Posłowie i senatorowie poza pensją dostają diety, dodatki i pieniądze na prowadzenie biur w terenie. Mogą liczyć także na darmowe loty, przejazdy pociągami i komunikacją miejską.

Zawodowi posłowie minionej kadencji otrzymali co miesiąc 9892 zł brutto. Należność ta wzrośnie teraz o 500 zł. Parlamentarzyści zawodowi i niezawodowi mogą także liczyć na dietę (zwolnioną z podatku) w wysokości 2473 zł miesięcznie. Każdy poseł, który będzie członkiem komisji sejmowych, dostaje również dodatkowe pieniądze. Ci, którzy pełnią funkcję przewodniczącego komisji, mogą liczyć na dodatkowe 20 proc.

uposażenia. Przewodniczący stałych podkomisji otrzymają 10 proc. Dodajmy, że istnieje finansowy sposób na dyscyplinowanie parlamentarzystów. Za każdy dzień nieusprawiedliwionej nieobecności na posiedzeniu Sejmu lub opuszczenie w danym dniu więcej niż jednej piątej głosowań, posłowi zostaje obniżone uposażenie i dieta o jedną trzydziestą. Posłowie i senatorowie mają co miesiąc zapewnione finanse na prowadzenie biur. Każdy z parlamentarzystów otrzymuje na ten cel 12 150 zł miesięcznie. Za te pieniędzy posłowie nie tylko wynajmują pomieszczenia, ale także płacą pensje pracownikom, rachunki za telefon komórkowy czy energię.


- Trudno powiedzieć, czy pieniądze na prowadzenie biura będą wystarczające. Na pewno dla osoby, która musiałaby zapracować na taką kwotę, to sporo pieniędzy. Musimy jednak pamiętać, że prowadzenie biura to nie tylko wynajęcie pomieszczeń, ale także zatrudnienie pracowników, którzy przecież zasługują na godną pensję - zauważa Elżbieta Stępień, posłanka Nowoczesnej z okręgu legnickiego.

Parlamentarzyści nie muszą także płacić za loty po całej Polsce i przejazdy komunikacją miejską i PKP. Mogą skorzystać z pokoju w sejmowym hotelu lub wynająć mieszkanie w stolicy, na co dostają miesięcznie 2200 zł. - Darmowe loty i ryczałt na benzynę to przywileje, które pomagają w pracy poselskiej. W końcu w naszej pracy reprezentujemy społeczeństwo. Ważne jednak, żeby te korzyści nie były nadużywane, nie służyły posłom do prywatnych celów - mówi Elżbieta Stępień z Nowoczesnej. Kolejna debiutantka w Sejmie Mirosława Stachowiak-Różecka (PiS) podkreśla, że wszystko zależy od tego, jak dany poseł będzie chciał wypełniać swój mandat. - Można mieć kilka biur i być bardzo aktywnym, więc pieniądze są potrzebne. Można także przesiedzieć cztery lata w Sejmie - mówi Stachowiak-Różecka. I zapowiada ciężką pracę od samego początku. Ireneusz Zyska, poseł Kukiz’15, zauważa, że poseł powinien mieć zapewnione warunki do wykonywania mandatu. - Biorąc pod uwagę stosunki społeczno-gospodarcze w naszym kraju i oceniając obecną wysokość uposażenia poselskiego i ryczałtu na utrzymanie biura poselskiego sądzę, że nie są one wygórowane - komentuje poseł Ireneusz Zyska. Alicja Chybicka, która została posłem z list PO, ma już doświadczenie, bo ostatnie cztery lata była senatorem. Uważa, że pieniądze, jakie otrzymuje parlamentarzysta, to nie przywilej. - To są środki potrzebne na odpowiednie sprawowanie mandatu i reprezentowanie społeczeństwa - mówi Chybicka. Nie zamierza być posłem zawodowym, więc będzie pobierać dietę, bez podstawowego uposażenia.

Warto pamiętać, że na zakończenie swojej czteroletniej pracy, jeżeli nie zostaną wybrani na nową kadencję, posłowie i senatorowie otrzymują odprawy w wysokości ok. 30 tys. zł. Oczywiście, parlamentarzystów chroni immunitet, nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności karnej bez zgody Sejmu. Dopiero w tym roku zmieniono prawo, by i oni płacili mandaty za wykroczenia drogowe.