Projekt prezydencki pomocy frankowiczom - w przedstawionej obecnie formie - zawiera dwa podstawowe założenia i rozwiązania. Niestety - obydwa nietrafione.

Po pierwsze sposób przewalutowania. Przyjęcie do przewalutowania tzw. kursu sprawiedliwego" oznacza, że przy pracach nad projektem zabrakło specjalistów od
kredytów hipotecznych.  Aby obliczyć kurs sprawiedliwy musimy cofnąć się do dnia uruchomienia kredytu i stworzyć kolejny twór - kredyt hipotetyczny.
To ma być kredyt w naszej walucie, który byłby udzielony klientowi w dniu zawarcia umowy  - gdyby wówczas ów klient zamiast zadłużenia się w CHF wybrał opcję kredytu w złotówkach.

I  tu się zaczyna problem nr 1 - kto ustali,  z jakim oprocentowaniem byłby wówczas udzielony kredyt złotówkowy? Marże dla danego kredytu ustalane są indywidualnie, tj.

są zależne od sytuacji klienta (np. wysokość jego dochodów), od wysokości wkładu własnego (im wyższy wkład tym niższa marża), często także banki w danym okresie stosowały określone promocje - a te z pewnością nie będą uwzględniane przy tworzeniu oferty hipotetycznego. Przy ustalaniu marży banki biorą często pod uwagę także historię współpracy z danym klientem: im dłuższa jest to współpraca, tym bank jest bardziej skłonny do obniżenia marży.

W interesie klienta jest oczywiście, aby kredyt hipotetyczny miał jak najniższą marżę. Ale - z pewnością - banki będą przedstawiać klientom ofertę kredytu hipotetycznego z marżą maksymalnie wysoką. Jeśli nie dojdzie w tej kwestii do porozumienia - czy strony mają dokonywać takich ustaleń przy udziale sądu? Jeśli tak - kto poniesie koszty postępowania? A skąd sędzia ma mieć pojęcie, jakie w 2007 roku Bank X stosował marże przy kredytach hipotecznych? Szczególnie, że musimy przy ustalaniu marży tu uwzględnić wszelkie dane o kredycie i kredytobiorcy?

Wyliczenie sumy kosztów (obecnych i przyszłych) kredytu hipotetycznego to praca bardziej niż heroiczna. W zależności od tego jak często bank zmienia oprocentowanie kredytu, aktualizując bieżące notowania WIBOR-u (zwykle ma to miejsce co 3 lub co 6 miesięcy), trzeba będzie rata po racie dokładnie wyliczyć - właśnie przy uwzględnieniu historycznego kursu wskaźnika WIBOR - jaka była by suma dotychczasowych wpłat klienta, gdyby w dniu udzielenia kredytu miał do spłaty kredyt hipotetyczny. Takie wyliczenia będzie oczywiście musiał zrobić bank. Czy klient będzie w stanie samodzielnie te tak skomplikowane wyliczenia zweryfikować?

Mając powyższe na względzie,twierdzę  z pełną odpowiedzialnością - jako osoba związana z "hipotekami" nieprzerwanie od 1998 roku, że przyjęcie powyższych założeń do projektu, a konkretnie zastosowanie "kursu sprawiedliwego" jest absolutnie nie do przyjęcia. Jest to, na dodatek, rozwiązanie, które jest niekorzystne dla obydwu stron - klienci pewnie dużo nie zyskają, natomiast po stronie banków będzie niemiłosiernie dużo pracy (przy stosownych wyliczeniach, o których mowa powyżej), a na koniec - obydwie strony będą najczęściej w ostrym sporze w kwestii ustaleń "kursu sprawiedliwego".

Drugim założeniem, z którym się nie zgadzam to wyłączenie z grupy beneficjentów ustawy przedsiębiorców. Czy  według twórców projektu są to "gorsi Polacy"?
Przecież jest to jawna dyskryminacja!  Banki wyprodukowały toksyczne produkty, potem je sprzedawały na prawo i lewo - komu popadnie, nie bacząc na ogromne ryzyko, jakie było związane z taką działalnością. Ryzyko to się ziściło, było to zresztą nietrudne do przewidzenia. A teraz banki próbują całą winę zrzucić na klientów.  Jeśli więc uznamy - co dla mnie jest oczywistą oczywistością - że banki powinny wziąć odpowiedzialność za frankowe szaleństwo, nie do przyjęcia jest, aby z należnej rekompensaty eliminować jakąś grupę kredytobiorców.

Doceniam chęć pomocy kredytobiorcom walutowym, którą Prezydent Andrzej Duda zapowiedział w swojej kampanii wyborczej. Ale nie tędy droga... Same chęci nie wystarczą, w pracach nad projektem muszą brać udział bezstronni fachowcy, którzy naprawdę znają się na bankowości hipotecznej.