W tak biednym państwie jak Polska, urzędnicy państwowi dysponują ponad 245-ciu kartami o łącznym, dostępnym limicie 3 879 300 zł... miesięcznie. Rekordzista - prezes Narodowego Banku Polskiego, za miesięczny limit na służbowej karcie kredytowej (150 tys. zł) mógłby kupić kawalerkę w Warszawie, gorzej ma minister finansów z limitem 25 tys.miesięcznie. To co najmniej równowartość małego samochodu z segmentu A.

Oczywiście jak polski urzędnik jedzie za granicę to co najmniej jak kanclerz Niemiec lub premier lub prezydent bogatych państw: wybiera hotele z najwyższej półki np. BEST WESTERN PRESIDENT w Nowym Jorku za jedyne  5 tys. dolarów.[/b]

Jak wynika z Raportu Warsaw Enterprise Institute, fundacja ZPP, w 2014 roku w instytucjach, które odpowiedziały na wniosek o udzielenie informacji publicznej (48 podmiotów, wniosek zaś był kierowany do 88 instytucji) funkcjonowało 567 służbowych kart płatniczych.

Nie udało się pozyskać informacji o limitach środków przyznanych na 322 kartach należących do 4 instytucji (244 kartach NBP, 19 NIK-u, 13 Kancelarii Sejmu, 46 Agencji Rynku Rolnego). Na pozostałych 245-ciu kartach łączny, dostępny limit wyniósł 3 879 300 zł miesięcznie. Suma wydatków omawianych jednostek w 2014 r. stanowiła 2 470 699 zł, a średnia kwota wydatkowana za pośrednictwem kart w podmiotach, które udostępniły wyciągi wyniosła 8 761 zł rocznie.


– Liczby przytoczone w Raporcie budzą nasze oburzenie, bo pokazują beztroskę i frywolność władz. W instytucjach publicznych karty przyznawane są w dużej ilości i niejednokrotnie o dużych limitach wydatków. Opłacane są nimi drogie hotele, ponoszone są dodatkowe opłaty za wypłacanie gotówki z bankomatów, a wielu drobnych wydatków nie sposób skontrolować – ocenia Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. I pyta – Po co Prezesowi NBP limit 150 tys. złotych miesięcznie na karcie służbowej?

Podobnych przypadków – choć o znacząco niższych limitach wydatków – jest więcej. Dla przykładu, w 2014 roku ZUS posiadał cztery karty płatnicze. Do lipca 2015 roku sześć, a od lipca pięć. Obecnie karty posiadają: człone kzarządu nadzorujący Pion Finansów i Realizacji Dochodów, członek zarządu nadzorujący Pion Administracyjny i Zamówień Publicznych, radca prezesa, członek zarządu nadzorujący Pion Operacji i Eksploatacji Systemów oraz dyrektor w gabinecie prezesa. Każda z kart posiada limit w wysokości 20 tys. zł miesięcznie.

W tym kontekście rzucają się w oczy wydatki na hotele z najwyżej półki, m.in. Hotel Hilton Grosvenor w Edynburgu – 1800 zł; Hilton Baku – ponad 5000 zł; Hotel IBIS w Genewie – 400 franków; Citadines on Bourke Melbourne – ponad 6 tys. złotych; Iridion Hotel – 8,5 tys. zł.; LE ROOSEVELT Lyon  - 980 euro; BEST WESTERN PRESIDENT w Nowym Jorku - 5 tys. dolarów.

28 kartami dysponuje z kolei Ministerstwo Finansów. Największy limit, 25 tys. złmiesięcznie, posiada Minister Finansów, zaś dla każdego z trzech Sekretarzy Stanu przysługuje limit w wysokości 20 000 zł miesięcznie, choć zgodnie z zarządzeniem, kwota ta może zostać podwyższona do 25 000 zł. W przypadku dyrektora lub jego zastępcy maksymalny limit środków na karcie służbowej wynosić może 18 000 zł. Aktualnie sześciu dyrektorów i dziewięciu zastępców dysponuje limitem w wysokości po 10 000 zł, ten sam limit posiada również Radca Generalny, troje naczelników, główny specjalista, referendarz i podreferendarz. Limit w wysokości sześciu tysięcy złotych posiada jeden z dyrektorów oraz starszy specjalista. Tylko w 2014 roku suma wydatków każdego użytkownika kart z Ministerstwa wyniosła 134 090 zł (miesięczny limit na wszystkich kartach wynosi łącznie 317 000 złotych).



