Zobaczymy ludzką twarz urzędników ściągających podatki - takie bajki wciska Polakom resort finansów.

Tymczasem w liczącej niespełna 15 tys. mieszkańców kujawsko-pomorskiej Chełmży, za sprawą sprzecznych decyzji celników, stanął zakład, 80-osobowa załoga pójdzie na bruk.

Krajobraz jak po bitwie

Na miejscu jest jeszcze tylko garstka osób, musieliśmy zrezygnować z 15 pracowników, którym właśnie skończyły się umowy czasowe, reszta poszła na przymusowe urlopy - ubolewa Krzysztof Grabowski, dyrektor finansowy firmy Bioetanol AEG w Chełmży, która do niedawna produkowała alkohol etylowy z przeznaczeniem na wyroby chemiczne.


Choć wszystkie sprawy dotyczące cofnięcia jej pozwoleń na prowadzenie działalności są na etapie postępowania odwoławczego, zakład musiał stanąć - komornik zajął majątek (wart 24 mln zł) i konto firmowe.

 

 - Kłopoty sparaliżowały naszą pracę. Będziemy mieli problemy z wypłatą wynagrodzeń. Jesteśmy na granicy bankructwa - mówi Grabowski.

Oto krajobraz po bitwie, jaką pod koniec 2013 roku wytoczyli przeciwko lokalnej gorzelni toruńscy celnicy. Wtedy wszczęli oni postępowanie, którego celem było cofnięcie pozwolenia na prowadzenie składu podatkowego. Tajemniczo brzmi to według nomenklatury urzędniczej, a znaczy po prostu, że bez niego nie wolno produkować alkoholu etylowego.

Firma dostała nakaz dostosowania się do nowych unijnych przepisów, tzn. do zasad, na podstawie których jej wyroby mogą być zwolnione z akcyzy.

- Zgodnie z nimi dodaliśmy do produktów więcej substancji chemicznych - wspomina Grabowski. - Równocześnie, w styczniu 2014 roku, wystąpiliśmy o interpretacje podatkowe do Izby Skarbowej w Bydgoszczy. Odpowiedź była korzystna, czyli, że nasze produkty są zwolnione z akcyzy. W uzasadnieniu decyzji znalazł się fragment, że teoretycznie gdybyśmy źle sklasyfikowali nasz wyrób, zwolnienie z akcyzy mogłoby nie obowiązywać. Zaskarżyliśmy ten akapit do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy. Był po naszej stronie. Uznał, że interpretacja jest prawidłowa, a fragment, o którym mowa, nie może być prawem.


Łącznie zostały wydane aż trzy indywidualne decyzje podatkowe, które potwierdziły brak należności akcyzowych od nowych produktów Bioetanolu.

 

Dyrektor finansowy gorzelni twierdzi, że naczelnik Urzędu Celnego w Toruniu nie czekając na wyrok sądu naliczył pierwszą kwotę należności podatkowych w wysokości 4,4 mln zł i nie zaprzestał, gdy wyrok już zapadł. 

Cofnął zezwolenie na prowadzenie składów podatkowych, czego efektem było zamknięcie - 20 lutego tego roku - produkcji alkoholu etylowego w Chełmży.

Gorzelni naliczono łącznie, na podstawie pięciu decyzji domiarowych, ok. 70 mln zł zaległości. Cztery z tych spraw dyrektor Izby Celnej w Toruniu uchylił do ponownego rozpatrzenia przez naczelnika. Jako powód podał m.in. brak wskazania podstawy prawnej do naliczenia podatku.

Tymczasem majątek firmy został zabezpieczony na poczet ewentualnych zaległości.

5 marca tego roku spółka Bioetanol złożyła wniosek o układową upadłość licząc, że urzędnicy pokażą jednak ludzką twarz. Wydadzą zgodę na produkcję i gorzelnia nie zostanie zlikwidowana.

Sąd, sąd i jeszcze raz sąd

Co na to celnicy?

"Sprawy cofnięcia pozwoleń na prowadzenie składów podatkowych znajdują się na etapie postępowania odwoławczego" - potwierdza w swoim oświadczeniu Wojciech Baranowski, dyrektor Izby Celnej w Toruniu. "Naczelnik UC wezwał spółkę do usunięcia uchybień w postaci prowadzenia działalności niezgodnie z przepisami. Z wyników badań laboratoryjnych produktu wynika jednak, że ich nie usunęła. Ponadto, jeżeli firma ze skażonego częściowo alkoholu etylowego produkuje wyrób, który nadal jest alkoholem skażonym, zwolnienie od akcyzy nastąpi dopiero wtedy, gdy przeznaczy go do produkcji artykułów nie do spożycia".

Dalej dyrektor tłumaczy: "Jako organy podatkowe realizujemy zadania i obowiązki na podstawie przepisów prawa. Każda sprawa ma charakter indywidualny. W postępowaniu analizowane są wszystkie okoliczności, a strona ma możliwość zaskarżenia decyzji wnosząc odwołanie do organu drugiej instancji, a w dalszej kolejności skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a następnie do Naczelnego Sądu Administracyjnego".

Wynika z tego, że chełmżyńską spółkę czeka jeszcze naprawdę długa droga między różnymi sądami.
Do sprawy wrócimy.