Jesteśmy przykładem, że na Śląsku można zrobić jedną z najbardziej efektywnych kopalń, mimo trudnych warunków geologicznych - mówi Michal Heřman, prezes PG Silesia. Czechowicki zakład - jak cały sektor wydobywczy - musi mierzyć się aktualnie z bardzo niskimi cenami węgla w portach ARA. Jak radzą sobie w tych warunkach i czy problemy OKD to przestroga dla polskiego górnictwa?

Mamy lato. Mimo to ceny na rynkach światowych nieco się ustabilizowały, nie spadają poniżej 50 dol. za tonę (rozmowa została przeprowadzona w połowie czerwca), jak to miało miejsce jeszcze w styczniu i lutym, gdy ceny sięgały nawet 43 dol. za tonę. Czy dostrzega pan szansę i perspektywę, że ceny już nie będą dołować jak do tej pory?

To duży znak zapytania, jak ceny będą kształtować się w przyszłości. Niestety, jeszcze teraz wzrost ten nie przekłada się na wartości kontraktów, ponieważ umowy na 2016 i częściowo na 2017 rok zostały już zawarte w oparciu o zupełnie inne ceny. Ale fakt, że ceny ARA wzrosły, jest pozytywny. To głównie dlatego, że ceny ropy poszły w górę.

Jednak nikt w Polsce jeszcze tego wzrostu nie odczuje, zatem nie będzie miał on większego wpływu na sytuację spółek węglowych do końca tego roku. Bylibyśmy mile zaskoczeni, gdyby ceny utrzymały się na poziomie 50-60 dolarów za tonę.

Biznesplan dla PG Silesia powstawał, kiedy jedna tona była o nawet 100 proc. droższa niż aktualnie. Jak sobie radzicie z takim spadkiem?

Rzeczywiście, kopalnia Silesia została kupiona przez grupę EPH w 2010 roku, kiedy cena tony węgla wynosiła ponad 100 dolarów. Wydobycie w PG Silesia rozpoczęło się w maju 2012 roku, a to oznacza, że pierwsze kontrakty były zawarte na dostawę w drugiej połowie 2012. W tym czasie ceny ARA już bardzo spadały. Od początku działalności stawialiśmy przede wszystkim na efektywność, gdyż już na starcie musieliśmy dostosować się kosztowo do panujących na rynku warunków. W latach 2009-2011 (kiedy ceny węgla były dwukrotnie wyższe niże teraz - przyp. red.) nie mieliśmy jeszcze kontraktów zawartych w oparciu o ówczesne, wysokie ceny, więc aktualne obniżki nie są dla nas zaskoczeniem. Biznesplan i nasze coroczne budżety przewidywały, że ceny węgla będą utrzymywać się na niskim poziomie.

Jak zmieniła się kopalnia Silesia w ciągu tych ostatnich sześciu lat?

Teraz jest to zupełnie inna kopalnia. W chwili, gdy ją przejmowaliśmy, nie prowadziła ona wydobycia, zatrzymane były prace przygotowawcze, zatrudnienie wynosiło 738 osób. Jak jest obecnie? Od końca 2014 roku prowadzimy wydobycie z dwóch ścian jednocześnie, zostały przeprowadzone duże inwestycje - przede wszystkim w infrastrukturę podziemną i naziemną, a załoga liczy ponad 1600 osób. Od samego początku byliśmy pod presją kosztową, więc postawiliśmy na efektywność. Sądzę, że nie da się porównać PG Silesia z kopalnią Brzeszcze-Silesia sprzed sześciu lat. Teraz jesteśmy benchmarkiem i przykładem, że na Śląsku można zrobić jedną z najbardziej efektywnych kopalń, mimo trudnych warunków geologicznych i metanowych.

Silesii udało się wyjść na prostą. Ale w Polsce regularnie pojawiają się komentarze, że wydobycie jest nieopłacalne, że raczej powinniśmy myśleć o zamykaniu niektórych kopalń, a nie ich wskrzeszaniu.

Ale na Śląsku możemy znaleźć kopalnie, które są efektywne, jak choćby Ziemowit, Bolesław Śmiały czy Marcel. Z satysfakcją mogę dziś powiedzieć, że pod tym właśnie względem PG Silesia również jest jedną z najlepszych śląskich kopalń. U nas podstawą sukcesu były zrealizowane przez właściciela ogromne inwestycje w infrastrukturę, ale także nowy system organizacji pracy, który został uzgodniony ze związkami zawodowymi. W tym obszarze również postawiliśmy na maksymalną efektywność, która zakładała m.in. całkowite uzależnienie wypłaty czternastej pensji od wyników finansowych.

Kopalnia prowadzi program restrukturyzacji zatrudnienia - od 2014 roku ok. 100 osób rocznie żegna się z firmą. Odejścia są związane z chęcią ograniczenia wydobycia?

Planujemy utrzymać wydobycie na poziomie, który aktualnie realizujemy, czyli 1,8-2 mln ton czystego węgla rocznie. Spadek zatrudnienia częściowo spowodowany jest wymaganiami rynku, tzn. spadkiem cen. Jesteśmy małym podmiotem w sektorze węgla kamiennego w Polsce, mamy ok. 2-3 proc. udziałów w rynku, więc musimy dostosować się do niego kosztowo. Celem realizacji wielu zadań w tym samym czasie korzystamy w pewnym zakresie z outsourcingu, więc tutaj także dążymy do optymalizacji - określenia, jaka część robót powinna być wykonywana przez naszych pracowników, a jaka przez firmy zewnętrzne. W naszym przypadku poziom ten (zlecania prac firmom zewnętrznym - przyp. red.) to ok. 10 proc. Według naszych informacji, jest on niższy w porównaniu do innych spółek węglowych. Głównym celem przeprowadzania procesu redukcji zatrudnienia jest zatem optymalizacja i minimalizacja kosztów. Nie chodzi o to, że zwalniamy, ponieważ ograniczymy produkcję. Obniżamy poziom zatrudnienia, gdyż chcemy być jak najbardziej efektywni kosztowo.

