W październiku kopalnie odnotowały zyski, jednak w branży - jak dotąd - zmieniło się niewiele. A problemów jest sporo: niskie ceny surowca, słaba wydajność kopalń, kiepskie wyniki finansowe.

Na liście wielkich nieobecnych Krzysztof Tchórzewski, minister energii; jego zastępca Grzegorz Tobiszowski, a także prezesi Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego: Krzysztof Sędzikowski i Zygmunt Łukaszczyk. Dziennikarze obserwujący początek odbywającej się Katowicach konferencji „Górnictwo 2015” skreślali ze swoje listy kolejne nazwiska, ale nie byli tą absencją specjalnie zaskoczeni.

Przedstawiciele resortu wciąż chyba jeszcze nie do końca wiedzą, czym będą zarządzać i do  czasu zakończenia audytu w spółkach wydobywczych najwyraźniej wolą nie ryzykować publicznych deklaracji na temat przyszłości sektora węglowego - a pytania o to nieuchronnie musiałaby paść przy takiej okazji.

Szef Kompanii będzie nią kierować jeszcze tylko do końca grudnia (choć nadal nie wiadomo, kto miałby przejąć po  nim pałeczkę), zaś jego odpowiednik w KHW... No cóż, trudno powiedzieć jak długo jeszcze utrzyma się na stanowisku. Zważywszy obecną karuzelę stanowisk w spółkach Skarbu Państwa i polityczne związki Łukaszczyka z Platformą Obywatelską raczej trudno uwierzyć w to, że dane mu będzie dalej kierować koncernem.   

Tylko i... aż 75 groszy  zysku na tonie węgla

Fakt, że podczas debaty zabrakło przedstawicieli ministerstwa energii, a zamiast prezesów Kompanii i Holdingu pojawili się ich zastępcy nie spowodował jednak, że dyskusja była jałowa. Już na samym jej początku usłyszeliśmy bowiem, że polskie górnictwo znowu przynosi zyski. A przynajmniej przyniosło je w październiku. W tym miesiącu kopalnie na każdej tonie węgla zarobiły... 75 groszy. Niewiele, ale wobec ponad 56 zł straty (tak było w lutym) ten wynik może naprawdę cieszyć. Niestety, to była wczoraj jedyna dobra wiadomość. Później już przerabialiśmy to, o czym w  branży mówi się w kółko od  przynajmniej dwóch lat: zbyt duża ilość węgla na rynkach, jego niskie ceny, słaba wydajność polskich kopalń, ich bolesne niedoinwestowanie i będące tego efektem kiepskie wyniki finansowe (po trzech kwartałach branża miała niemal 1,7 miliarda zł straty, sam tylko KHW - jak przyznał to wczoraj jego przedstawiciel - zakończy rok na  „dwu, albo trzycyfrowym” minusie). Ucieczką do  przodu może być - i powinno - dokapitalizowanie branży tak, aby efektywnością wydobycia i ceną mogła konkurować z innymi producentami. Tak właśnie w ciągu ostatnich kilku lat zrobiono w czechowickiej PG „Silesii”, gdzie czeski właściciel wpompował miliard złotych.

Kopalnie wyprzedały już  wszystko, co się dało

W Silesii jest jednak kapitał od inwestora, a polskie kopalnie tego nie mają. Bo kiedy był kapitał, to go roztrwoniono, a dziś kopalnie nie mają skąd go wziąć - wskazał Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki. Na wzrost cen węgla w ciągu najbliższych dwóch lat nie ma co liczyć, banki oraz instytucje finansowe niechętne do kredytowania inwestycji w górnictwie, a własne możliwości działania branży zostały już praktycznie wykorzystane. Wprost powiedział to zresztą prezes Silesii, Michał Herman wskazując, że zalegający na zwałach węgiel w  praktyce jest już sprzedany (bądź stanowi zastaw bankowy), a to, co na nich zostało często faktycznie warte jest mniej niż zakładano. Zwrócił też uwagę fakt, że spółkom zapłacono za transakcje, które faktycznie nie zostały zrealizowane.

- A zatem 90 procent źródeł gotowki w spółkach wydobywczych zostało wykorzystanych. Trudne czasy nie są więc za nami, ale przed nami, bo polskie górnictwo potrzebuje się rozwijać, ale nie ma na to pieniędzy - stwierdził prezes Herman.  Ostrożnie odniósł się przy okazji do pomysłu, by ratować górnictwo za pieniądze energetyki, gdyż przy wydatkach czekających spółki energetyczne taki manewr może się skończyć źle zarówno dla ratowanych, jak i ratujących. Przed tym samym zagrożeniem ostrzegał zresztą Jerzy Markowski.  

- Nic gorszego nie możemy zrobić, jak tylko zniszczyć polską energetykę siłami polskiego górnictwa - powiedział były minister gospodarki.

Kopalnia Brzeszcze może być rentowna

Łukasz Brzózka, prezes spółki Tauron Wydobycie: Plan na kopalnię Brzeszcze jest bardzo prosty. Zamierzamy tam produkować węgiel, bo przez ostatnie lata tego nie robiono. Zapewniam, że nam się ten biznes opłaci. Połączenie górnictwa z energetyką daje dobre efekty, a my mamy 10-letnie doświadczenie. Janina i Sobieski też były do zamknięcia. A dziś funkcjonują rynkowo i strat nie przynoszą. Jak będziemy z pokładu 510 produkować węgiel w Brzeszczach , to nam się ten biznes będzie opłacał. Oczekiwania względem władz krajowych i unijnych? Uważam, że powinne one zaprzestać polityki dyskryminacji węgla. Oczekiwałbym po prostu równych szans dla wszystkich producentów energii.