Opodatkowanie tych firm oznacza, że będą musiały znaleźć pieniądze, by zrekompensować straty.

- PiS zapowiedział, że szybko znajdzie pieniądze na spełnienie obietnic, czyli między innymi opodatkuje banki i sklepy wielkopowierzchniowe - powiedział nam Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Komu przypadnie rola żandarma?

Kuczyński nie wierzy, że przybędzie z tego powodu dużo gotówki, bo co najwyżej 5 - 6 mld zł, a tylko na wypłaty po 500 zł na dziecko potrzeba ok. 22 miliardów. Jednak sklepy i banki na pewno stracą, więc będą usilnie szukały sposobu, żeby sobie wzrost kosztów zrekompensować.

Oficjalnie Paweł Szałamacha, który ma szanse na tekę ministra w nowym rządzie, przedstawił w TVN 24 BiŚ wizję konkurencyjnego ruchu największego banku detalicznego: "Ja bez problemu wyobrażam sobie sytuację, gdy prezes kontrolowanego przez Skarb Państwa PKO BP składa oświadczenie publiczne, w którym zaprasza klientelę konkurencji, gdyby próbowała podwyższyć opłaty". Czyli, PKO BP miałby pełnić rolę "żandarma" strzegącego interesów klientów.

- Skarb Państwa, używając PKO BP jako instrumentu wywierania nacisku na konkurentów, musiałby liczyć się z pogorszeniem jego wyników, a co za tym idzie, zmniejszeniem ewentualnej dywidendy - komentuje dr Michał Kisiel, analityk Bankiera.pl.

Biznes jest wtedy, gdy się na nim zarabia

Czy to jest więc realny scenariusz? - Banki są spółkami akcyjnymi i akcjonariusze oczekują, by przynosiły im zyski, a nie na odwrót - mówi nam analityk. - Przypomnę, że gdy straciły na obniżce opłaty interchange (pobieranej przez bank w przypadku płatności kartami - red.), wprowadziły podwyżki dla klientów. Nie inaczej będzie i tym razem. Muszą zrekompensować sobie straty z tytułu nowego podatku.

Według Kisiela mogą wymuszać na klientach, by stali się jeszcze bardziej aktywni i więcej płacili kartami. W przeciwnym razie ich konta podrożeją. - Oczywiście, są pewne granice, gdyż nie można narzucić limitu takiej płatności na poziomie 3 tys. zł miesięcznie, jeśli ktoś zarabia 2 tysiące. Nie sądzę też, że podwyżki dotkną już spłacających kredyty, ale ucierpią osoby planujące zadłużyć się. O ile trudno będzie bankom zdobyć dodatkowe pieniądze z wyższego oprocentowania, maksymalne jest ustalone ustawowo, na pewno wzrosną opłaty za prowizje czy marże. Przecież biznes ma sens tylko wtedy, gdy się na nim zarabia - podsumowuje dr Michał Kisiel.

Mogą stracić i klienci, i pracownicy

PiS przedstawił również projekt ustawy o daninach dla sklepów o powierzchni powyżej 250 merów kwadratowych. Wyniesie do 2 proc. przychodów. "Proponowany podatek obrotowy ma na celu wypełnienie luki w opodatkowaniu dochodów sklepów wielkopo-wierzchniowych. Jest to o tyle istotne, że udział wpływów podatku w przychodach małego i średniego biznesu, zajmującego się handlem detalicznym, jest ponad dwukrotnie wyższy niż w takich sklepach. Nowy podatek ma również przeciwdziałać ekspansji zagranicznych sieci" - uzasadnia Prawo i Sprawiedliwość.

CZYTAJ TEŻ: Piotr Kuczyński: - Rząd musi zarobić, żeby później dać 500 zł na dziecko. Komu wyszarpie pieniądze?

Efekt? W konsekwencji ucierpią także klienci.

- Sklepy będą miały spory problem z utrzymaniem ceny - uważa Maria Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która zrzesza sieci handlowe. - Najbardziej odczują to dostawcy, którzy zostaną zmuszeni, by sprzedawać swoje produkty za mniejsze pieniądze. Duzi mogą sobie z tym jakoś poradzić, ale mniejszych czekają jeszcze większe kłopoty. Mogą wypaść z rynku. Nastąpią ograniczenia asortymentu, ponieważ sklepów nie będzie stać, by posiadać go jak najwięcej na półkach. Poza tym trzeba będzie ciąć wydatki na inwestycje. Oszczędności dotkną również zatrudnionych, gdyż wielce prawdopodobne jest, że trzeba będzie zredukować liczbę etatów.