Jak układa się współpraca ze związkami zawodowymi? PG Silesia to też firma pracowników, mają w niej swoje udziały.

Związki są naszym partnerem. Między nami - zarządem i właścicielem - a związkami nie ma wojny czy walki. Jasne, czasem rozmowy bywają gorące, np. gdy dyskutujemy o kwestiach organizacyjnych, bezpieczeństwie pracy, wynagrodzeniach, premiach, ale traktujemy siebie - i mam nadzieję, że związkowcy podzielają moje zdanie - jak partnerów. Mamy wspólny interes, a to jest najważniejsze. 6 lat temu przed Silesią nie było przyszłości. Pracownicy zdawali sobie sprawę z faktu, że ich kopalnia została przeznaczona do likwidacji. Jedynym wyjściem było znalezienie kompromisu, nawiązanie komunikacji i współpracy.

Co pana zdaniem jest teraz największą bolączką polskiego górnictwa?

Problemem polskiego górnictwa jest nadprodukcja, która waha się w granicach 5-6 mln ton rocznie oraz trudne warunki rynkowe - koszty wydobycia są wyższe od cen węgla importowanego z Rosji i spoza Unii Europejskiej. Część kopalń została przekazanych do SRK, część ma nowego właściciela (kopalnia Brzeszcze kupiona przez Tauron, powstanie PGG - przyp. red.). Teraz musimy poczekać na efekty zaplanowanych działań restrukturyzacyjnych, które są dość ambitne. Dużym problemem jest to, że kopalnie wymagają potężnych nakładów inwestycyjnych, ponieważ w ostatnich 3-4 latach większość z nich była niedoinwestowana. Wszystkie dostępne środki finansowe przeznaczono na wynagrodzenia, na bieżącą działalność, a nie na inwestycje w nowe ściany czy nowe technologie. I tutaj możemy postawić znak zapytania - jak te ambitne plany naprawcze zostaną zrealizowane w PGG i innych spółkach węglowych? Musimy poczekać co najmniej do końca roku, żeby zobaczyć, jak się to poukłada.

Plany restrukturyzacyjne górnictwa zakładają m.in. powstawanie dużych koncernów wydobywczo-energetycznych. Co pan sądzi o tak silnej integracji obu sektorów?

Jak mówię - z ocenami poczekałabym do końca 2017 roku. Ja osobiście widzę dwa zagrożenia. Pierwsze to fakt, że sam sektor energetyczny w następnych pięciu latach potrzebuje olbrzymich nakładów inwestycyjnych. Jeśli teraz pieniądze, które mają spółki energetyczne, będą przeznaczone głównie na ratowanie górnictwa, to zabraknie ich później w sektorze wytwórczym. To może negatywnie odbić się na nich w kolejnych latach. Istnieje też obawa, że pieniądze, które trafią do górnictwa, zostaną przejedzone. Nie można z tych środków finansować wynagrodzeń, barbórek i deputatów. Kopalnie potrzebują inwestycji w nowe ściany i technologie, gdyż tam jest ich przyszłość.

I na koniec: upadek OKD jest dla Polski szansą czy przestrogą?

Wszystko zależy od tego, jak sytuacja OKD się rozwinie: spółka może zostać całkowicie zlikwidowana, ale może też zostać zreorganizowana i będzie kontynuować wydobycie. Gdyby doszło do definitywnego upadku czeskiej spółki, wówczas polski rynek mógłby wykorzystać tę sytuację. OKD wydobywa ok. 8 mln ton węgla rocznie, co jest nieco poniżej 10 proc. polskiej produkcji i trochę więcej, jeśli chodzi o węgiel zalegający na zwałach. Gdyby zdecydowano się kupować te 8 mln ton z Polski, wówczas doszłoby do pewnej równowagi na polskim rynku. Z drugiej jednak strony zlikwidowanie OKD oznacza negatywny przekaz dla instytucji finansowych. Banki już teraz z lekką obawą podchodzą do możliwości finansowania górnictwa. Może to doprowadzić do sytuacji, że później staną się jeszcze bardziej ostrożne w tym zakresie.

Rozmawiała: Kamila Rożnowska

*EURO 2016: Transmisje, relacje, zdjęcia i filmy wideo
*Reforma edukacji, czyli diabeł tkwi w szczegółach SPRAWDŹ
*Miss Polski 2016 OTO FINALISTKI Zobacz zdjęcia [a]
*[a]http://www.dziennikzachodni.pl/polska-i-swiat/a/wakacyjne-wyjazdy-2016-tych-krajow-lepiej-nie-odwiedzaj-msz-odradza,10174182/

*Polska ma najpiękniejsze kibicki na Euro 2016 [ZDJĘCIA] Oto dowód
*W pełni wyposażone mieszkanie w centrum Katowic może być Twoje! Dołącz do graczy loterii "Dziennika Zachodniego"