Wyjazd na narty to często skomplikowane przedsięwzięcie logistyczne, wymagające odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, sprawnego sprzętu sportowego oraz a także zdrowego rozsądku, którego amatorom białego szaleństwa niestety coraz częściej brakuje. Potwierdzają to m.in. dane statystyczne Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z poprzedniego sezonu zimowego, wskazujące na rekordowo wysoki odsetek osób poszkodowanych w wypadkach narciarskich. Czy warto się ubezpieczyć?

Choć wyjazdy narciarskie w Polsce z każdym rokiem zyskują na popularności, jakość stoków nadal pozostawia wiele do życzenia, co - zdaniem wielu - jest główną przyczyną rosnącej liczby poszkodowanych. Teoria ta, niezwykle popularna przede wszystkim wśród osób, które przyczyn nieszczęśliwych zdarzeń wolą doszukiwać się w czynnikach zewnętrznych, tylko częściowo odpowiada realiom panującym w polskich stacjach narciarskich.

Jazda bez odpowiednich zabezpieczeń, alkohol, brawura – te stosunkowo powszechne przewinienia Polaków znane z dróg, często pojawiają się także na stoku, skutkując groźnymi złamaniami, stłuczeniami, a w skrajnych przypadkach nawet śmiercią.

Zgodnie z informacjami udzielonymi przez TOPR, tylko od połowy stycznia br. do początku lutego, pomocy udzielono ponad 600 poszkodowanym narciarzom i snowboardzistom, z czego 70 proc. wymagało hospitalizacji i długotrwałego – często bardzo kosztownego – leczenia specjalistycznego. Według ekspertów TOPR główną przyczyną wypadków byli sami narciarze, którzy nie przestrzegali podstawowych zasad bezpieczeństwa, jakie obowiązują każdego korzystającego ze stoku. Uprawianie narciarstwa, choć nie jest objęte obowiązkowym ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej (OC), często jest równie niebezpieczne jak nieodpowiedzialna jazda samochodem. Prędkość jaką rozwijają narciarze - amatorzy zwykle osiąga przedział 40 km/h – 50 km/h, co, szczególnie w przypadku nieszczęśliwego wypadku z udziałem dzieci, może okazać się tragiczne w skutkach. Wiele zależy zatem od zdrowego rozsądku współkorzystających ze stacji narciarskich, który – jak dobitnie pokazują dane prezentowane przez TOPR – nie jest regułą.

W większości przypadków relatywnie najlepszym rozwiązaniem jest wykupienie odpowiednio dobranej polisy, pokrywającej możliwie wszystkie obszary składające się na planowane podczas wyjazdu narciarskiego aktywności. Podstawą powinno być wykupienie polisy, która zapewnia ochronę w przypadku konieczności długotrwałego, specjalistycznego leczenia, nieobjętego przez świadczenia Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego. W wielu przypadkach konieczna rehabilitacja oraz zakup niezbędnego sprzętu medycznego, stanowi istotne obciążenie finansowe mogące znacząco przewyższać całkowity wydatek związany z wyjazdem na narty. Równie ważnym elementem składowym polisy narciarskiej, jest ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej za szkody na osobie oraz rzeczy – koszty z tym związane mogą okazać się bardzo wysokie w przypadku niespodziewanego zderzenia z innym narciarzem, który w rezultacie może domagać się stosownego odszkodowania, rekompensującego poniesione przez niego straty zdrowotne i materialne.

Z każdym rokiem zwiększa się liczba osób, dla których typowy wyjazd na narty przestał być ekscytującym wyzwaniem. Wśród nich coraz popularniejszy staje się tzw. free-ride, czyli szosowanie poza wyznaczonymi trasami, co wiąże się ze znacznie wyższym ryzykiem uszczerbku na zdrowiu, niż w przypadku tradycyjnego narciarstwa. Nie brakuje również miłośników snowkite’a (połączenie jazdy na nartach lub snowboardzie z kitesurfingiem), czy też heliiskingu (zjazd ze szczytu wymagający transportu na stok helikopterem) - wszyscy zainteresowani ekstremalną formą białego szaleństwa powinni zwrócić szczególną uwagę, czy ich ubezpieczenie obejmuje swoim zakresem także sporty wyczynowe. Ubezpieczenie narciarskie w przypadków wyjazdów zagranicznych, szczególnie do krajów Europy Zachodniej, powinno być wydatkiem równie naturalnym, co wykupienie ski-passu. Przemawiają za tym przede wszystkim wysokie koszty leczenia, które np. w Szwajcarii czy Austrii, nierzadko sięgają kwot 40 – 50 tys. euro i nie są objęte zakresem ochrony gwarantowanym przez Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego.

Dodatkowo, jeżeli wymagane jest wsparcie air-ambulansu i konieczne okaże się przetransportowanie poszkodowanego do kraju macierzystego wraz z eskortą medyczną, należy spodziewać się kolejnych obciążeń finansowych – w takich sytuacjach trzeba liczyć się z dodatkowym wydatkiem rzędu 60 tys. zł.


- Udając się na narty za granicę należy gruntownie przeanalizować konstrukcję ubezpieczenia. Suma gwarancyjna przypisana do danego elementu ochrony, ewentualne wyłączenia, czy udział własny w ramach poszczególnych składników polisy – wszystkie te obszary powinny być tak skonfigurowane, aby korespondowały z ryzykiem, jakie może wystąpić podczas planowanego wyjazdu. A to często jest zależne od choćby uwarunkowań prawnych konkretnego kraju lub systemu służby zdrowia - mówi Michał Baniewicz, Travel Development Manager w AIG.