Wiesław Likus, współwłaściciel Holdingu Liwa, do którego należy m.in. katowicki hotel Monopol, mówi o planach wobec starego dworca w Katowicach (licytacja obiektu 10 września) i inwestowaniu w dobrą architekturę

Czy w Katowicach opłaca się inwestowanie w coś, co można by określić "dobrami luksusowymi"?
Śląsk jest dziś regionem bardzo perspektywicznym, regionem, który ma duży potencjał rozwojowy. Przede wszystkim ze względu na zagęszczenie ludności na terenie zurbanizowanym. Z biznesowego punktu widzenia oznacza to niskie koszty logistyki, czyli dotarcia do klientów. Ponadto uważam, że biorąc pod uwagę zamożność społeczeństwa, Śląsk jest miejscem bogatszym niż Kraków. Między innymi dlatego inwestycje w dobra luksusowe, a rozumiem, że w tym przypadku chodzi panu o nieruchomości, są jak najbardziej atrakcyjne i mogą być opłacalne.

Skąd u pana ta cześć, z którą, wspólnie z pańskim bratem, traktujecie starą architekturę?
Po pierwsze, wynika ona z pewnej filozofii życiowej, którą wyznajemy. Zawierając ją w jednym zdaniu, powiedziałbym, że chodzi o to, by coś tutaj po sobie zostawić. Gdy dawno temu zastanawialiśmy się z bratem, co chcielibyśmy razem robić w biznesie, obu zależało nam, by było to coś nie tylko opłacalnego, ale i trwałego, związanego z pewnym nieprzemijającym dziedzictwem i charakterem. Ponieważ jesteśmy krakusami, powiedzmy: "naturalizowanymi krakusami", pochodzimy ze Spytkowic, wsi niedaleko Wadowic i Oświęcimia, najbardziej oczywista możliwość nasunęła się sama. Kraków to kultura, wieki historii i miliony turystów, taki Kraków zawsze będzie. Więc hotel. Gdy otworzyliśmy drugi, zaczęliśmy myśleć, co dalej. To może warto spojrzeć na okolicę? Tak trafiliśmy do Katowic, a potem, dalej na zachód - do Wrocławia. Swoją drogą, mój ojciec miał ze Śląskiem wiele wspólnego, pracował w Energomontażu Południe, budował większość elektrowni, dokładniej: obiekty kotłowe w elektrowniach w tej części Polski, między innymi w Rybniku. Ja i moi bracia od liceum jesteśmy związani z Krakowem. A dlaczego stara architektura? Prowadząc działalność hotelarską, nie jesteśmy w stanie konkurować z wielkimi sieciami ani w kategoriach know-how, ani możliwości, ani finansów. Co więc jest naszym atutem? No właśnie architektura i położenie. To od początku była nasza przewaga nad dużymi graczami w branży.

Pamięta pan moment, w którym zdecydował, że to właśnie na Śląsku będzie pan otwierał kolejny hotel?
Pod koniec lat 90. Śląsk wydawał mi się naturalnym kierunkiem. Szukaliśmy atrakcyjnego architektonicznie budynku, położonego w strategicznym punkcie miasta. Zanim zdecydowaliśmy się na Monopol, przez chwilę rozważaliśmy też hotele Silesia i Katowice. Ale to nie ta architektura. Monopol zachwycił nas od pierwszego wejrzenia. Totalna ruina, ale cudowne wnętrza i wielki potencjał. Doprowadzenie budynku do obecnej formy kosztowało nas jakieś 100 mln zł.

Z dzisiejszej perspektywy - jest pan zadowolony z tej inwestycji? Katowice są dla branży hotelarskiej dość specyficznym rynkiem.
Zgadza się. Ale trafiliśmy do miasta, w którym od początku mogliśmy liczyć na życzliwość władz samorządowych. Nie chodzi broń Boże o to, że prezydent Piotr Uszok cokolwiek nam sprezentował czy ułatwiał, ale pewna otwartość i chęć współpracy bywa pomocna, szczególnie na starcie inwestycji takiej jak nasza. Katowice są całkiem innym rynkiem niż Kraków. Jeszcze niedawno ludzie szukający kulturalnej czy rozrywkowej oferty w tej części kraju w ogóle nie myśleli o tym mieście jak o turystycznym celu. To się powoli zmienia, Katowice dziś mocno inwestują w kulturę…

Jak i w turystykę biznesową. To dobry kierunek?
Absolutnie. Dziś to jedyna dziedzina, w której Katowice faktycznie bardzo mocno przyciągają ludzi. Ale turystyka biznesowa funkcjonuje tu wciąż tylko od poniedziałku do piątku. Ściąganie ludzi również na weekendy pozostaje dla miasta wyzwaniem.

Ile prawdy jest w pogłoskach o tym, że rodzina Likusów znów będzie starała się kupić stary dworzec w Katowicach?
Nie chciałbym budzić konkurencji i nie będę zdradzać za wiele. Mogę powiedzieć, że myślimy o przystąpieniu do licytacji. Ale problem jest złożony. Zastanawiamy się nad wykorzystaniem w ewentualnej rewitalizacji starego dworca funduszy unijnych. Do tej pory nigdy tego nie robiliśmy, w życiu nie dostaliśmy żadnej ulgi czy dotacji, co zresztą jest częścią naszej filozofii - zawsze ceniliśmy sobie niezależność. Kolejna sprawa - czy inwestując 100 mln zł w stary dworzec, będziemy mogli liczyć na to, że miasto i województwo postarają się o wzmożenie ruchu turystycznego?

Marcin Zasada

(Całą rozmowę przeczytacie w najnowsze wrzesniowej „Strefie Biznesu”, miesięczniku menedżera wydawanym przez „Dziennik Zachodni”)

Wrześniowy, numer „Strefy Biznesu” znajdą Państwo w większości dobrych punktów sprzedaży prasy. Polecamy lekturę m.in:


  • Macieja Jaglarza odpytujemy z jego drogi biznesowej. Jak to się stało, że kupił najwyższy katowicki wieżowiec Altus?

  • Wszystkie oblicza katowickiej loży Business Centre Club, której stuknęło 20 lat

  • Temat numeru: targi górnicze w Katowicach. Tu spotyka się elita branży.

  • Na okładce Mirosław Bendzera, prezes Famuru. Mówi: „Nasza strategia to Go Global”