Nowa „ustawa kominowa” uzależni pensje prezesów spółek od wielkości i wyników firm. Nowe wynagrodzenia mają być ustalone najpóźniej do lata przyszłego roku

We wrześniu wchodzi w życie nowa „ustawa kominowa”, regulująca zarobki prezesów spółek, w których udziały ma Skarb Państwa oraz samorządy. Zaczyna się liczenie: kto zyska, kto straci?

Ustawa ma zapobiec obchodzeniu przepisów starej „kominówki”, ma też powiązać płace prezesów z wielkością i wynikami firmy. Wynagrodzenie członków zarządu będzie się składać z dwóch części: stałej i zmiennej. Pierwsza będzie zależeć od wielkości spółki. Ustawa wprowadza kilka przedziałów.

Do pierwszego, najniższego, łapią się prezesi spółek zatrudniających do 10 osób, mających obrót netto poniżej 2 mln euro i takich, gdzie suma aktywów jest mniejsza niż równowartość 2 mln euro (trzeba spełniać przynajmniej dwa z trzech wymienionych kryteriów). Ci menedżerowie zarobią od jednokrotności do trzykrotności średniej płacy w Polsce. Następnie widełki płacowe rosną wraz z rozmiarem spółki. Na samym szczycie ulokuje się grupa krezusów mogących liczyć na płace od 8 do 15 średnich krajowych. Chodzi o firmy, w których pracuje ponad 1250 osób, obroty przekraczają 250 mln euro rocznie, a aktywa - 215 mln euro.

Radny PiS zasiada w dwóch radach nadzorczych, choć ustawa tego zabrania

Do wyliczeń będzie brana jako podstawa średnia płaca w IV kwartale roku ubiegłego. Biorąc pod uwagę dane z 2015 r., kiedy wartość ta wynosiła 4280 zł, łatwo obliczyć, że po wejściu ustawy w życie, stałe części wynagrodzenia prezesów będą wynosiły od 4,3 do 64,2 tys. zł.

Ale to nie wszystko. Do tego dochodzi bowiem jeszcze drugi, zmienny składnik wynagrodzenia, uzależniony od realizacji tzw. wyników zarządczych, czyli np. realizacji założonego zysku, zwiększenia sprzedaży, realizacji planu restrukturyzacji, a nawet wzrostu zaangażowania pracowników. Ta część pensji, będąca czymś w rodzaju premii, może wynieść maksymalnie nawet 50 proc. części stałej (a w niektórych przypadkach - do 100 proc.). Mowa więc jest o naprawdę dużych pieniądzach.

Ustawa daje kompetencje do ustalania celów (i powiązanego z nimi wynagrodzenia), walnym zgromadzeniom wspólników, a więc m.in. ministrowi skarbu państwa oraz samorządom. Jednak dziś nikt nie potrafi powiedzieć, ile konkretnie będą zarabiać prezesi.

Co NIK znalazła w łódzkich spółkach miejskich?

- Miasto nie ma w najbliższym czasie w planach żadnych ruchów finansowych względem miejskich spółek - mówi Jolanta Baranowska z łódzkiego magistratu. - Żaden z prezesów nie otrzymał żadnej nagrody, pomimo dobrych wyników wielu spółek. Zapisy nowej ustawy wchodzą w życie 9 września 2016 r. zaś my mamy czas do 30 czerwca 2017 r. na dostosowanie zasad do tych zapisów. Ustawa będzie analizowana - dodaje Jolanta Baranowska.

Podobną odpowiedź słyszymy w Radomsku: - Nie przewidujemy zmiany wysokości wynagrodzenia prezesów, ale będziemy musieli zmienić i opracować nowe zasady wynagradzania - wyjaśnia Mariola Wypych, miejski skarbnik.

Prezes jednej ze spółek Skarbu Państwa z województwa łódzkiego, mówi anonimowo, że nie ma pojęcia, ile będzie zarabiać: - Ustawa jest otwarta, nie wiadomo, jakie będą wytyczne ministerstwa, jak będą sformułowane wskaźniki do osiągnięcia. Najpóźniej moje wynagrodzenie ma zostać ustalone na zgromadzeniu wspólników, zamykającym rok 2016. Może się to więc stać wiosną 2017 r. Generalnie uzależnienie płac od wielkości i wyników spółki jest dobre. Dziwne jest tylko to, że rząd PiS, który był tak niechętny umowom śmieciowym, sam wysyła prezesów spółek na „śmieciówki”. Bo to jest główne założenie - że nie będzie umów o pracę. Mogę założyć własną działalność i świadczyć usługę zarządzania, albo pracować na umowę-zlecenie - stwierdza prezes.

Prezes MPWiK w Zduńskiej Woli sam wypłacił sobie premię i zaraz musiał oddać

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 15-21 sierpnia 2016 roku