Stało się to kilkadziesiąt minut po uchwaleniu przez Sejm ustawy przyznającej rodzinom 500 zł na dziecko, na sfinansowanie którego to programu mają być przeznaczone pieniądze z nowego podatku.


- Przede wszystkim chodzi nam o to, żeby sieci handlowe nie były objęte podatkiem od sieci wielkopowierzchniowych. Przez wiele lat walczyliśmy o to i dążyliśmy do tego, żeby się konsolidować, zrzeszać i teraz ten podatek niestety nas dobije. Dobije głównie sklepy, które są zrzeszone – mówi Ryszard Puchała, właściciel sklepu w sieci Lewiatan.

Wtóruje mu właściciel innego sklepu z tej sieci Wojciech Górski:


- Rząd wprowadzając tę ustawę nie zastanowił się, bądź nie wiedział co to jest franczyza. Nikt nie spodziewał się, że podatek będzie wyglądał w ten sposób. Rząd konsultował to wcześniej z PIH, zwracano uwagę na ten problem. Podatek miał wyglądać inaczej. Posłowie próbują nam powiedzieć, że nie będzie to dotyczyło franczyzy; ja sobie tego nie wyobrażam. Albo zmienimy tę ustawę i będziemy się rozliczać po NIP-ie, tylko wtedy Rząd nie osiągnie celu fiskalnego i tutaj jest konflikt interesów - twierdzi Górski.

Kupcy przypominają, że według programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości (PiS) miał to być podatek od sklepów wielkoprzemysłowych, naliczany od powierzchni. Jego celem miało być nie tylko współfinansowanie programu społecznego PiS, ale i wsparcie polskich kupców w często nierównej walce z zagranicznymi wielkimi sieciami handlowymi. Tymczasem projekt ustawy o podatku detalicznym w kształcie przygotowanym przez ministerstwo finansów, w ocenie właścicieli małych sklepów, najmocniej uderza właśnie w nich. Dlaczego? Kilkadziesiąt tysięcy takich sklepów działa ramach tzw. sieci franczyzowych. Choć działają pod wspólnym szyldem, to w praktyce prowadzą biznes na własną rękę. Sami też, zgodnie z numerem NIP nadanym swojej firmie płacą podatki dochodowe oraz VAT, naliczane od obrotów konkretnego sklepu. Tymczasem sam fakt przynależności do określonej sieci, np. Lewiatan czy Społem sprawiłby, że musieliby płacić podatek naliczany od zsumowanego obrotu całej sieci. Przy zakładanej w projekcie kwocie zwolnionej z nowego podatku w wysokości 18 mln rocznie, w praktyce oznaczałoby to, że podatek obciążyłby nawet sklep „sieciowy”, którego miesięczne obroty wynoszą kilka tysięcy złotych i pochłonąłby cały zysk.

Kupcy krytykują także progresywną stawkę podatku, w tym zwłaszcza wyższe jego stawki od utargu z dni ustawowo wolnych od pracy (w tym sobót).

Dzień przed manifestacją, w środę doszło do konsultacji rządu z przedstawicielami kupców w sprawie projektu ustawy o podatku od handlu detalicznego, choć autor dokumentu, minister finansów chciał ich uniknąć. Strona rządowa w osobie wicepremiera Mateusza Morawieckiego i ministra finansów Pawła Szałamachy obiecała przeanalizować postulaty kupców i do 18 lutego przepracować projekt w „kierunku szukania kompromisu”.

Kupcy jednak wskazują, że już raz takie obietnice usłyszeli, po konsultacjach, które poprzedziły pojawienie się krytykowanego projektu, a potem okazało się, że forsowane przez ministra finansów przepisy niewiele z ich postulatów uwzględniły. Dlatego nie odwołali manifestacji. Jak mówią, dla nich to walka o codziennych chleb i miejsca pracy dla dziesiątków tysięcy rodzin.