Za rok kierowcy samochodów będą szczodrzej wspierać budowę tras... kolejowych. Nie odczują tego przy kasie? Podobno.

- To nie jest jakieś zupełne zaskoczenie dla branż paliwowej czy motoryzacyjnej. Od pewnego czasu mówiło się o takiej możliwości - zaznacza dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw serwisu e-petrol.pl.
Mowa o przyjętym we wtorek przez Radę Ministrów projekcie zmian w kilku ustawach. Ich ostatecznym skutkiem ma być zasilenie większymi pieniędzmi Funduszu Kolejowego. Prowadzić zaś ma do tego zmiana w opodatkowaniu paliw płynnych.

Rząd chce w latach 2014-2020 podnieść udział tzw.

opłaty paliwowej w całkowitym koszcie sprzedawanego surowca. Te nowe sumy pójdą w całości na Fundusz Kolejowy (dotychczas z opłaty na FKszło 20 proc. wpływów, a 80 proc. - na Krajowy Fundusz Drogowy).  I mają pomóc rządowi uzbierać na polski wkład do jak największej liczby projektów kolejowych współfinansowanych przez Unię Europejską.
- Jednocześnie o te same wartości zostaną obniżone stawki podatku akcyzowego od paliw silnikowych - komunikuje Centrum Informacyjne Rządu. I zapewnia: - To oznacza, że projektowana regulacja nie będzie miała wpływu na ceny paliw na stacjach benzynowych.
Ale niezależni eksperci nie są do tego w pełni przekonani.

Co zrobią detaliści?
- Wzajemne wyrównanie się obu składników ceny paliwa to jest założenie teoretyczne - mówi, w rozmowie z agencją Newseria Biznes, Bogusław Kowalski - ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - W praktyce zmiana w strukturze kosztów paliwa zawsze jest okazją do tego, aby dostawcy paliw i sprzedawcy skorzystali z tego i cenę podnieśli - przyznaje Kowalski.

Jakub Bogucki także przyznaje, że to możliwe, choć zwraca uwagę, iż nawet po podwyżce udział opłaty paliwowej jest względnie nieduży w cenie płaconej przy dystrybutorze: - Jak dotąd zmiany opodatkowania na pewno nie przekładały się na żadne obniżki. A podwyżki silniej zależą od ruchu cen na rynkach światowych - mówi.

Bogucki przestrzega przed prostym wiązaniem krótkoterminowych wahnięć na rynku z wprowadzanymi zmianami: - Mówiąc w pewnym uproszczeniu, okresem przewidywalnych podwyżek na stacjach jest czas przedwakacyjny i całe lato. Widzimy już początek tego zjawiska, ale to normalny trend sezonowy. Na razie bez związku z nowymi projektami rządu. Być może ich wpływ zostanie zmarginalizowany przez gwałtowniejsze zmiany po stronie globalnych producentów - dodaje.

Ile jakiego podatku w paliwie

Kto się zrzuci na zabezpieczenie
W przyjętych wczoraj przez rząd projektach jest jednak pewien haczyk. Podmioty, które są zobowiązane do uiszczania opłaty paliwowej, od nowego roku będą też musiały składać zabezpieczenie akcyzowe. Czyli m.in. producenci i importerzy będą zawczasu musieli wpłacać fiskusowi kwoty, pokrywające „mogące powstać zobowiązania podatkowe”. - Sprzedawcy mają jeszcze pewne rezerwy i możliwości zwiększania swoich dochodów dzięki dość niskim na razie marżom - zwraca uwagę dr Bogucki. Stąd obawa, że sfinansowanie przyszłych zabezpieczeń akcyzowych przerzucone zostanie na klientów jeszcze przed wejściem nowego prawa w życie.

Drogi kontra koleje
Niezależnie od tego, że - jak wspomnieliśmy - branża nie jest zaskoczona projektem rekomendowanym rządowi przez resort finansów, to zachwycona nim tez nie jest. - To próba nowego, twórczego podejścia do problemu braku pieniędzy na koleje. I dyskusyjna - przyznaje Jakub Bogucki z e-petrol.pl. - Nie chciałbym używać określeń wartościujących w odniesieniu do różnych gałęzi transportu. Przypomnę tylko, że opłata paliwowa co do zasady była "podatkiem drogowym" i jej przydatność była wiązana ze skutecznością Krajowego Funduszu Drogowego.
- Rzeczywiście, trochę niepokoi sytuacja, chcący lub niechcący, generowania konfliktu między koleją a kierowcami - potwierdza te obawy Bogusław Kowalski w swej wypowiedzi dla Newseria Biznes.

Problem bowiem nie tylko w rozszerzeniu udziału Funduszu Kolejowego w dochodach państwa z opłaty paliwowej. Wyrównawcza obniżka akcyzy także uderza w drogownictwo. Na remonty i utrzymanie dróg idzie bowiem 18 proc. dochodów z paliwowej akcyzy. Jak informuje, powołując się na swoje źródła, "Gazeta Wyborcza" - wiceminister infrastruktury Adam Ździebło alarmował Radę Ministrów, że wskutek nowych regulacji ubędzie w drogownictwie ok. 90 mln zł rocznie. Musiał jednak wycofać swoje zastrzeżenia wobec informacji, że Polsce z braku wkładu własnego mogą przepaść tegoroczne dotacje unijne w infrastrukturę kolejową.