Rozmowa z Jeremim Mordasewiczem, ekspertem gospodarczym Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”.

- Przeciętne miesięczne wynagrodzenie przedsiębiorcy w czerwcu, w województwie kujawsko-pomorskim - jak podał Główny Urząd Statystyczny - wyniosło ponad 3106 złotych, pracowników sektora publicznego ponad 4064 złotych. Skąd taka duża różnica?

- W sektorze prywatnym wynagrodzenia powiązane są w produktywnością. Żaden przedsiębiorca nie może wypłacać pracownikom więcej niż zarobi ze sprzedaży produktów.

W sektorze prywatnym, jeśli daje się podwyżki, to uzasadnione jest to wzrostem produktywności.

Natomiast w sektorze publicznym wynagrodzenia oderwały się od wydajności pracy. To powód, dlaczego Polacy tak chętnie idą do pracy np. w urzędach. Każdy woli mieć lżejszą pracę i więcej zarabiać. Tylko efekt jest taki, że wszyscy pracujący w sektorze prywatnym muszą zapłacić odpowiednio wyższe podatki. Polacy się buntują, bo łącznie podatki stanowią 46 procent naszych zarobków. Warto sobie uświadomić, że pracownicy prywatnych firm muszą się zrzucać na pracowników sektora publicznego, mimo że mniej zarabiają.

- Jest szansa, że pensje w tych prywatnych wzrosną?

- Oczywiście, jeśli będzie wzrastała wydajność pracy. Jeżeli sprzedajemy więcej, jeżeli wyprodukujemy więcej. Produktywność pracy w Polsce wzrasta. Ciągnie ją właśnie sektor prywatny. Dzisiaj mamy już połowę produktywności Stanów Zjednoczonych.

Mamy spowolnienie gospodarcze w Europie. Zaostrzyła się konkurencja, popyt z Unii zmalał, więc trudniej będzie nam tam sprzedawać produkty. Musimy znaleźć inne rynki pozaeuropejskie. Do tego czasu nie spodziewam się, aby wynagrodzenia w prywatnych firmach mogły szybko rosnąć.

- Kto będzie trafiał szybciej na bezrobocie: przedsiębiorca, czy urzędnik?

-  Patrząc na strukturę zatrudnienia w urzędach uważam, że w Polsce w ogóle nie będzie bezrobotnych urzędników, ponieważ prowadzimy absurdalną politykę. Administracja publiczna rozrasta się w nieskończoność. W Polsce nie widzę tendencji do zwiększania wydajności pracy w urzędach.

Dopiero teraz wyhamowano zatrudnianie kolejnych ludzi. Jako „Lewiatan” poparliśmy projekt zamrożenia funduszu płac. Co znaczy, że jeśli z administracji zwolni się pięć procent ludzi, to można podnieść wynagrodzenie o pięć procent.