Przed Sądem Okręgowym w Warszawie zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie osób, które na podstawie przedwojennych akcji spółki Giesche próbowali przejąć majątek należący m.in. do miasta Katowice, Katowickiego Holdingu Węglowego i Górniczo-Hutniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Dzięki zdecydowanym działaniom samorządu, Katowice na reaktywacji przedwojennej spółki Giesche nie straciły ani złotówki.

To w zasadzie koniec sprawy, która dziesięć lat temu do białości rozgrzała wyobraźnię o przejęciu ogromnego majątku stolicy regiony przez nikomu nieznanych na Śląsku ludzi z Wybrzeża. 

Sąd skazał Marka N., Pawła R. i Leszka P. na kary po 5 lat bezwzględnego pozbawienia wolności i grzywny po 540 tys. zł. Jacek S. oraz Marek K. zostali skazani na kary po 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności oraz grzywny po 300 tys. zł. Do tego wobec Leszka P. sąd orzekł  zakaz wykonywania zawodu radcy prawnego przez 5 lat. Pozostali oskarżeni otrzymali 5-letni zakaz zajmowania stanowiska członka zarządu, członka rady nadzorczej oraz członka komisji rewizyjnej w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością. 

CZYTAJ KONIECZNIE

SPÓŁKA GIESCHE NIGDY NIE POWINNA  BYĆ REAKTYWOWANA

Przypomnijmy, że w 2005 r.

Marek N. z Pomorza za symboliczną kwotę kupił od kolekcjonera 172 przedwojenne akcje spółki Giesche na okaziciela.  Choć  Skarb Państwa w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku wypłacił ostatnim właścicielom spółki z USA stosowne odszkodowanie i akcje miały trafić na makulaturę, tak się nie stało. Ktoś nie dopatrzył procedury i zamiast zostać zmielone trafiły do antykwariusza. 

Byłyby zwykłymi papierami wartymi tyle  ile ważą w skupie makulatury gdyby nie to, że przez niedopatrzenie kolejnego urzędnika, po zapłaceniu odszkodowania Amerykanom spółka  nie została wykreślona z rejestru. 

- To się stało przez PRL-owskie niedbalstwo. Wtedy nikt nie przejmował się formalnościami. Dzięki temu właściciel Giesche ma teraz szansę otrzymać gigantyczne odszkodowanie za utracony majątek. To może mu się udać, bo ze strony Skarbu Państwa tej sprawy nikt nie pilnuje -  komentował sprawę na naszych łamach w 2007 r. prawnik, były wojewoda śląski Tomasz Pietrzykowski. 

Z kolei Waldemar Bojarun, ówczesny rzecznik prezydenta Katowic kategorycznie twierdził, że spółce zwrot majątku się nie należy. Równocześnie prezydent Piotr Uszok wybrał się do Warszawy, by zainteresować sprawą nie tylko premiera, ale także szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

- Uważam, że była to dobra decyzja. Moim głównym zadaniem jako prezydenta było bowiem chronić majątek miasta. Dziś mogę mówić o pełnym sukcesie i własnej satysfakcji, bo Katowice na tej sprawie nie straciły ani złotówki a sprawcy zostali surowo ukarani - powiedział nam wczoraj Piotr Uszok. 

Waldemar Bojarun, dziś wiceprezydent Katowic uważa, że surowe wyroki dla sprawców mają być przestrogą dla tych, którzy mieliby pomysł na podobną akację w przyszłości.

- Nie uważam, że nie ma znaczenia co zrobi Sąd Apelacyjny. Czy zmniejszy wymiar kary bezwzględnego więzienia, czy może nawet orzeknie o jej zawieszeniu. Cieszę się, że sprawcy  nie unikną odpowiedzialności, bo za taką niegodziwość nie liczy się dla mnie wysokość, ale nieuchronność kary - mówi. 

Fakty

Krótko o historii spółki Giesche

Początki spółki Giesche sięgają przełomu XVII i XVIII wieku. Wówczas wrocławski kupiec Georg von Giesche otrzymał cesarski monopol na wydobycie rud cynku na Śląsku. 

Jego spadkobiercy rozwijali firmę. W pierwszej połowie XIX wieku kupili m.in. kopalnię (dzisiejsza kopalnia Wieczorek). 

W 1860 roku zarejestrowano we Wrocławiu spółkę: „Bergwerks-geseltschaft Georg von Giesche’s Erben” (Spółka Górnicza Spadkobierców Jerzego von Giesche), która rozwinęła się na przełomie XIX i XX wieku w jeden z najpotężniejszych koncernów górniczo-hutniczych na Śląsku. Na początku XX wieku koncern wybudował 2 wyjątkowe osiedla: Giszowiec i Nikiszowiec. 

Spółka w pewnym momencie  przed II wojną światową była zresztą właścicielem niemal połowy miasta. Miała aż 3,6 tys. nieruchomości na 9 tys. ha gruntów.  Do Giesche SA należały kopalnie węgla, rud ołowiu i cynku, huty, walcownie, zakłady przemysłu chemicznego oraz fabryka porcelany Giesche Porzellan-fabrik W 1922 roku. Po podziale Górnego Śląska, aż 80 proc. majątku spółki Giesche znalazło się w granicach Polski. Siedziba spółki znajdowała się w Katowicach. W 1926 roku akcjonariat twierdząc, że władze polskie utrudniają działanie spółki z kapitałem niemieckim, sprzedał jej akcje za 4 miliony dolarów Amerykanom. Tak powstała Silesian-American Corporation. 

W roku 1939 w Giesche władzę przejął niemiecki zarząd komisaryczny. Po wojnie spółkę, jako niemiecką, znacjonalizowano. Nieprawnie, bo przecież jej właścicielem byli obywatele Stanów Zjednoczonych Ameryki. Rząd USA upomniał się o majątek amerykańskich akcjonariuszy.

W 1960 roku Polska i USA zawarły układ o odszkodowaniach. W zamian za 40 milionów dolarów odszkodowania, w tym 30 milionów za spółkę Giesche, Amerykanie wydali przedwojenne akcje na okaziciela i zrezygnowali z dalszych roszczeń.

 

Sławomir Cichy