Banki nie pośpieszą się z tanim frankiem - rozmowa z Łukaszem Piechowiakiem, ekonomistą Bankiera.pl.

Szwajcarski Bank Narodowy po raz pierwszy w historii wprowadził ujemne stopy procentowe. Czy można więc na sto procent powiedzieć, że idą lepsze czasy dla posiadających kredyty we frankach?

- Sprawa jest bez precedensu. Istnieje teoretyczna możliwość, że polskie banki zaczną dokładać do takich kredytów, czyli ich posiadacze nie będą musieli spłacać części odsetkowej, tylko regulować kapitałową.

Dlaczego mówi pan, że to tylko teoretyczna możliwość?

- Wszystko zależy od tego, jak są skonstruowane umowy, ponieważ może być w nich zapis, że w przypadku ujemnego LIBORU (stopy procentowej na rynku międzybankowym - red.), bank stosuje wartość 0 procent, czyli odsetki są obliczane do wysokości marży.

Jednak z tego, co się orientuję, dużo umów nie na takiego zapisu. Wchodzi więc w grę ujemny LIBOR. Wówczas oprocentowanie kredytów we frankach będzie niższe niż marża. Wysokość rat może spaść do kapitału.

Kiedy można się tego spodziewać?

Nie wcześniej niż za trzy miesiące, ponieważ banki zawsze reagują na takie informacje z opóźnieniem.

Zdecydowanie szybciej podejmują decyzję, gdy stopy idą w górę...

Niestety, tak jest. Mieliśmy przecież nawet procesy w sądach. Klienci skarżyli je za to, że śpieszyły się podnosić raty, gdy stopy procentowe rosły, a w przeciwnym razie - zwlekały. Tak może być również i tym razem. Aż tak optymistycznie nie widzę szybkiego przełożenia na polski rynek, a bardziej lawinę pozwów.Zwłaszcza, że Bankier.pl zapytał banki, jak w takiej sytuacji zamierzają naliczać raty kredytów i na razie odpowiedziały nam, że trwają analizy prawne.

Do tego kurs franka wcale nie jest na niskim poziomie.

Frank szwajcarski kosztuje 3,5 zł i to nie jest dobry kurs dla Polaków zadłużonych w tej walucie. To, czy frankowcy rzeczywiście zapłacą mniej, zależeć będzie właśnie od kursu wobec złotego.