©Andrzej Banas / Polska Press

    Dla Włodzimierza Lubańskiego, legendarnego piłkarza, Stadion Śląski to miejsce chwały i dramatu.
    Lubański: Nikt nie zabierze magii Stadionowi Śląskiemu w Chorzowie

    ©Andrzej Banas / Polska Press

    Czym dla pana jest Stadion Śląski?
    Miejscem, które przez mnóstwo lat było sercem polskiej piłki. To na nim reprezentacja rozgrywała najważniejsze mecze i odnosiła wielkie sukcesy, a na trybunach pojawiały się dziesiątki tysięcy kapitalnie dopingujących nas ludzi. Podobnie rzecz się miała również z rozgrywkami klubowymi. Było wiadomo, że jeśli dzieje się coś bardzo istotnego, to areną będzie właśnie chorzowski Kocioł Czarownic.


    CZYTAJ KONIECZNIE
    STADION ŚLĄSKI JAKIEGO NIE ZNACIE



    W pana przypadku był on zarówno areną chwały, jak i dramatu.
    Dokładnie tak. I to w jednym meczu. Jak widać sport to zadziwiająca mieszanka emocji. Muszę przyznać, że teraz, po blisko 45 latach, bardziej pamiętam i częściej wspominam strzeloną Anglikom bramkę niż faul McFarlanda. W końcu wygraliśmy z Anglią, co do dziś dla naszej reprezentacji jest nie lada wyzwaniem.

    Pana gol, strzelony w tamtym meczu, rozegranym 6 czerwca 1973 roku, do dziś uchodzi za kanon zachowania napastnika.
    Świetną robotę wykonał też bank informacji. Wiedziałem już przed meczem, że Bobby Moore potrzebuje sporo czasu, żeby rozegrać piłkę, a do tego jest bardzo pewny siebie, przez co lekceważy trochę przeciwników. W takim właśnie momencie go zaatakowałem, odebrałem piłkę, strzeliłem bardzo ważną, ale i ładną bramkę.

    A potem miał miejsce dramat.
    Uważam, że nie było w tym złośliwości. Raczej przypadek, ale niestety o bardzo poważnych skutkach. McFarland wszedł wślizgiem, trafił mnie w piętę, ja byłem rozpędzony, no i kolano nie wytrzymało. Już jak upadłem, wiedziałem, że jest bardzo niedobrze.

    Wspomniał pan też o meczach klubowych. Podobnie jak w przypadku zwycięstwa nad Anglią, także tu osiągnął pan coś niezwykłego, czyli awans do finału europejskich pucharów. A kluczem był słynny trójmecz z Romą, w tym rozegrane 15 maja 1970 roku spotkanie na Stadionie Śląskim z pana dwoma słynnymi bramkami.
    Miałem taką sztuczkę, którą w tym meczu w dogrywce wykorzystałem. Poszedłem z piłką do linii końcowej, oddałem strzał wewnętrzną częścią stopy, piłka dostała idealnej rotacji i po odbiciu się od słupka wpadła do siatki. To było rzeczywiście idealne (śmiech). Szkoda tylko, że Włosi zdołali jeszcze wyrównać, co oznaczało trzeci mecz i pamiętny rzut monetą.

    Tamten gol padł w dogrywce, ale wcześniej był rzut karny, bez którego tej dogrywki by nie było. Co pan czuł podchodząc do piłki w ostatniej sekundzie spotkania?
    Do dziś mam ciarki, gdy to wspominam. Sto tysięcy ludzi na stojąco, ja z piłką na jedenastym metrze i strzał o być albo nie być. Miałem w głowie sto myśli. Do dziś się zastanawiam, nawet mi się to kiedyś przyśniło, że nie trafiam… Nerwy były napięte maksymalnie, koledzy też to widzieli. Podszedł do mnie Erwin Wilczek i powiedział, że mam spokojnie strzelać, tak jak zawsze. Podjąłem decyzję, gdzie uderzę, miałem tylko nadzieję, że bramkarz rzuci się w drugą stronę. Wiele jednak zależało od czystego trafienia piłki. Postanowiłem kopnąć ją bardzo mocno, wewnętrzną częścią stopy. Wszystko wyszło tak, jak założyłem, a wybuchu radości tych przepełnionych trybun i uczucia wielkiej ulgi nigdy nie zapomnę.

    Swój ostatni mecz w reprezentacji także rozegrał pan w Chorzowie.
    To było 24 września 1980 roku. Graliśmy towarzysko z reprezentacją Czechosłowacji, zremisowaliśmy 1:1, a ja strzeliłem gola. Na trybunach było może dwadzieścia tysięcy ludzi, ale trudno się temu dziwić, bo przecież wszyscy chyba pamiętają, jaki to był okres w Polsce. Piłka z pewnością nie była wtedy najważniejsza. Wykorzystałem wtedy rzut karny po faulu na Zbigniewie Bońku. Mówiono, że był to mój 50 gol w kadrze, potem po weryfikacjach zmniejszono ten dorobek do 48.

    Bywał pan też na Stadionie Śląskim później, już jako widz i VIP?
    I zawsze były to dla mnie duże przeżycia. Nikt temu obiektowi nie odbierze magii ani wspomnień, jakie z nim się wiążą i dla piłkarzy, i dla kibiców.

    Pojawi się pan na trybunach po zakończeniu przebudowy?
    Z największą przyjemnością. Mam nadzieję, że Śląski znów będzie ważnym miejscem na piłkarskiej mapie. Myślę, że polska piłka znajduje się w takim miejscu, że będziemy świadkami wielu znaczących wydarzeń z nią związanych. I także Chorzów powinien na tym skorzystać.

    Zobacz Stadion Śląski na zdjęciach 360 stopni. Kliknij w przycisk PLAY i przeglądaj zdjęcia


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Partnerzy projektu

      Stadion Śląski na zdjęciach 360°

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      DZ poleca

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Gry On Line - Zagraj Reklama