Dla nie przygotowanych do zarządzania firmą spadkobierców zmarłego przejęcie jego roli to bardzo trudna sprawa. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dziedzicem jest niepełnoletnie dziecko.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością X Sp. z o.o. prowadzi działalność w zakresie technologii informatycznych. Prowadzi ją trzech wspólników. Jeden z nich - Jacek B. - posiada połowę udziałów, pozostali po jednej czwartej. Nieszczęśliwie w katastrofie kolejowej ginie większościowy udziałowiec.  - Żaden ze wspólników w tej firmie nie sporządził testamentu i nie przygotował się na wypadek swojej śmierci - zaznacza Jakub Więckowicz, aplikant radcowski przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie.

Zgodnie z prawem, w skład masy spadkowej (czyli tego, co dziedziczy rodzina po zmarłym właścicielu spółki) mogą wchodzić oprócz pozostałych składników majątku także akcje lub udziały w spółkach. Wspólnicy firmy mogli wcześniej wyłączyć lub ograniczyć dziedziczenie udziałów, jednak w tym przypadku takiego zastrzeżenia w umowie spółki nie było.

Zobacz: Nowe prawo w sprawie zakupów online i door-to-door

- Jeżeli testamentu w ogóle nie sporządzono, każdy ze spadkobierców zmarłego Jacka B. staje się automatycznie współwłaścicielem przedmiotów wchodzących w skład spadku - kontynuuje prawnik.
Jeśli więc spadkobiercy będą chcieli podejmować wiążące decyzje w sprawie odziedziczonych przedmiotów (majątku, akcji, udziałów itd.), muszą wypracować wspólne stanowisko.

Zmarły wspólnik pozostawił żonę i dwójkę dzieci w wieku 12 i 19 lat. Jedno z dzieci w chwili otwarcia spadku było więc niepełnoletnie. - To utrudnia podejmowanie decyzji wewnątrz spółki - podkreśla Jakub Więckowicz, aplikant radcowski.
Wszyscy spadkobiercy (w tym przypadkużona i dzieci) jako grupa muszą ustanowić swojego przedstawiciela.
Jako że jednym z nich jest dziecko, w wyznaczeniu wspólnego przedstawiciela do podejmowania decyzji w sprawie spółki powinien wziąć udział także sąd opiekuńczy.

On reprezentuje w takiej sytuacji niepełnoletnie dziecko, które nie posiada zdolności do czynności prawnych.
- Czynności prawne dotyczące majątku małoletnich dokonane przez ich przedstawiciela ustawowego, czyli rodzica, bez uprzedniej zgody sądu opiekuńczego są nieważne - przestrzega przyszły radca prawny. Gdyby więc żona zmarłego Jacka B., a matka tego dziecka w jego imieniu podejmowała uchwały dotyczące spółki bez zgody sądu rodzinnego, to dokumenty te byłyby nieważne.

Tak się stało w opisywanym przypadku. Po śmierci Jacka B. wspólnicy podjęli samodzielnie, tj. bez uprzedniej zgody sądu opiekuńczego, decyzję o przeznaczeniu zysku i wypłaty dywidendy.  Choć miała na tym skorzystać także żona i dzieci zmarłego, ta decyzja okazała się niezgodna z prawem. - Przekraczała bowiem zwykły zarząd majątkiem dziecka, na co, zgodnie z art. 101 §3 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wymagana jest zgoda sądu opiekuńczego - mówi prawnik.

Zobacz: Polscy konsumenci słabo znają swoje prawa

Konieczność udziału sądu opiekuńczego w podejmowaniu decyzji przez zarząd spółki powoduje znaczne komplikacje. Przede wszystkim potrzeba na to dużo więcej czasu, a jak wiadomo, biznesem rządzi zasada „czas to pieniądz”.
- W wielu przypadkach to właśnie od szybkości podejmowanych działań zależy, czy spółka upadnie czy przetrwa na rynku - podkreśla prawnik. - Aby zapobiec problemom, jakie wywołała śmierć jednego ze wspólników, potrzebne są nie tylko odpowiednie regulacje prawne (czyli testamenty, które należy sporządzić odpowiednio wcześnie), ale i zabezpieczenia finansowe, pozwalające spłacić tych spadkobierców, którzy do spółki nie wejdą - podpowiada Jakub Więckowicz.

Jego zdaniem, warto się zastanowić, czy wejście spadkobierców zmarłego wspólnika do spółki jest zawsze korzystne. Przecież uczestnictwo w spółce osób, które wcześniej w niej nie uczestniczyły, może rodzić problemy w jej zarządzaniu.
Często bywa, że nowi wspólnicy nie są w stanie, z racji nieprzygotowania lub nieznajomości specyfiki danej branży, aktywnie uczestniczyć w działalności spółki. Obowiązki te spadają więc na pierwotnych wspólników, natomiast podział zysków obejmuje wszystkich. Może to prowadzić do niesnasek między udziałowcami.

Zobacz: Przedsiębiorcom w Polsce państwo nie ufa

Dochodzi też do sytuacji, kiedy dotychczasowi wspólnicy podejmują decyzje o wyjściu ze spółki po śmierci jednego z nich i założeniu nowego biznesu. Dla nie przygotowanych do zarządzania firmą spadkobierców zmarłego to bardzo trudna sytuacja.

- Warto więc wcześniej zadać sobie pytanie, jaką strategię na wypadek niespodziewanych zdarzeń powinna przyjąć moja spółka i jakie zabezpieczenia prawne i finansowe warto wykorzystać do tego celu - radzi radca prawny. - Gdyby odpowiednie kroki podjęto wcześniej, spółka mogłaby funkcjonować sprawnie, bez przestojów i dodatkowych kosztów nawet po śmierci jednego ze wspólników.

Katarzyna Zapora-Strenal, dyrektor Aviva w Opolu:

- Kiedy rozmawiam z przedsiębiorcami-wspólnikami, często pytam ich, co by było, gdyby nieszczęśliwy wypadek lub ciężka choroba zabrały jednego z nich. Oczywiście nikt nie chce o tym myśleć, a najczęściej słyszę odpowiedź, że wspólnik, który zostanie, zajmie się żoną i dziećmi zmarłego. Bardzo chciałabym w to wierzyć i dobrze, że wspólnicy darzą się takim zaufaniem, jednak życie pokazuje, że bywa różnie.

Jeśli firma posiada majątek trwały, to jej wartość jest do wyliczenia. W przypadku przekazania spadku biegli dzielą majątek wspólników i wyliczają część należną spadkobiercom. Spłata często powoduje jednak zachwianie płynności finansowej firmy. Sytuacja wygląda gorzej, jeśli firma jest usługowa i ma niewielki majątek trwały, a cała jej wartość to przedsiębiorca, wspólnik, jego kontakty i jego umiejętności.

Każdy z przedsiębiorców może znaleźć się w tak trudniej dla siebie i firmy sytuacji. Nikt z nas nie planuje, że wydarzy się coś złego. Trzeba jednak o tym pomyśleć dziś i rozwiązać ten problem, zabezpieczając się nawzajem na wysokość udziałów lub co najmniej zachowków. Najlepszy czas na załatwienie tych spraw to okres, kiedy jesteśmy zdrowi i w pełni sił. Wtedy możemy zaplanować swoją sukcesję tak, jak sami chcemy. W innym przypadku pozostawiamy sprawy własnemu biegowi... i wtedy może się okazać, że pozostawiliśmy po sobie nie tylko zrozpaczoną rodzinę, ale również ogromne problemy.