Świetne wiadomości dla nowego rządu – wzrost gospodarczy przyspiesza, a deflacja spowalnia, dając więcej luzu w przyszłorocznym budżecie, co uczyni nieco łatwiejszym spełnienie kosztownych obietnic wyborczych.

Zrewidowane przez GUS dane o wzroście PKB w trzecim kwartale br. okazały się lepsze niż pierwotnie szacowano (3,5 proc. wzrostu wobec III kw. 2014, a nie 3,4 proc.) i nieco lepsze niż oczekiwała większość ekonomistów. Przy czym wzrost po uwzględnieniu wahań sezonowych (a taki właśnie miernik stosuje EUROSTAT dla porównań międzynarodowych) sięgnął imponującej wartości 3,7 proc. w skali rocznej. PKB zawdzięcza swój wzrost wszystkim głównym składnikom, w największym zaś stopniu inwestycjom (+5,4 proc. r/r), spożyciu prywatnemu i eksportowi netto. Oznacza to umocnienie Polski na ścieżce trwałego wieloczynnikowego wzrostu gospodarczego. Z kolei roczna stopa deflacji (spadku cen) zmalała w listopadzie br.

do 0,5 z 0,7 proc. w poprzednim miesiącu. Jest to akurat nieco mniej, niż oczekiwali ekonomiści, jednak potwierdza niepowstrzymane wychodzenie gospodarki Polski z najdłuższej w XXI wieku deflacji trwającej od lata 2014 roku. Powrotu inflacji możemy oczekiwać już w I kw. 2016. Te dobre informacje należy interpretować w związku z zapowiedzianą przez nowy rząd korektą budżetu na obecny, 2015 rok. Zgodnie z komunikatem MF mamy mniejsze od planu dochody budżetowe (z powodu spadku wpływów z VAT), z nawiązką rekompensowane przez również mniejsze wydatki budżetowe. Jako że pilnym zadaniem rządu jest zrobienie „miejsca” w budżecie 2016 dla nieplanowanych wydatków związanych z kosztownymi obietnicami wyborczymi, przydadzą się pomysły przesunięcia pewnych dochodów na 2016 (np. z aukcji częstotliwości) lub pewnych wydatków – odwrotnie - z 2016 na 2015 (np. styczniowa transza zwrotu VAT). W tej sytuacji każdy dodatkowy ułamek punktu procentowego wzrostu PKB lub inflacji łagodzi napięty do granic możliwości (a konkretnie tolerancji Komisji Europejskiej, która całkiem niedawno zakończyła stosowanie wobec Polski procedury nadmiernego deficytu) przyszłoroczny budżet, zwiększając nominalne dochody budżetowe.