Związki zawodowe protestują. Mają poparcie wśród wielu radnych. Ale czy to wystarczy? W poniedziałek o 9.30 protest przed Urzędem Miejskim w Bytomiu

Czy Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, druga obok Bytomskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego największa spółka miejska, trafi w obce ręce? Sprawa będzie gorąco dyskutowana na poniedziałkowej sesji. Pracownicy spółki mówią wprost: jeśli do tego dojdzie, to my stracimy pracę, a ceny pójdą w górę. I odbije się to mocno na kieszeniach bytomian. A rozmowy z potencjalnymi inwestorami zagranicznymi już się podobno toczą.

O tym, że pojawiły się pogłoski dzierżawy czy też sprzedaży PEC-u, pisaliśmy już na łamach DZ w lipcu ubiegłego roku.

Temat jednak ucichł. Aż do teraz, kiedy prezydent Damian Bartyla w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Życie bytomskie” przyznał, że w sprzedaży PEC-u widzi szansę dla miasta. Ekonomiczną.  Sławomir Kamiński, przewodniczący Rady Pracowników PEC przypomina, że nie dalej jak pół roku temu prezydent Bartyla wraz z burmistrzem Radzionkowa byli na Słowacji i szukali   inwestora wytwórcy ciepła dla  Bytomia. - Po nagłośnieniu sprawa została wyciszona oświadczeniem prezydenta Bytomia, że nie ma mowy o prywatyzacji. Cóż takiego się zmieniło w ciągu 6 miesięcy?- pyta. Odpowiedzi na razie brak.

- Zareagowaliśmy od razu, tworząc projekt uchwały, w którym sprzeciwiamy się takim działaniom - mówi Michał  Bieda, który projekt uchwały stworzonej wspólnie z kilkoma radnymi, przedstawił na komisji Finansów, Rozwoju i Promocji Miast. Dodaje, że tego typu ruch spowoduje poważne komplikacje; poza możliwymi zwolnieniami pracowników i podwyżkami dla mieszkańców, może pojawić się kwestia zwrotu  dotacji unijnej, przyznanej na jeden z projektów. - Obcy inwestor będzie patrzył tylko na swój biznes. Nie będzie dla niego ważne dbanie o środowisko czy infrastrukturę - mówi Bieda. Na komisji pojawili się też przedstawiciele związków zawodowych. - Jeszcze w ubiegłym roku prezydent obiecywał nam, że prywatyzacji nie będzie - mówił wzburzony Roman Poloczek z Solidarności.

Przewodniczący komisji Jakub Snochowski argumentował, że dopóki nie ma oficjalnego wniosku prezydenta w tej sprawie, nie należy podchodzić do niej tak emocjonalnie.

- Za mało wiemy - mówił. Radni poprosili, aby przed sesją dostarczyć im pisemnie informacje, czy faktycznie prezydent takie rozmowy przeprowadzał. Jeśli nawet nie miały one formalnego zapisu, to w formie notatek służbowych. Prezydent Bartyla do piątku miał urlop. W poniedziałek powinien być na sesji.