Pracownicy skarżą się, że nie dostali pensji za październik. To koniec tej sieci w Łodzi.

Pierwszy sklep Almy - przy skrzyżowaniu ul. Kilińskiego i al. Piłsudskiego - został otwarty we wrześniu 2008 r. Kolejny mieścił się najpierw w Manufakturze, a w tym roku został przeniesiony na ul. Matejki. Oba właśnie przestają istnieć. Pracę traci 80 osób: 46 z placówki przy ul. Kilińskiego i 34 ze sklepu przy ul. Matejki.

O kłopotach Almy w całym kraju głośno było od kilku miesięcy.

Najpierw pojawiły się doniesienia o pustoszejących pólkach, wstrzymywaniu dostaw, następnie o zamykaniu kolejnych sklepów, zwolnieniach grupowych. Ostatnie wieści dotyczą braku wypłat za październik, które pracownicy powinni otrzymać do 10 listopada. Do tej pory w łódzkich sklepach zwolnień nie było, kilkoro odeszło samych. W tym tygodniu dowiedzieli się jednak, że sklepy będą otwarte jeszcze do piątku do godz. 22, a od soboty przestają działać.

- O tym, że nie dostaniemy wypłaty za październik dowiedzieliśmy się z mejla na dzień przed wypłatą - mówią pracownicy Almy z Łodzi. - Wbrew temu, co myślą klienci, nie zarabiamy tutaj kokosów. Pensja kasjerów to najniższa krajowa, na stoiskach zarabia się o 100 zł brutto więcej. Do tego dochodzą premie w wysokości do 50 zł brutto miesięcznie. Ostatnie dwa miesiące to pensje w wysokości ok. 1350 zł na rękę. W takiej sytuacji liczy się każdy grosz, a firma zostawiła nas z niczym.

CZYTAJ TEŻ:Sklepy walczą o kasjerki. W Łodzi rosną pensje

Pracownicy twierdzą, że od dawna obserwowali upadek sieci. W połowie września ze sklepu przy ul. Kilińskiego zniknęła ekipa sprzątająca, a z parkingu kontener na śmieci. Od listopada nie ma ochrony, tylko na noc przychodzi jedna osoba. Dramatycznie spadły utargi, z 10 tys. zł za godzinę do 3,5 tys. zł za 12 godzin. Towar do sklepu był kupowany przez dyrekcję.

- Czujemy się wprowadzeni w błąd przez szefostwo - mówią pracownicy Almy. - Nie chcemy się zwalniać, zależy nam na odprawach.

Biuro prasowe sieci przypomina, że firma Alma Market złożyła najpierw wniosek o otwarcie postanowienia sanacyjnego, a gdy nie zostało ono otwarte w ciągu 30 dni, złożony został wniosek o ogłoszenie upadłości. Do dzisiaj nie został on rozpatrzony.

- W związku z długotrwałym oczekiwaniem na decyzję sądu dotyczącą rozpoznawanych wniosków Alma Market SA i sytuację finansową, w której znalazła się spółka, spółka nie była w stanie zaspokoić świadczeń pracowniczych za październik 2016 - głosi oświadczenie zarządu Almy. - Mając świadomość powagi sytuacji, spółka podjęła wszelkie działania, by pracownicy otrzymali wszystkie należne świadczenia. Obecnie spółka stara się o wypłatę środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

W tej sprawie zostały złożone dokumenty do małopolskiego marszałka. Zarząd firmy przeprasza też pracowników za obecną sytuację.

Tymczasem - jak dowiedzieliśmy się w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Krakowie - pierwsze wypłaty z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych będą nie wcześniej niż w grudniu. Otrzymają je tylko te osoby, które będą związane z Almą umową o prace do 31 grudnia tego roku. Osoby, które zostały zwolnione wcześniej, będą musiały czekać na ogłoszenie upadłości przez sąd. Ci, którzy przebywają na zwolnieniach lekarskich, powinni otrzymać zasiłki od ZUS-u.

Łódzcy pracownicy w tym tygodniu złożyli oficjalną skargę do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi i czekają na interwencję inspektorów.

CZYTAJ TEŻ:W Łodzi nie będą mogły powstawać nowe Biedronki?

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem 7 - 13 listopada 2016 r.