Taka kontrola wydała się nam niezbędna. Pamiętaliśmy kontrowersje związane z aferą taśmową, gdy Prezes Narodowego Banku Polskiego zapłacił za towarzyski obiad kilka tysięcy złotych służbową kartą płatniczą. Zastanawialiśmy się, jaka jest skala tego procederu i postanowiliśmy przyjrzeć się zasadności wydatkowania pieniędzy z środków publicznych w sposób bezgotówkowy. Liczyliśmy się z faktem, iż może to się to okazać sporym wyzwaniem, gdyż znacznie trudniejsze jest dokładnie sprawdzenie wypływu środków w formie bezgotówkowych transakcji niż żywego pieniądza - czytamy w raporcie.

 

6 instytucji, które odmówiły (w całości bądź częściowo) dostępu do informacji publicznej:

Agencja Rezerw Materiałowych: posiada 11 kart płatniczych w tym: 1 z limitem 30 tys. zł, 1 z limitem 25 tys. zł, 1 z limitem 20 tys. zł, 1 z limitem 10 tys. zł, 4 z limitem indywidualnym 3 tys. zł oraz 3 z limitem po 2 tys. zł. Agencja Rezerw Materiałowych odmówiła udostępnienia nam wyciągów oraz danych pracowników posługujących się kartami.
 
Narodowy Bank Polski: udostępnił informacje nt. limitów Prezesa NBP (150 tys. zł miesięcznie), wiceprezesów (każdy po 100 tys. zł miesięcznie) oraz ilości kart:250. Instytucja odmówiła jednakprzesłania dalszych informacji oraz wyciągów, mimo licznych odwołań. Wiemy jedynie, że wydatki z kart płatniczych wyniosły około 2 mln zł. NBP nie doszukał się również interesu publicznego w obywatelskiej kontroli wydatków mimo odwołania się od decyzji administracyjnej nie uznał obywatelskiej kontroli wydatków za „istotny interes publiczny”.
 
Narodowe Centrum Badań Jądrowych posiłkując się opinią zewnętrznej kancelarii prawnej, odmówiło dostępu nie uznając tego wniosku za istotny dla informacji publicznej, odwołania nie
uwzględniono.
 
Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych odmówiła, uznając że wniosek narusza dane osobowe pracowników agencji.

Polska Organizacja Turystyczna odmówiła dostępu, powołując się na wewnętrzne przepisy dot. bezpieczeństwa danych.

Sąd Najwyższy odmówił dostępu do informacji publicznej uznając, że pracownik podając taką informację popełniłby wykroczenie dyscyplinarne.

To co zwracają uwagę autorzy raportu to nie tylko brak umiaru w wydawaniu publicznych pieniędzy praktycznie bez żadnej kontroli, ale to że liczba instytucji, które zignorowały odpowiedź na pytania bądź odmówiły udzielenia odpowiedzi jednoznacznie wskazują, że w dalszym ciągu w Polsce nie są przestrzegane przepisy o dostępie do informacji publicznej. Znamienne, że wśród instytucji, które nie przedstawiły wyciągów z kart są Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Sąd Najwyższy czyli podmioty powołane do ochrony praw obywatelskich.
Drugą istotną kwestią jest wypłacania gotówki z kart. Generuje to wysokie prowizje (proporcjonalnie,od 5 zł wzwyż w zależności od wysokości wypłaty, w wypadku Banku Gospodarstwa Krajowego) oraz utrudnia kontrolę wydatków. Rekordzistą w tym względzie jest Agencja Rynku Rolnego,której urzędnicy wypłacili w ciągu 2014 r. 277 286 zł, czyli średnio  1 110 zł codziennie.

W Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, prowizje i opłaty związane z wydaniem i korzystaniem z kart (756 zł) wynosiły więcej niż wydatki dokonane przy ich użyciu (503 zł).
Ogromne  wątpliwości budzi duża ilość drobnych wydatków „codziennych”, bardzo trudna do rozliczenia - w wielu urzędach (m.in. znów w Agencji Rynku Rolnego) autorzy raportu zaobserwowali dużą ilość trudnych do udokumentowania transakcji codziennych na niskie kwoty. Budzi to podejrzenia, że część zakupów była robiona w celach prywatnych.

Na koniec autorzy raportu pytają retorycznie jakie jest uzasadnienie dla wynajmowania najdroższych hoteli czy absurdalnie wysokie limity miesięczne takie jak prezesa NBP są niezbędne do dobrego sprawowania urzędu? Jakie również jest uzasadnienie dla posiadania kilkuset kart płatniczych w urzędach publicznych i dlaczego urzędnicy nie mają zablokowanych wypłat z bankomatów?

Czy zatem dążymy do głównej idei taniego, oszczędnego państwa czy wręcz odwrotnie: w kierunku afrykańskich dyktatur gdzie kacyk i jego zaufani najbliżsi najczęściej rodzina opływają w luksusy i dostatki, a obywatele żyją za 1 dolara dziennie?