Wielu założycieli spółek cywilnych nie zdaje sobie sprawy, że brak zabezpieczenia na wypadek śmierci może doprowadzić do likwidacji firmy i wpędzić bliskich w długi.

Wiktor O. prowadził razem z żoną spółkę cywilną. Małżeństwo miało dwoje pełnoletnich dzieci. Niestety, okazało się, że żona jest poważnie chora.  Zmarła nagle i nie zdążyła sporządzić testamentu.
W skład majątku spółki cywilnej prowadzonej przez małżeństwo O. wchodziły nieruchomości (budynki i działki) i majątek ruchomy. Ale zmarłą współwłaścicielkę firmy obciążały także długi, które zaciągnęła osobiście. W sumie zostało jej do spłaty 100 tys. zł.

Wiktor O. oraz jego dzieci nie złożyli w odpowiednim czasie oświadczenia w sprawie nieprzejmowania spadku po zmarłej - mieli na to 6 miesięcy od chwili śmierci żony i matki. W związku z tym przyjęli oni spadek wprost, czyli z pełną odpowiedzialnością za pozostawione przez zmarłą długi spadkowe. 

- W takiej sytuacji spadkobiercy muszą mieć także świadomość, że odpowiedzialność za długi spadkowe dotyczy całego ich majątku, czyli nie tylko odziedziczonego, ale i własnego - tłumaczy Jakub Więckowicz,   aplikant radcowski przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie. 

Zobacz: Sukcesja po śmierci właściciela spółki z.o.o

W dodatku, do chwili podziału spadku, spadkobiercy ponoszą solidarną odpowiedzialność za długi spadkowe, dopiero po tym podziale odpowiadają za długi proporcjonalnie do wielkości udziałów w tym spadku.
Pan Wiktor sądził jednak, iż nieźle prosperująca spółka cy wilna da możliwość spłaty długów spadkowych, które pozostawiła po sobie jego żona.

Niestety, spółka państwa O. była dwuosobowa. Co więcej,  w umowie spółki brakowało  jakichkolwiek postanowień dotyczących wejścia spadkobierców na miejsce zmarłego wspólnika. To oznaczało - ku zdziwieniu pana Wiktora - że wraz ze śmiercią małżonka spółka ta przestała istnieć.

- Ogromną rolę w takiej sytuacji odgrywają zapisy umowy spółki, które mogą przewidywać wejście spadkobierców na miejsce zmarłego wspólnika - dodaje Jakub Więckowicz.

Prawa i obowiązki wspólnika spółki cywilnej przechodzą bowiem na spadkobierców tylko wtedy, gdy możliwość taka została przewidziana w umowie spółki. W omawianej sytuacji doszło więc do likwidacji spółki cywilnej. To nie koniec kłopotów rodziny O. Likwidacja spowodowała konieczność naliczenia podatku VAT od wszystkich towarów, które po nabyciu spadku przez krewnych zmarłej nie zostały odsprzedane.

Sporządzono spis towarów na dzień rozwiązania spółki, którym - w przypadku spółki dwuosobowej - był dzień śmierci jednego ze wspólników.

- Brak planu sukcesji, w szczególności brak testamentów, jak również brak odpowiednich regulacji w umowie spółki cywilnej spowodowały, że dobrze prosperujący podmiot został zlikwidowany, a rodzina wpadła w kłopoty finansowe - podsumowuje prawnik.

Katarzyna Zapora-Sternal, dyrektor oddziału Aviva w Opolu o zabezpieczeniu dla właścicieli spółek cywilnych:

- Spółka cywilna jest spółką dwóch lub kilku niezależnych podmiotów gospodarczych, co w przypadku śmierci jednego ze wspólników powoduje likwidację jego firmy, a w przypadku dwóch wspólników - również spółki.
W przypadku tych konstrukcji prawnych nie da się tego uniknąć, można jednak złagodzić skutki takiej sytuacji.

Zobacz: Gdy umiera właściciel prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą

Jeśli znamy wartość remanentową naszej firmy, łatwo jest policzyć, jakie koszty są generowane przy jej zamknięciu. Może to być podatek dochodowy, VAT, ewentualne zobowiązania kredytowe, leasingowe itp.

Znając te koszty, należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dysponujemy odłożoną gotówką w tej wysokości. Jeśli tak, to jesteśmy w dobrej sytuacji. Jeśli nie, to drugie pytanie, jakie trzeba sobie zadać, to jak wykreować taką gotówkę na wszelki wypadek. W większości przypadków wszystkie aktywa są inwestowane w firmę i nie znam wielu przedsiębiorców, którzy odkładaliby na „czarną godzinę”.  Oczywiście jest to rozsądne, bo zdecydowanie więcej można zarobić, inwestując we własny biznes, niż odkładając na lokacie. Niemniej jednak w razie nieszczęścia pieniądze trzeba wyjąć z firmy. 

Czym to skutkuje? W najlepszym wypadku zachwianiem płynności finansowej, a w najgorszym - likwidacją i bankructwem całkiem dobrze prosperującego biznesu.

Pozostaje pytanie, jak najtaniej wykreować kapitał na wszelki wypadek, żeby firma była bezpieczna.
Dla zdrowego przedsiębiorcy w wieku 40 lat suma ubezpieczenia na 1 milion zł kosztuje od 0,6% do 1,3% składki, w zależności od wariantu ubezpieczenia. To chyba niewiele za spokojny sen?