- Oferujemy naszej armii nowoczesny i niezawodny śmigłowiec Black Hawk, sprawdzony w wielu misjach wojskowych, choćby w Iraku, Afganistanie czy Czadzie – ocenia Janusz Zakręcki, prezes Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu.

Sikorsky Aircfaft Corporation i mielecki PZL złożyły właśnie MON swą ostateczną ofertę w przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy. Nasze wojsko pilnie potrzebuje 70 nowych wiropłatów w trzech wersjach: do transportu żołnierzy, ratownictwa oraz zwalczania okrętów podwodnych.

Dwaj mocni rywale
W opinii wielu fachowców, Black Hawk, czyli Czarny Jastrząb uchodzi za zdecydowanego faworyta w lotniczym konkursie stulecia, a jest się, o co bić, gdyż gra idzie o 10 miliardów złotych, które zarobi dostawca sprzętu latającego dla naszego wojska.

Mielec ma mocnych rywali w tym wyścigu do miliardów. Swą ofertę złożyło także włosko-brytyjskie konsorcjum AgustaWestland, które niedawno kupiło WSK Świdnik. Proponuje śmigłowiec AW-143, ale nie jest on jeszcze produkowany seryjnie. Natomiast francuski koncern Airbus Helikopters wystawia w konkursie maszynę Carracal EC-725.  Z kolei maszyna ta jest znacznie droższa od Back Hawka, choć zabiera na pokład więcej żołnierzy. Francuzi jak na razie nie mają swej fabryki śmigłowcowej w Polsce.
Konkursowi od samego początku towarzyszą wielkie emocje. Kilka miesięcy temu, Mick Maurer, prezes Sikorsky Aircraft Corporation przesłał w sprawie przetargu list do prezydenta Bronisława Komorowskiego i ministra obrony Tomasza Siemoniaka, w którym zapowiedział wycofanie się z przetargu, gdyż w jego opinii zmienione zostały warunki i preferowały jednego z  producentów. Fachowcy z branży lotniczej ocenili ten list jako zagrywkę taktyczną. Ostatecznie MON przesunął termin składania ofert do końca roku, a Sikorsky zdążył złożyć swą ofertę.

Jakie są najważniejsze atuty Mielca
Zakręcki podkreśla główne atuty Black Hawka. To najbardziej popularny śmigłowiec wojskowy na świecie. Obecnie lata w armiach 30 krajów na obu półkulach. Głownie w Stanach Zjednoczonych, ale także w Turcji, Australii, Meksyku, Izraelu, Arabii Saudyjskiej. Posiada globalną sieć baz serwisowych. Maszyna naszpikowana jest najnowocześniejszą elektroniką, może startować zarówno w dzień jak i w nocy, sprawdza się w sytuacjach krytycznych na polu walki. Jest bardzo ekonomiczny, zużywa o 40 proc. mniej bardzo drogiego paliwa lotniczego niż konkurencja.
Mielecka fabryka może produkować ponad 20 samolotów w ciągu roku. Dotychczas zagraniczni kontrahenci odebrali z Mielca 35 nowych wiropłatów, które latają w 6 krajach. Realizowane są kolejne zamówienia.

Zyska kilkadziesiąt firm z Doliny Lotniczej
 Prezes Zakręcki podkreśla wielkie znaczenie zwycięstwa w przetargu śmigłowcowym  dla rozwoju gospodarczego Mielca i całego Podkarpacia. Zakład systemtycznie rozwija sieć kooperantów i poddostawców różnych części do Black Hawka – Już dziś produkujemy w Polsce elementy składowe  naszego helikoptera. W przypadku nowych zamówień i zwiększenia produkcji zyska na tym kilkadziesiąt firm zwłaszcza zlokalizowanych w naszej Dolinie Lotniczej – zaznacza. Przecież trzeba zbudować bazę obsługi posprzedażnej śmigłowców, które będzie miała zajęcie przez kilkadziesiąt lat. Należy zapewnić serwis, remonty i modernizację silników, przeglądy okresowe maszyn. Zadania te realizować będą różne firmy, nie tylko PZL.
W przypadku wygranej ważny będzie także offset, czyli amerykańskie inwestycje w polski przemysł. – Dotyczyć one będą głownie przemysłu lotniczego i obronnego – zaznacza prezes Zakręcki.