Styczniowa aktualizacja podstawowej prognozy ekonomicznej MFW dla gospodarki światowej w 2016 i 2017 jest uspokajająca, lecz czy na pewno bierze pod uwagę wszystkie gromadzące się oznaki nadchodzących kryzysów?

Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę wzrostu PKB na świecie o 0,2 punktu proc. na rok bieżący i przyszły, odpowiednio do 3,4 proc. w 2016 oraz do 3,6 proc. w 2017. Dla samej Unii Europejskiej prognoza wzrostu PKB na obecny rok została minimalnie poprawiona o 0,1 pkt. proc. do 1,7 proc. i na takim samym poziomie ma pozostać także w następnym roku. MFW słusznie przy tym wskazuje na mnożące się ryzyka utrzymania tego, całkiem przyzwoitego w skali światowej, wzrostu gospodarczego. Wymienia trwałe osłabienie w Chinach, niższe ceny surowców, skutki silniejszego dolara wynikającego z zaostrzanie polityki pieniężnej USA. Nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że – jak na tę szacowną instytucję przystało - w swojej podstawowej prognozie MFW wyklucza wystąpienie nagłych zjawisk kryzysowych.

A tych potencjalnych źródeł nieciągłości jest coraz więcej: inwestorzy giełdowi w krajach rozwiniętych z niepokojem wypatrują oznak krachu, powracającego co 7-8 lat; rosnąca zmienność na rynkach walutowych i surowcowych powiększa niepewność gospodarowania; coraz tańsza energia może doprowadzić do implozji kilku gospodarek krajów rozwijających się, ale też Rosji; wyjście W. Brytanii z UE plus kryzys związany z uchodźcami może wywołać łańcuchową reakcję rozpadu Unii; wreszcie spowolnienie wzrostu Chin może oznaczać niefunkcjonalność ich dotychczasowego proeksportowego modelu gospodarczego, a stąd tylko krok do poważnego kryzysu społecznego. Życzmy więc sobie w rozpoczynającym się 2016 roku, aby spokojna prognoza MFW się spełniła.