Spowolnienie gospodarki oznacza dla nas ni mniej, ni więcej, jak tylko to, że koszty utrzymania wzrosną.

Komputery i sprzęt RTV już zdrożały. I to nie tylko dlatego, że wkrótce święta. Sprowadzanie towarów z zagranicy za dolary kosztuje więcej. Nie opłaca się już kupowanie tańszych samochodów w USA, bo nie oszczędzimy na różnicy kursów walut. Płyty i filmy kupowane na zagranicznych aukcjach czy w sklepach internetowych też przestaną być tak atrakcyjne dla naszych kieszeni. Koniec tanich wakacji w tropikach.

– Importerzy albo podniosą ceny, albo będą musieli obniżyć marże – ocenia sytuację sprzedawców i pośredników Lech Pilecki, prezes Podlaskiego Klubu Biznesu. Posiadacze kredytów hipotecznych we frankach martwią się już od kilku miesięcy. Odkąd złotówka umacnia się wobec szwajcarskiej waluty, ich raty wzrosły nawet o kilkaset złotych. – A trzeba pamiętać, że przy takich zmianach kursu rośnie także całe nasze zadłużenie – komentuje Emil Szweda, doradca finansowy Open Finance. – Ale to nie jest dobry moment na przewalutowanie kredytu. Zdaniem analityka, trzeba z tym poczekać, aż złotówka jeszcze się wzmocni. Życie toczy się dalej Ale hipoteka to w obecnej sytuacji niejedyne zmartwienie. – Koszty utrzymania też wzrosną, choćby dlatego, że podwyżki zapowiadają energetycy – ostrzega Bogusław Plawgo, ekonomista z UwB. – Sytuacja na giełdzie nie ma z tym nic wspólnego. Już od 1 listopada bowiem więcej zapłacimy za gaz. A droższa energia przekłada się na wzrost cen towarów na sklepowych półkach. A jeść, ubierać się i dojechać do pracy też trzeba. Przynajmniej nie powinny zdrożeć paliwa. – Nie spodziewamy się większych zmian cen ropy i benzyny – mówi Szymon Araszkiewicz, analityk z firmy E-petrol. – Z czasem, z lepszymi nastrojami na świecie wokół kryzysu gospodarczego, ceny w sektorze naftowym mogą się uspokoić. Na polskich stacjach benzynowych w najbliższych tygodniach może być nawet taniej, bo w rafineriach ostatnio ceny spadły. Bezrobocie nie grozi Kupujemy mniej, tracą więc producenci, sprzedawcy i pośrednicy. – Nasze firmy produkują nieco mniej – mówi Pilecki. – Może niektóre będą musiały dostosować się do wymogów rynku i zmienić zakres działalności. Ale przedsiębiorcy przeżyli już wiele kryzysów, nie tylko finansowych. Poradzą sobie i tym razem. Biznesmen uważa, że fala spektakularnych bankructw nas raczej nie czeka. – Musimy się wreszcie nauczyć, że po latach tłustych nadchodzą lata chude. Do tej pory ładowaliśmy akumulatory, teraz trzeba będzie zacisnąć pasa. Ale nie będzie masowych zwolnień, nikt z tego powodu nie będzie żebrał na ulicach, jak w Ameryce w czasach wielkiego kryzysu. Na razie –zaciskamy pasa Na podwyżki płac nie ma co więc chwilowo liczyć. Gorzej, że kryzys finansowy pochłonął połowę zysków, które wypracowały fundusze emerytalne w ciągu ostatnich siedmiu lat – podaje Komisja Nadzoru Finansowego. Co to oznacza dla przyszłych emerytów? Ekonomiści uspokajają, iż nasze oszczędności i emerytury nie przepadną. Za kilka lat rynek odbije i fundusze emerytalne, które mają nam zapewnić utrzymanie na starość, odrobią straty. Kiedy skończy się to zamieszanie? – Wielki kryzys lat 30. trwał około czterech lat – ocenia Plawgo. – Dziś gospodarka i administracja działają sprawniej, ale czas potrzebny do stabilizacji sytuacji na rynku należy raczej liczyć w kwartałach niż w miesiącach. Uwaga na dolara! Na razie mogą cieszyć się ci, którzy nie stracili zaufania do siły amerykańskiej waluty. – Jeśli wstrzymali się ze sprzedażą dolarów do tej pory, trzeba pogratulować im odporności – mówi Emil Szweda. – Mogą sporo zarobić. I nie jest to chyba zły moment, aby ulokować swoje oszczędności w złotówkach. W białostockich kantorach jednak niewiele osób sprzedaje. – Za to mnóstwo ludzi chce kupić i to duże sumy: dziesięć tysięcy dolarów i więcej – mówi Tadeusz Chojnowski, właściciel kantoru Glob. z