Prognozę ekonomiczną dla kontynentu na lata 2014-2015 opublikowała Komisja Europejska.

Zdaniem Brukseli zanosi się na ciąg dalszy powolnego zdrowienia gospodarki: coraz wyraźniejszy wzrost produktu krajowego brutto, a co za tym idzie - zmniejszanie się bezrobocia w ciągu dwóch najbliższych lat i przyrost inwestycji.

To już kolejna z cyklicznych prognoz KE (tym razem opublokowana 25 lutego), która Polsce zapowiada lepsze wyniki ekonomiczne od średniej obejmującej wszystkie państwa Unii.

Rok ubiegły zakończyliśmy wzrostem PKB 1,6 proc. Obecny rok powinien zamknąć się - według unijnej prognozy wzrostem na poziomie 2,9 proc, a rok 2015 - 3,1 proc (rok do roku). Dla całej UE odpowiednio są to wzrosty: 0,1 proc., 1,5 proc. i 2 proc.

Zgodnie z tym, co w przeddzień publikacji przewidywała „Pomorska” w rozmowie z analitykiem Markiem Zuberem, jedną z lokomotyw polskiego wzrostu ma być popyt wewnętrzny. - Aczkolwiek potrzebna jest odbudowa zaufania konsumentów i utrzymuje się stosunkowo wysoka stopa bezrobocia - zastrzegają brukselscy analitycy. I w tym punkcie zapowiedzi nie są aż tak radosne, jakbyśmy sobie tego życzyli. Wg unijnego systemu liczenia, rok ubiegły zakończyliśmy z 10,4-proc. stopą bezrobocia (13,4 wg metody przyjętej przez polski GUS). W przeciągu dwóch lat powinno spaść, choć tylko do 10,1 proc. Chociaż to również lepiej niż europejska średnia.

Sprzyja nam m.in. - w ocenie autorów prognozy - poprawiająca się koniunktura u naszych głównych partnerów handlowych (wpłynie dobrze na eksport). Zaś zagraża osiągnięciu prognozowanych wyników z jednej strony ryzyko mocniejszego niedowartościowania złotówki (zdusiłoby całkowicie import), a z drugiej - obawa przed większą niż teraz inflacją, która osłabiłaby wartość naszych zarobków i ograniczyłaby konsumpcję.